http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świat >  Stany Zjednoczone

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Świat RSS

Tarcza nie na siłę

Roman Kuźniar
2008-01-29, ostatnia aktualizacja 2008-01-28 15:18

Chcemy traktować USA nie jak półtonowego goryla, który może nam niechcący zrobić krzywdę, lecz jak solidnego partnera, który bierze pod uwagę uzasadnione interesy mniejszych sojuszników - pisze Roman Kuźniar*

Polska znajduje się w samym środku trudnych negocjacji w sprawie ewentualnego udziału w amerykańskim programie antyrakietowym BMD. I właśnie w momencie, gdy nasz rząd podejmuje niełatwą próbę racjonalizacji polskiego podejścia do tej sprawy, w kraju narasta krytyka, pojawiają się pohukiwania i próby przywołania rządu do porządku.

Przecież stawiając się Waszyngtonowi, narażamy na szwank sojusz z Ameryką, a gdy chodzi o sojusz z USA, liczą się wartości, a nie jakiś handel bronią - twierdzą krytycy nowej postawy rządu. Ostro ganią także to, co nazywają zwłoką czy grą na czas do zmiany administracji w Waszyngtonie.

Takie głosy powinny dziwić, ale nie do końca. Wychodzenie naprzeciw interesom innych mocarstw to rzecz nienowa w polskiej kulturze i myśli politycznej. Nie wolno się jednak temu poddawać, bo wbrew krytykom chodzi tu o podstawowe interesy bezpieczeństwa Polski.

Podjęta przez rząd Donalda Tuska racjonalizacja naszego podejścia do tarczy antyrakietowej była konieczna, bowiem do tej pory było ono całkowicie emocjonalne, to znaczy oparte na tradycyjnym polskim uczuciu do tego kraju. Uczuciu, które w przypadku USA ma dobre podstawy, ale jak sugerował Oscar Wilde: "kochając, nie należy zamykać oczu".

Decyzja w sprawie tarczy ma potężne implikacje strategiczne dla naszego kraju, najczęściej zupełnie ignorowane przez rodzimych entuzjastów tego projektu.

Po pierwsze, prowadzimy negocjacje nie ze względu na zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Nie ma takiego zagrożenia dla Polski, które wymagałoby udziału w amerykańskim programie BMD.

Co więcej, zdaniem rzetelnych analityków i badaczy nie ma również takiego zagrożenia dla USA. Autorytety tej miary co Norman Davies czy Niall Ferguson twierdzą wręcz, że BMD jest przejawem irracjonalności polityki bezpieczeństwa administracji George'a Busha. Wieloletni doradca amerykańskich prezydentów w sprawach nuklearnych Wolfgang Panofsky pisze ostatnio na łamach "Foreign Affairs" to, co ja twierdzę w tej sprawie od początku, to znaczy, że program jest produktem możliwości technologiczno-finansowych USA, a nie odpowiedzią na realne zagrożenie.

W tej sprawie Ameryka - nasz sojusznik - nie jest w potrzebie, jak utrzymują niektórzy, tylko funduje sobie luksus z naszym udziałem. Jeśli podjęliśmy te rozmowy, to ze względu na pragnienie utrzymania bliskich więzi z USA, a nie ze względu na obawy przed Iranem czy kimkolwiek innym.

Po drugie, nieprzekraczalną granicą kompromisu w tych negocjacjach jest bezpieczeństwo narodowe Polski. Rząd słusznie ocenia, że instalacja bazy BMD w Polsce pogorszy nasze bezpieczeństwo. I dlatego nie dąży, jak chcą krytycy, do wygrania czegoś w zamian, tylko do stosownego zbilansowania tego równania.

Wzrosnąć musi bezpieczeństwo obu stron, a nie tylko USA, i to naszym kosztem. Nie należy liczyć kompensacji w miliardach dolarów, tylko w zapewnieniu Polsce tego samego standardu bezpieczeństwa co przed lokalizacją bazy; niezależnie od tego, ile to ma kosztować Stany Zjednoczone.

Zyski amerykańskich firm budujących tarczę, tak aktywnie lobbujących na jej rzecz w naszym kraju, będą i tak wielokrotnie większe. Niech obrońcy interesów USA w Polsce się o to nie martwią.

Do tej pory Waszyngton zdaje się nie rozumieć, że stawką jest właśnie bezpieczeństwo Polski. Argumenty o sojuszu wartości nie wyglądają w tym kontekście poważnie. Nie może być tak, że słabsza strona ma się zadowolić wartościami, a zyski - materialne i w postaci zwiększonego bezpieczeństwa - staną się udziałem mocniejszego partnera.

Po trzecie, mamy czas. Nie chodzi o sukces tej czy innej administracji, tego czy innego ministra. To musi być sukces obu stron i tylko wtedy wzmocni to, a nie osłabi sojusz polsko-amerykański.

Nic nas nie goni, nie ma też powodu, by grać na zwłokę. Nic się nie stanie, jeśli tarcza zacznie być budowana za dwa lata, a nie za rok. Nic się nie stanie, jeśli te negocjacje będziemy kończyć z administracją demokratyczną. Będzie przecież tak samo amerykańska jak administracja Busha, a przy tym zapewne bardziej rozsądna w sprawach bezpieczeństwa i zdolna bardziej wyjść naprzeciw oczekiwaniom tak bliskiego sojusznika jak Polska.

Waszyngton musi też zrozumieć, że jeśli nie zdoła spełnić polskich oczekiwań, a Warszawa nie ulegnie presji jego i jego przyjaciół nad Wisłą i nie zdecyduje się na lokalizację tej bazy w Polsce, to nie oznacza to zmiany podejścia do ścisłego sojuszu z USA. Polska ma dobre powody, by chcieć tego sojuszu, ale nie może on być ulicą jednokierunkową, jak to było w ostatnich latach.

W Polsce nie ma problemu poważnego traktowania Amerykanów. Jest natomiast problem poważnego traktowania Polski przez obecną administrację w Waszyngtonie. Przedstawiciele ośrodka prezydenckiego, niektórzy komentatorzy i amerykaniści powinni zrozumieć, że lepiej będzie temu służyć poważne traktowanie naszych interesów bezpieczeństwa niż domaganie się od rządu szybkich ustępstw na rzecz potężnego sojusznika.

Społeczeństwo nie wybaczyłoby tym, którzy dla przypodobania się jednej administracji USA naraziliby na szwank polskie interesy. Długofalowo prowadziłoby to do erozji podstaw sojuszu z Ameryką i do erozji zaufania Polaków do takiego sojuszu.

Roman Kuźniar jest kierownikiem Zakładu Studiów Strategicznych Uniwersytetu Warszawskiego



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Gazeta Wyborcza
Newsletter

Nie przegapisz żadnej wiadomości. Zamów codzienny newsletter z najnowszymi informacjami Gazety Wyborczej Zobacz przykład