http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Obrończyni praw człowieka odchodzi z Kremla

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2010-07-30, ostatnia aktualizacja 2010-07-30 15:58

Zrezygnowana brakiem efektów swej pracy Ełla Pamfiłowa, wieloletnia szefowa prezydenckiej komisji praw człowieka i rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, podała się wczoraj do dymisji.

57-letnia Pamfiłowa nie wytłumaczyła publicznie, dlaczego postanowiła zerwać rozpoczętą w 2002 r. współpracę z Kremlem. Bliscy jej ludzie powiedzieli "Gazecie", że zdecydowały o tym wydarzenia ostatnich dni, a przede wszystkim konflikt z nietykalną putinowską młodzieżówką Nasi.

Poszło o doroczny obóz naszystów nad jeziorem Seliger. Tam pojawiła się "aleja hańby" - nabite na pale plastikowe głowy z fotografiami ludzi uważanych przez młodzieżowców za "wrogów" lub "zdrajców". Wśród nich była także podobizna Ludmiły Aleksiejewej, 83-letniej szefowej Grupy Moskiewsko-Helsińskiej, szanowanej na świecie nestorki opozycjonistów rosyjskich i członkini grupy kierowanej przez Pamfiłową. Na wbitą na pal głowę Aleksiejewej, ojciec której zginął w 1942 r. z walce z Niemcami, putinowscy hunwejbini nałożyli czapkę ze swastyką.

Pamfiłowa oburzyła się na Naszych. W wywiadzie dla radia Echo Moskwy zapewniła jednak, że nie wniesie na nich skargi do sądu. Tłumaczyła, że ta organizacja kierowana przez najwyższe władze jest dziś w Rosji świętą krową i nawet w najbardziej słusznej sprawie w sądzie rosyjskim z naszystami wygrać się nie da.

Z kolei Nasi zapowiedzieli, że to ich organizacja sama wytoczy sprawę Pamfiłowej, bo publicznie powiedziała, że oni palą książki autorów, których uważają za nie dość patriotycznych. A oni tylko publicznie topili książki Władimira Sorokina w wielkiej muszli klozetowej ustawionej w centrum Moskwy i to nie teraz, lecz wtedy, kiedy ich organizacja nazywała się Idący Razem.

Pamfiłowa przegrała w ostatnich dniach jeszcze jedną ważną batalię. Apelowała do prezydenta, by nie podpisywał uchwalonych przez parlament poprawek do ustawy o Federalnej Służbie Bezpieczeństwa, rozszerzających uprawnienia tajnej policji. Jej zdaniem będą one wykorzystane przez FSB do walki z opozycją. Dmitrij Miedwiediew jej jednak nie posłuchał i w czwartek złożył swój podpis pod dokumentem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':