109 lat temu ekspedycja barona Eduarda Tolla wyrusza na mityczną wyspę Ziemia Sannikowa na północy Rosji. Po zakończeniu ekspedycji w okolicach Tajmyru miał ich zabrać statek "Zorza", ale utknął uwięziony przez krę.
Po dwóch latach inna ekspedycja pod wodzą przyszłego admirała i oficera broniącego carskiej Rosji przed bolszewikami Aleksandra Kołczaka (był ulubionym uczniem Tolla) wyruszyła na pomoc kolegom. W okolicach Wyspy Benetta znaleźli ostatni obóz ekspedycji Tolla.
Ludzi w nim już nie było, ale uczeni znaleźli
dziennik z opisem trasy, którą przebyli podróżnicy, oraz magazyn żywności zakopanej w wiecznej zmarzlinie. Z dziennika wynikało, że Toll zakopał takich magazynów więcej, licząc na to, że przydadzą mu się w drodze powrotnej, jeśli będzie musiał wracać z wyprawy lądem.
W 1973 r. radziecki podróżnik Dmitrij Szparo ruszył w kolejną ekspedycję śladami Tolla. Za punkt honoru postawił sobie odnalezienie jego baz i magazynów z żywnością. I udało się. Uczeni odkopali żytnie suchary i konserwy z kapuśniakiem przygotowanym w 1900 r. w petersburskiej fabryce F. Azibera. Puszki były w bardzo dobrym stanie. Po otwarciu i podgrzaniu zupa nadawała się do zjedzenia.
- Najpierw byliśmy nieufni, ale gdy zupy spróbował szef Instytutu Naukowo-Badawczego Przemysłu Konserwowego, przełamaliśmy się - wspomina Dmitrij Szparo cytowany przez tygodnik "Ogoniok". Po dokładnych badaniach okazało się, że konserwy są nie tylko jadalne, ale mają dobry smak i zachowały sporą część wartości odżywczej.
Od tego czasu rosyjscy uczeni prowadzą eksperymenty z przechowywaniem żywności w wiecznej zmarzlinie. Kolejne ekspedycje zakopują za kręgiem polarnym jedzenie na różnej głębokości, odkopują je po sześciu latach i poddają badaniom.
W tej chwili sprawdza się sto produktów. Okazuje się, że jedzenie przechowywane za kręgiem polarnym bez żadnych konserwantów zazwyczaj jest w dobrym stanie. Już wiadomo, że wędzona kiełbasa potrzebuje -28 stopni, by się nie zepsuć, świeże mięso -18, a żółty ser tylko -10.
- Przechowywanie w wiecznej zmarzlinie może pozwolić zaoszczędzić gigantyczne kwoty - uważa Władimir Ledieniew z Instytutu Badawczego Biotechnologii Żywnościowych. Uczeni proponują, by za kręgiem polarnym założyć strategiczne magazyny zapasów dla wojska, dziś utrzymywane przez firmę Rezerwy Państwowe. Wydaje ona mnóstwo pieniędzy na energię elektryczną dla chłodni.
Na razie to pieśń przyszłości, ale projektem zainteresowała się ponoć rosyjska armia i służby specjalne. - W krajach rozwiniętych odchodzi się od konserwantów na rzecz naturalnych metod konserwacji. Powinniśmy iść tym śladem - mówi Anton Biełozierow z Instytutu Przemysłu Chłodniczego.