Poszło o namalowaną 13 lat temu "Chimerę zagadkowej duszy rosyjskiej", obraz niedawno prezentowany na 2. Biennale Sztuki Współczesnej w Moskwie, oraz o dwa lata młodszą pracę "Welcome to Russia" w zbiorach stołecznego Muzeum Sztuki Współczesnej.
"Chimera" to wizerunek dwugłowego, dwupłciowego ptasio-gadziego stwora z harmoszką, w uszance i czepcu, który dzierży w łapach topór, butelkę wódki, tom Dostojewskiego, sputnik z czerwoną gwiazdą i chorągiewkę z ulubionym hasłem nacjonalistów "Bij Żydów, ratuj Rosję!".
Drugi obraz to - jak tłumaczy "Gazecie" artystka - symbol dwoistości natury Rosjanina. Na jednej połowie artystka czarnymi literami na czerwonym tle zapisała modlitwę do Jezusa z prośbą o wybaczenie "nam grzesznym". A na drugiej na czarnym tle znalazła się wulgarna wiązanka, którą w Rosji można usłyszeć dosyć często: "Idźcie wszyscy na ch.., kozły je..., ped...".
- Namalowałam "Welcome to Russia", gdy po powrocie z zagranicy w domu pod Moskwą spotkała mnie paskudna przygoda. Strasznie przeklinając, bez powodu pobił mnie pijany sąsiad. Złożyłam skargę na milicji, ale tamten dał gliniarzom w łapę, więc "zgubili" moją skargę, dowody jego winy i nic mu nie zrobili. A w mojej okolicy wszyscy są prawosławni, każdy nosi krzyżyk - opowiada Jelena Chejdiz.
Przedstawione w internecie prace dwa lata temu bardzo nie spodobały się Nastazji Iwanowej, działaczce ultranacjonalistycznych organizacji. W "Chimerze" zobaczyła karykaturę godła Rosji, dwugłowego orła. A "Welcome to Russia" uznała za "bluźniercze szyderstwo" z tego, co dla Rosjan najświętsze.
Iwanowa otworzyła w internetowym "Żywym Żurnale" specjalny rozdział "Posadzimy Lenę Chejdiz!" i zebrała 300 podpisów pod pismem do prokuratury z takim żądaniem.
Artystka odpowiedziała prawosławnym patriotom na tej samej stronie w sieci: „Po pierwsze, nie jestem Żydówką, lecz w trzech czwartych Rosjanką i jako Rosjanka dużo wiem o duszy rosyjskiej. Po drugie, rzygać mi się chce, kiedy mam do czynienia z debilami, którzy w duszy nie mają nic poza pustym gadaniem o »wielkości « swego narodu”.
Po tym wpisie Chejdiz zaczęła dostawać anonimowe telefony i maile z pogróżkami. - 15 czerwca zadzwonili do mnie z prokuratury, że mam się stawić, bo przeciw mnie toczy się dochodzenie sprawdzające. Odmówiłam, tłumacząc, że muszą mi przysłać wezwanie na piśmie - opowiada malarka. - Przysłali. Poszłam do prokuratury i okazało się, że jestem podejrzana o złamanie art. 282 kodeksu karnego, czyli poniżanie godności narodowej, sianie nienawiści religijnej. Za to grozi kara od 100 tys. rubli grzywny [ok. 10 tys. zł] i do czterech lat więzienia.
Od kiedy prokuratura prowadzi postępowanie przeciwko niej, skończyły się anonimowe telefony z pogróżkami. Chejdiz mówi: - Najwidoczniej oburzeni na mnie "patrioci" czekają, aż rozprawią się ze mną prokuratura i sąd.
Przyznaje, że się boi: - Stale myślę o procesie Andrieja Jerofiejewa i Jurija Samodurowa, organizatorów wystawy "Sztuka zabroniona 2006" w moskiewskim Centrum Andrieja Sacharowa. Oni też na wniosek grupy "prawosławnych patriotów" zostali oskarżeni o złamanie art. 282 za pokazanie prac skonfiskowanych przez cenzurę na innych wystawach, bo rzekomo kpiły z uczuć religijnych narodu.
Proces Jerofiejewa i Samodurowa już się kończy. W poniedziałek ma zapaść wyrok, a prokurator dwa tygodnie temu zażądał dla obu oskarżonych trzech lat zsyłki. - To straszne. To znaczy, że mnie też mogą zesłać gdzieś na Syberię czy Daleką Północ. Za obrazy, które namalowałam! Coś takiego było możliwe 30 lat temu w ZSRR. Ale teraz?! - mówi Chejdiz.
Proces Jerofiejewa i Samodurowa trwoży nie tylko ją. Grupa rosyjskich twórców kilka dni temu napisała list otwarty w tej sprawie do Dmitrija Miedwiediewa. "Wyrok skazujący będzie wyrokiem na całą współczesną sztukę rosyjską i kolejnym krokiem ku wprowadzeniu w otwartej lub w skrytej formie cenzury" - ostrzegli prezydenta autorzy listu.
Źródło: Gazeta Wyborcza