Jacek Pawlicki: Jest pani pierwszą kobietą premierem w historii Słowacji. Czy bycie kobietą ułatwia czy też utrudnia karierę polityczną? Iveta Radiczova, premier Słowacji: Bycie kobietą utrudnia, a zarazem ułatwia karierę polityczną. Utrudnia, bo polityk płci żeńskiej musi przekonywać męskie otoczenie, że jako "słaba kobieta" się do tego nadaje, ułatwia - bo mężczyźni nie pozwalają sobie wobec kobiety na tyle, na ile pozwalają sobie wobec siebie, i można skorzystać z kobiecej broni - wdzięku, pełnego zrozumienia uśmiechu, umiejętności połechtania męskiego ego.
Dlaczego pani zdaniem tak mało kobiet kieruje rządami w krajach Unii Europejskiej? - Nie tylko w Unii Europejskiej, na całym świecie w polityce dominują mężczyźni, ponieważ politykę wciąż postrzega się bardziej jako walkę, pojedynek, a mniej jako współpracę i kompromisy.
Czy po zmianie rządów w trzech spośród czterech krajów Grupy Wyszehradzkiej ten regionalny sojusz jakim jest Grupa Wyszehradzka czeka nowe otwarcie? Jeśli tak, to czy wzrośnie jego skuteczność? - Wszyscy życzymy sobie, aby V4 była efektywniejsza i lepsza, aby efekty naszej współpracy w praktyce bardziej przyczyniały się do rozwiązywania konkretnych problemów regionu i życia naszych obywateli. Na niedawnym szczycie premierów państw V4 w Budapeszcie przyjęliśmy wspólną deklarację, w której potwierdziliśmy naszą determinację, by dalej umacniać mechanizm konsultacji i koordynacji V4, w szczególności wobec UE. Jednocześnie zadeklarowaliśmy nasze wspólne zobowiązanie, by uczynić wszystko dla umocnienia wpływu i wagi regionu Europy Środkowej w UE.
Wierzę, że po objęciu władzy przez nowe rządy na Słowacji, Węgrzech i w Czechach wraz z naszym największym środkowoeuropejskim partnerem Polską będziemy potrafili zrealizować cele programu słowackiego przewodnictwa w V4 i spełnić oczekiwania mieszkańców V4 w sferze społeczno-ekonomicznej.
Cieszyłoby mnie, gdybyśmy nie patrzyli na V4 tylko przez pryzmat spotkań przedstawicieli rządów czy parlamentów naszych krajów. Grupa Wyszehradzka to także wspólne wartości, kultura, doświadczenia, bliskość naszych czterech krajów i ich mieszkańców. Dzięki temu możemy mówić o kształtującej się tożsamości wyszehradzkiej. W lutym 2011 r. będziemy obchodzić 20 rocznicę powstania Grupy Wyszehradzkiej. Z tej okazji w ramach programu słowackiego przewodnictwa w V4 przygotowujemy - przy aktywnym udziale artystów, organizacji pozarządowych z krajów V4 - szereg wspólnych przedsięwzięć w dziedzinie dyplomacji naukowej i kulturalnej w Brukseli i stolicach V4.
Chciałabym wspomnieć o myśli znanego polskiego dziennikarza i pisarza Adama Michnika, który przed niemal 20 laty wzywał i obstawał przy tym, by współpraca wyszehradzka rozwijała się i umacniała, ponieważ dzięki temu będziemy odporniejsi, silniejsi i skuteczniejsi...
W jakiś dziedzinach Grupa Wyszehradzka mogłaby przeforsować swoje stanowisko w Unii Europejskiej? Czy będziemy grali razem w sprawie budżetu UE na lata 2014-20 i polityki rolnej? - Choć tworzenie bloków podczas głosowania czy grup nacisku jest sprzeczne z elementarną etyką polityczną i wartościami demokratycznymi, na których zbudowana jest
Unia Europejska, nie mam wątpliwości co do tego, że dla krajów Grupy Wyszehradzkiej, wspólne członkostwo w UE stanowi okazję, by w dyskusji z pozostałymi partnerami poruszać specyficzne, ważne dla naszego regionu tematy. Obok problemów związanych z przezwyciężaniem obecnego kryzysu, z którymi borykają się wszystkie kraje członkowskie UE, kraje V4 muszą także uporać się z nieszczęsnym dziedzictwem przeszłości, w niektórych sferach, na przekór dwóm dekadom budowania demokratycznego społeczeństwa, trwającym do dzisiaj. Mam na myśli w szczególności niekorzystnie ukształtowaną strukturę połączeń energetycznych, której przebudowa której jest kwestią kilku pokoleń, czy duże różnice w poziomie życia naszych regionów - zarówno między nami, jak i w stosunku do najbardziej rozwiniętych regionów Europy. Dlatego, moim zdaniem, w punkcie przecięcia wspólnych interesów krajów V4 w stosunku do UE znajduje się polityka energetyczna i w równej mierze polityka rolna, głównie zaś działania, mające na celu wspieranie spójności ekonomicznej, społecznej i terytorialnej, czyli polityka spójności, która jest dla nas szczególnie ważna, ponieważ dla naszego rozwoju regionalnego nie stanowi tylko polityki uzupełniającej, ale jest polityką decydującą. Wszystkie te polityki Republika Słowacka - a sądzę, że pozostałe kraje V4 również - uważa za swoje priorytety. Ponieważ rozmowy w sprawie przyszłego budżetu EU będą w dużej mierze polegały na podejmowaniu decyzji o alokacji środków finansowych na poszczególne polityki UE. Wierzę, że podczas tych rozmów kraje V4 będą "grać razem".
Polscy politycy postrzegają Polskę jako lidera w regionie, także w Grupie Wyszehradzkiej. Czy zgadza się pani z tą opinią? - Zgadzam się z opinią, że polscy politycy postrzegają Polskę jako lidera V4... Ale poważnie: Polska, która z punktu widzenia powierzchni geograficznej i liczby ludności jest bezsprzecznie największym krajem w V4, posiadającym dodatkowo korzyść w postaci dostępu do morza, w porównaniu z innymi krajami wyszehradzkimi może nosić przydomek środkowoeuropejskiego mocarstwa. Z drugiej strony zasady, na których opierają się fundamenty Unii Europejskiej, nie rozróżniają państw małych i dużych, słabszych i silniejszych, kierowanych i kierujących. Obecnie przywództwo w grupie państw, wyznających te same wartości demokratyczne, o mniej więcej takim samym poziomie gospodarek, zintegrowanych we wspólnym europejskim ugrupowaniu integracyjnym, nie musi automatycznie wynikać z wielkości powierzchni konkretnego kraju czy liczby jego mieszkańców. Uważam, że dowolne państwo członkowskie Unii Europejskiej, znajdujące się w konkretnym regionie, może w obecnej sytuacji być liderem tego regionu - przy wsparciu wydajnej administracji rządowej, skutecznej polityki zagranicznej i handlu oraz przemyślanej polityki gospodarki narodowej. Koalicja rządowa, którą reprezentuję jako premier rządu, postawiła sobie podobny cel, tj. przywrócenie przywództwa ekonomicznego Słowacji w regionie do stanu z lat 2002-2006, kiedy polskie kręgi gospodarcze, i nie tylko one, wspominały o Słowacji używając określenia środkowoeuropejski tygrys gospodarczy. Obecnie liderem gospodarczym jest bez wątpienia Polska.
Zapowiadała pani, że chce wyciszyć spory z Węgrami dotyczące mniejszości węgierskiej na Słowacji. Jak pani chce doprowadzić do normalizacji stosunków z rządem Viktora Orbana, który nie waha się grać nacjonalistyczną kartą? - To fakt, że około 95 proc. współpracy z Węgrami odbywa się na standardowym poziomie, z optymalną dynamiką. Jeśli chodzi o te pozostałe kilka procent (odmienna interpretacja wspólnej historii, odmienne spojrzenie na mniejszości narodowe...), będziemy szukać rozwiązań, nie obciążając bilateralnymi sporami regionu ani Europy. Doceniam bezpośredni i konstruktywny dialog z premierem Węgier Viktorem Orbánem podczas dwustronnego spotkania w Budapeszcie na marginesie szczytu premierów V4. Porozumieliśmy się co do odnowienia i umocnienia istniejącego już mechanizmu wszechstronnego dialogu. Zrestartowanie tego mechanizmu powinno przynieść pozytywny ruch we wszystkich sprawach słowacko-węgierskiego dialogu i wierzę, że zwycięży w nim fachowość i konstruktywność.
Czy przyjęcie euro wzmocniło pozycję polityczną Słowacji w Unii Europejskiej? - Z chwilą naszego wejścia do strefy euro dopełnił się proces integracji Republiki Słowackiej z Unią Europejską. Przyłączenie do strefy euro widzimy jako element kształtowania jednolitego europejskiego rynku. Opowiadamy się za zachowaniem suwerenności krajów członkowskich w dziedzinie polityki gospodarczej i społecznej wszędzie tam, gdzie w sposób jasny i jednoznaczny nie jest to sprzeczne z potrzebami europejskiego rynku, a euro jest ważnym instrumentem, pozwalającym osiągnąć ten cel.
W tym sensie naszą obecność w strefie euro można klasyfikować jako ważny krok, który w pewien sposób umacnia pozycję Słowacji w UE. Szczególnego sensu stwierdzenie to nabiera w kontekście wydarzeń związanych z przezwyciężaniem kryzysu ekonomicznego. To nie przypadek, że nowe bodźce eurointegracyjne pojawiają się właśnie z sferze polityki fiskalnej i ekonomicznej. Nie jest to proces prosty, tym większe ma jednak znaczenie szansa na przeforsowanie własnego spojrzenia i zdania. Moje niedawne rozmowy w Brukseli w sprawie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacji Finansowej stanowią tego dowód. Będziemy w pełni popierać polityki i instrumenty UE i KE, dzięki którym instytucje te przyczyniają się do stabilności finansów publicznych i odpowiedzialnej polityki gospodarczej w poszczególnych państwach członkowskich UE. Należy poświęcić uwagę Paktowi Stabilności i Wzrostu, przy czym pomoc powinna następować dopiero po tym, gdy kraj dotknięty problemami wyczerpie wszystkie możliwości w ramach rynku finansowego.
Czy mając euro Słowacy czują się bezpieczniej w czasie kryzysu? - W rozmowach ze zwykłymi ludźmi i przedsiębiorcami dało się odczuć, że w czasie kryzysu euro postrzega się na Słowacji raczej jako plus, niż jako minus. Dzięki temu Słowacja ma, w porównaniu z okolicznymi krajami, stosującymi własne waluty narodowe, zaletę, polegającą przede wszystkim na zlikwidowaniu ryzyka kursowego. Duże wahania walut sąsiednich krajów mogą być pewnym symbolem niestabilności. W perspektywie kilku lat dla inwestora ważniejsze jest stabilne otoczenie, bez wahań kursów, niż mniejsze przez krótki czas koszty, powodowane przez spadek wartości lokalnej waluty.
Po rocznych doświadczeniach nasi obywatele pod koniec ubiegłego roku ocenili euro bardziej pozytywnie, niż w okresie przed jego przyjęciem. Pozytywnie oceniają przy tym wprowadzenie euro trzy czwarte obywateli Słowacji. Przyjęcie euro według większości ankietowanych oznacza łatwiejsze i tańsze
podróże, czyni Słowację atrakcyjniejszą dla zagranicznych inwestorów, umacnia pozycję Słowacji w Europie, a według 53 proc. ankietowanych złagodziło także następstwa kryzysu gospodarczego.
W Polsce dużo mówi się o groźbie uzależnienia energetycznego od Rosji. Wielu polityków oskarża Moskwę o mocarstwowe plany. Czy Słowacja podziela te obawy? - Słowacja jest jeszcze bardziej niż Polska uzależniona od dostaw surowców energetycznych z Rosji, nie mamy waszych zasobów węgla, ani tyle gazu. Ponad 95 proc. surowców musimy importować. Na skutek powiązań infrastrukturalnych i technologicznych z przeszłości dla słowackich konsumentów najtańsze, a w przypadku gazu do dzisiejszego dnia jedynie możliwe technologicznie dostawy paliwa jądrowego, ropy, gazu, ale także węgla kamiennego z Rosji.
Rosja jest obiektywnie, i na pewno w najbliższej perspektywie pozostanie dostawcą pierwszego wyboru i naszym strategicznym partnerem energetycznym.
Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że Rosja systematycznie próbuje zmniejszyć
eksport surowców i dywersyfikować swoje rynki eksportowe. Właśnie ich dążenie do dywersyfikacji, a także regularne zatargi z krajami tranzytowymi, umacnia naszą determinację, by dla każdego rodzaju energii znaleźć rozwiązanie rezerwowe. Tutaj także, niestety, Słowacja jest w porównaniu z Polską w mniej korzystnym położeniu. Jako kraj bez dostępu do morza nie możemy szukać samodzielnych rozwiązań, by przyłączyć się do rynku światowego poprzez terminale naftowe lub terminale LNG. Jesteśmy skazani na współpracę z sąsiednimi krajami, łącznie z Polską. Największe nadzieje pokładamy w idei połączenia gazowego północ-południe, które łączyłoby Bałtyk z Adriatykiem.
Jak widzi pani przyszłość NATO i amerykańskiej dominacji w dziedzinie bezpieczeństwa na świecie? Myślę, że dominacja
USA nigdy nie była dominacją w sensie klasycznych teorii geopolitycznych. I to nawet w latach 90., kiedy USA przez wszystkich uznawane były za "supermocarstwo, któremu nie można rzucić wyzwania" i mówiło się o wprowadzaniu Pax Americana lub świecie jednobiegunowym. Tylko niewielu potrafi sobie jednak wyobrazić rozwiązanie globalnych problemów bez obecności, a częstokroć nawet bez przywództwa USA. Ich siła ekonomiczna i polityczna jest jednoznacznie największa i nie można tego pomijać. Postęp technologiczny, ekonomiczny i naukowy USA powinien być także dla nas, w UE, pewnym miernikiem sukcesu i siły, a nie źródłem poczucia wyższości czy niższości. Moim zdaniem nie powinniśmy jednak zajmować się uproszczonymi teoriami, ale rzeczywistym życiem i tym, w jaki sposób możemy być - czy to jako poszczególne kraje, czy też jako grupy państw - rzeczywistymi partnerami USA. Wierzę, że lizboński szczyt NATO przyzna rację wszystkim, którzy uważają sojusz transatlantycki za podstawę bezpieczeństwa europejskiego, a NATO za jego mocny, pożyteczny i żywotny kamień węgielny.
Czy popiera pani projekt tarczy antyrakietowej? - O konieczności poszczególnych elementów systemu obrony zbiorowej w Europie wiele się dyskutuje. Im więcej, tym lepiej, ponieważ musimy zdawać sobie sprawę z intensywności i zakresu konkretnych zagrożeń, którym stawiamy czoła - czy chodzi o terroryzm, rozpowszechnianie broni masowego rażenia, czy też inne zagrożenia. Możliwość zagrożenia ze strony nośników rakietowych bardzo łatwo i szybko może się stać rzeczywista. Twierdzenie przeciwne byłoby nieodpowiedzialne, jako poszczególne kraje nie mamy jednak i nie będziemy mieć środków, by się przed tymi, wciąż jeszcze teoretycznymi, zagrożeniami skutecznie bronić. Dlatego, oczywiście, z zadowoleniem przyjmujemy wszystkie konsultacje i wspólne analizy, które przygotują nas na możliwość zagrożenia rakietowego. Słowacja twierdzi, i ten rząd zawsze będzie twierdził, że tak kosztowny i skomplikowany system, jak tarcza antyrakietowa, musi być planowany jako wspólny, inkluzywny i transparentny projekt, tj. projekt, zwiększy bezpieczeństwo nas wszystkich. Obecna propozycja amerykańskiej administracji, która powinna stanowić kręgosłup wspólnego systemu sojuszniczego, odpowiada tym kategoriom. Wykracza nawet poza ramy przejrzystości wewnątrz sojuszu dzięki temu, że jest otwarty także na wejście krajów trzecich, łącznie z Rosją.