"Ojcowie muszą wziąć na siebie odpowiedzialność, zrozumieć, że ich zadania nie kończą się wraz z poczęciem, że to, co czyni cię mężczyzną, to nie zdolność do posiadania dziecka, a odwaga do jego wychowania" - pisze Barack Obama w popularnym magazynie "Parade"
Fot. Haraz N. Ghanbari AP
Barack Obama z żoną Michelle oraz córkami - 11-letnią Malią i 8-letnią Sashą ...
Prezydent USA właśnie rozpoczął wielką akcję propagowania odpowiedzialnego ojcostwa. Sam doskonale wie, co oznacza brak ojca - Barack Obama senior opuścił matkę przyszłego prezydenta, gdy chłopiec miał dwa lata. Potem widzieli się tylko raz - gdy Barack junior miał dziesięć lat.
W Stanach Zjednoczonych prawie jedna czwarta dzieci wychowuje się bez ojców. Wśród Murzynów ten odsetek wynosi 50, a według niektórych badań nawet 60 proc.
Dzieci dorastające bez ojców, jak pokazują naukowcy, częściej sięgają po narkotyki, częściej zostają rodzicami jako nastolatki i trudniej jako dorośli wchodzą w trwałe związki.
W ostatnich kilkudziesięciu latach wielu prezydentów USA na Dzień Ojca podkreślało rolę ojcostwa. Obama w ostatnich dniach pobił jednak wszelkie rekordy aktywności pod tym względem. W Dzień Ojca poświęcił pół dnia na spotkania z młodymi mężczyznami, którym mówił o roli rodziny. Napisał artykuł o swym ojcostwie do plotkarskiego i bardzo popularnego magazynu "Parade".
"Zrozumiałem znaczenie ojcostwa, gdy go brakowało - w moim życiu i życiu innych. Zrozumiałem, że dziura, którą mężczyzna pozostawia, porzucając obowiązki wobec swych dzieci, jest tak wielka, że żaden rząd nie jest w stanie jej wypełnić" - podkreśla w "Parade" prezydent.
Obama nagrał też - dla jednej z agend rządu USA - 30-sekundową reklamówkę promującą ojcostwo. "Bycie dobrym ojcem to najważniejsza praca w życiu mężczyzny - mówi w niej - ale to nie musi być ciężka praca. Idź z dzieckiem do parku czy do zoo, odrób z nim lekcje, usiądź z nim razem na kolację. Malutkie chwile mają największy wpływ na życie dziecka...".
Obama kończy reklamówkę słowami: "Znajdź czas, by być dziś tatą". Mają one być mottem większej kampanii promowania ojcostwa przez rząd USA (reklamówkę można zobaczyć na stronie Fatherhood.gov).
W tym roku Obama nie mówił w szczegółach o problemach z ojcostwem wśród czarnoskórych obywateli USA. Poświęcił temu jedno z najważniejszych przemówień swej kampanii wyborczej rok temu. W Dzień Ojca wzywał wówczas młodych czarnych mężczyzn, by "stali się odpowiedzialni" i by "dorośli do miana prawdziwych mężczyzn".
Od lat kampanię na rzecz prawdziwego ojcostwa prowadzi czarny, bardzo poważany komik Bill Cosby. Napisał o tym parę książek, na spotkaniach w napakowanych po brzegi salach w czarnych dzielnicach mówi, że rasizm białych jest dla Murzynów zbyt często wymówką. Że bez wzięcia odpowiedzialności za rodziny przez czarnych młodych mężczyzn Murzyni wciąż będą w USA najbiedniejszą grupą społeczną.
Akcja Obamy w ostatnich dniach zebrała mnóstwo wyrazów aplauzu, ale i trochę krytyki. "On poświęcił dzieci dla swej kariery. Ani przez sekundę nie uwierzę, że można być dobrym przywódcą świata i zarazem takim ojcem, jakiego jego małe dzieci potrzebują. Obama nie jest Supermanem" - pisze internautka Nancy68 w komentarzach pod artykułem prezydenta na stronie magazynu "Parade".
Na razie jednak Obama supermanem właśnie próbuje być. Ze swymi córkami Maliyą i Sashą pokazuje się bardzo często - a to na kolacji, a to na ich meczach piłkarskich. Tydzień temu poszedł z nimi z okazji Dnia Ojca na lody. Spotkała go za to krytyka, że wybiera lody zamiast na serio zająć się Iranem...