http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gogol w epoce internetu

Wacław Radziwinowicz
2010-09-06, ostatnia aktualizacja 2010-09-05 16:03

Zaprosiłem panów w celu zakomunikowania im arcyniemiłej nowiny - tak gogolowski Horodniczy informował włodarzy swego miasteczka, że wkrótce zjawi się tu rewizor. Taka nowina jest "arcyniemiła" - felieton z cyklu "Z Rosji o Rosji"

Rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew zajada się arbuzem podczas gospodarskiej wizyty na plantacji niedaleko Saratowa
Fot. AP/Vladimir Rodionov
Rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew zajada się arbuzem podczas gospodarskiej...
Zaprosiłem panów w celu zakomunikowania im arcyniemiłej nowiny - tak gogolowski Horodniczy informował włodarzy swego miasteczka, że wkrótce zjawi się tu rewizor. Taka nowina jest "arcyniemiła" i dziś, bo, jak u Gogola, łapówki się bierze, pieniądze na odbudowę spalonej cerkwi się rozkradło. Słowem, rzeczywistość skrzeczy, i to w sposób zwracający uwagę naczalstwa na kodeks karny.

Biurokraci rosyjscy dzięki wielowiekowemu doświadczeniu mają jednak na to radę - po mistrzowsku umieją podkolorować rzeczywistość i zrobić naczalstwu wodę z mózgu. Światowym klasykiem tej sztuki jest książę Grigorij Potiomkin, faworyt carycy Katarzyny II, który ustawiał wzdłuż tras podróży monarchini atrapy całych wiosek.

Kilka dni temu Dmitrij Miedwiediew wizytował Samarę. Mieszkańcy tego milionowego miasta nad Wołgą zrozumieli, że jedzie do nich prezydent, kiedy nagle na miejscowym rynku pojawiła się kasza gryczana. I do tego za kopiejki.

Gryka w tym roku nie obrodziła, ulubiona przez Rosjan kasza znikła z półek. Jeśli czasem się pojawia, jest bardzo droga. W sobotę szukałem jej po Moskwie - znalazłem tylko w jednym sklepie, gdzie chcieli, w przeliczeniu, 8,5 zł za 900 g.

A tu raptem w Samarze zatrzęsienie kaszy. Tylko zbliżanie się głowy państwa mogło sprawić taki cud.

Dojeżdżając do miasta, prezydent widział na polach dorodne melony i arbuzy dojrzewające w wielkiej obfitości na przekór katastrofalnej suszy. Oczarowały go też samarskie sklepy - pełne nie tylko poszukiwanej w całej Rosji gryczanej, ale wszystkiego. A przy tym to wszystko było niezwykle tanie.

Ogromna klęska nieurodzaju, która spadła na kraj, sprawia, że ceny żywności rosną błyskawicznie. Prezydent wzywa handlowców, by nie spekulowali na panice ogarniającej konsumentów, i każe urzędnikom w regionach kontrolować ceny.

Dlatego Samara sprawiła mu arcymiłą niespodziankę. Po zwiedzeniu sklepów powiedział przed kamerami, że ceny w tym mieście są "od pięciu do siedmiu razy niższe niż w Moskwie".

Wywołało to natychmiastową gniewną reakcję władz stolicy, które zapewniły, że w Samarze jest może o 12 proc. taniej niż w Moskwie. A opowieści o cenach kilka razy niższych to jakaś czarna magia.

I rzeczywiście. Samarskie sztuczki z cennikami zaraz po wyjeździe prezydenta zaczęli demaskować blogerzy. W internecie pojawiły się zdjęcia ludzi rozrzucających przywiezione skądś dorodne melony i arbuzy po polach. Internauci pisali, że samarscy urzędnicy przed przyjazdem wysokiego gościa kazali właścicielom sklepów na jeden dzień obniżyć ceny do poziomu zgodnego ze specjalnym cennikiem opracowanym przez gubernatora obwodu. A kupcom, którzy się na to nie zgadzali, radzili, by w czasie wizyty gospodarza Kremla zrobili sobie wolne.

Premier Władimir Putin sklepów nie odwiedzał, propagował za to wytwór ojczystej motoryzacji, produkowaną w obwodzie samarskim ładę kalinę. Przejechał się tym autkiem po niezwykłej trasie Czita - Chabarowsk. Szosa to jedyna w swoim rodzaju, bo sam Putin otwierał ją już dwukrotnie, a ciągle nie jest pewne, czy droga ta została wybudowana. Miejscowi urzędnicy raportują, że tak, kierowcy tirów twierdzą, że niektóre odcinki nie są jeszcze gotowe.

Premier postanowił przekonać się naocznie, jaka jest prawda, i wsiadł do łady kaliny. Ale i premiera internauci z oczu nie spuszczali. W sieci pojawił się filmik, na którym widać, że reklamującemu produkt rodzimego przemysłu automobilowego Putinowi towarzyszyła złożona ze stu maszyn kolumna pojazdów. Prawie wszystkie to "inomarki", jak nazywa się w Rosji sprowadzone z zagranicy samochody. Wyjątek stanowiły tylko trzy takie same żółte łady kaliny. Dwie z nich jechały, trzecią wiozła ciężarówka, najpewniej na wypadek, gdyby auto szefa rządu się zepsuło i trzeba by je sprytnie podmienić.

Przygody prezydenta i premiera pokazują, jak zacofani są biurokraci rosyjscy. Wciąż chcieliby mydlić oczy naczalstwu i rodakom jak książę Potiomkin czy bohaterowie Gogola, nie rozumiejąc, że internet błyskawicznie demaskuje ich sztuczki.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów