W ZBiR-ze, czyli Związku Białorusi i Rosji, były już wojny gazowe, naftowe czy mleczne. Teraz jest telewizyjna. Należący do Gazpromu, a sterowany przez państwo kanał NTW nadał dwa tygodnie temu pierwszy, a w piątek - drugi reportaż pt. "Baćka Chrzestny", demaskując prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenkę jako łajdaka, mordercę, zwolennika Adolfa Hitlera i rozpustnika.
Mińsk odpowiedział Moskwie, wypuszczając w eter pierwszego kanału telewizji państwowej wywiad ze znienawidzonym na Kremlu Micheilem Saakaszwilim. Ciąg dalszy bratniego dialogu nastąpi. I będzie ciekawy.
W Rosji do oficjalnego języka polityki łatwo przenikają słowa ze słownika knajackiego. Sporą, i to międzynarodową karierę zrobiło używane w więzieniach określenie "moczyt" (wykańczać, załatwiać człowieka) pochodzące od "mokruchy", czyli mokrej roboty. Do salonów politycznych dostało się, kiedy
Władimir Putin w 1999 r. zapowiedział, że terrorystów czeczeńskich będzie "moczyt" w kiblu.
Teraz przyszedł czas, by zabrać się za Łukaszenkę, który od dawna drażni i Putina, i Dmitrija Miedwiediewa. Komendę: "bierz" dostała wierna od czasu, kiedy dziesięć lat temu niezależny kanał odebrano jego założycielowi Władimirowi Gusińskiemu, telewizja NTW.
I rosyjscy widzowie zobaczyli to, czego
Rosja u swego partnera, z którym formalnie od lat żyje w związku państwowym, za żadne skarby wcześniej widzieć nie chciała.
W Mińsku, gdzie rządzi "ostatni dyktator Europy", rozpędzają demonstracje opozycji. Nie dają jej dostępu do mediów. Za rządów Łukaszenki doszło do morderstw politycznych, których do dziś nie wyjaśniono. Łukaszenko czci Stalina i wychwala Hitlera.
Choć formalnie żonaty, ma romanse na boku. Z takiego romansu urodził mu się syn Koleńka, którego baćka szykuje na swego następcę. A do tego "mówi się", jak usłyszeli telewidzowie, że prezydent "fotografuje się z półnagimi siatkarkami z reprezentacji Białorusi".
O tym, że Łukaszenka wziął pod but opozycję, wie od dawna cały świat. Ale nie Rosja. Tutaj nawet na określenie "ostatni dyktator Europy" się obrażali. Kilka lat temu Putin odwiedził redakcję swej ulubionej "Komsomolskiej Prawdy". A tam jeden z dziennikarzy, próbując się popisać przed prezydentem, powiedział, że jakim sukinsynem nie byłby Łukaszenka, to jest on przecież "naszym sukinsynem". Putin zgasił go natychmiast, napominając, że o prezydentach trzeba się wyrażać z szacunkiem.
Dziś Łukaszenka jest już "nie nasz" i Moskwa, postanowiwszy się go pozbyć, spuściła dyżurnych reporterów ze smyczy. Teraz niezależne media i blogerzy zastanawiają się, czym baćka odpowie Kremlowi na "Baćkę chrzestnego".
Popularny jest pomysł, że telewizja białoruska weźmie film rosyjski i pod kadry pokazane przez NTW podłoży swój komentarz. Na przykład o scenach rozpędzania demonstracji w Mińsku opowie, że to atak na opozycyjną manifestację w Moskwie. Nikt nie odróżni.
Jest też koncepcja, że Białorusini zrobią reportaż o wciąż niewyjaśnionych zamachach na domy w Moskwie, Bujnaksku i Wołgodońsku, które jesienią 1999 r. pochłonęły 300 ofiar śmiertelnych, dając Putinowi pretekst do ataku na Czeczenię. I w Rosji w ostatnich latach zamordowano sporo opozycjonistów i nikt do dziś tych zbrodni nie wyjaśnił. Białorusini mieliby więc sporo dobrego materiału do reportaży odwetowych.