http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kogo bada komisja etyki Kongresu USA

Marcin Bosacki, Waszyngton
2009-10-30, ostatnia aktualizacja 2009-10-30 16:58

Pomyłka niskiego rangą urzędnika Kongresu USA spowodowała, że do prasy wyciekła lista ponad 30 kongresmenów, których podejrzane działania bada komisja etyczna Kongresu

Afera wybuchła w czwartek o 18. Kongresmeni właśnie kończyli kolejną rundę głosowań, gdy do mikrofonu w Izbie Reprezentantów podeszła przewodnicząca komisji etyki Zoe Lofgren, demokratka z Kalifornii, i powiedziała, że w wyniku działań hakerów doszło do wycieku informacji o tym, czym i przede wszystkim kim zajmuje się jej komisja.

Okazało się, że jeden z młodych pracowników komisji wyniósł do domu - co jest niezgodne z prawem - raport komisji z lipca o tym, czyje podejrzane zachowania komisja bada. Z domowego komputera, prawdopodobnie przypadkiem, wrzucił raport na jedną z popularnych witryn wymiany plików, skąd ktoś go skopiował i dostarczył dziennikarzom "Washington Post".

Urzędnik został natychmiast zwolniony. Członkowie komisji etyki, która zazwyczaj pracuje w rygorze tajności, natychmiast potwierdzili, że w kilku przypadkach doszło ich zdaniem do poważnego naruszenia norm etycznych Kongresu. Chodzi m.in. o wpływowego demokratę z Nowego Jorku Charlesa Rangela, który rok temu z trzema kolegami z Kongresu pojechał na konferencję do luksusowego hotelu na karaibskiej wyspie St. Martin.

Oficjalnie konferencja była organizowana przez pewną fundację, ale - jak przypuszcza komisja etyki - tak naprawdę zapłaciły za nią wielkie korporacje takie jak AT&T i Pfizer. Wówczas przyjęcie zaproszenia przez kongresmenów na taką konferencję byłoby niezgodne z prawem.

Chodzi także o Maxine Waters, demokratkę z Kalifornii, w sprawie której komisja badała, czy jej działania w Kongresie nie pomogły bankowi, w którym jej mąż ma spore udziały. "Washington Post" pisze też o szerokim śledztwie w sprawie związków siedmiorga członków komisji ds. zakupów dla wojska z firmą lobbystyczną PMA. Komisja etyki bada, czy piątka demokratów i dwójka republikanów nie dawała kontraktów klientom PMA w zamian za sowite datki ludzi z PMA na kampanie wyborcze.

Komisja stwierdziła jednak wczoraj, że ponad 30 kongresmenów, których nazwiska znajdują się w ujawnionych dokumentach, nie można traktować jako winnych. Odwrotnie - większość z nich była badana tylko wstępnie i oczyszczona z zarzutów.

Jedną z przyczyn klęsk wyborczych Partii Republikańskiej pod koniec rządów George'a Busha była cała seria skandali z udziałem skorumpowanych polityków prawicy wchodzących w pokątne interesy z lobbystami i wielkimi firmami. Teraz większość z nazwisk, które wyciekły w dokumentach komisji etyki, to politycy Demokratów. Republikanie już wczoraj zaczęli robić z tego użytek. - Demokraci obiecali Amerykanom uczciwość, otwartość i odpowiedzialność, a jak się okazuje, zawiedli - mówił republikański kongresmen Scott Garrett.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':