- Nie mogliśmy postąpić inaczej - opowiada Aleksiej Koronczik, główny energetyk lotniska w Smoleńsku, były pilot wojskowych myśliwców. - Trzy dni po katastrofie siedliśmy w nocy w kilka osób przy komputerze i stworzyliśmy projekt pomnika.
Pomnik zlokalizowali w miejscu, gdzie spadło najwięcej części samolotu, tuż przed murem lotniska. Do początku pasa startowego jest stąd 300 m. Od tygodnia właśnie tu mieszkańcy Smoleńska składają kwiaty, zapalają świeczki. Na miejscu katastrofy ustawiono też wielki głaz - na razie bez napisu - by stworzyć symboliczne miejsce dla czczenia pamięci ofiar.
Projekt Koronczika i jego kolegów zakłada zbudowanie na miejscu katastrofy okrągłej kolumnady z polską flagą w środku. Może ją tworzyć klomb z kwiatów albo dwukolorowa mozaika. Obok przewidziano parking dla samochodów, bo mieszkańcy Smoleńska spodziewają się, że teraz ich miasto będzie częściej odwiedzane przez Polaków.
- Nie wiem, czy uda nam się zrealizować projekt pomnika - mówił Koronczik, dając mi zdjęcia projektu. - Ale niech ludzie w Polsce przynajmniej wiedzą, że go stworzyliśmy, że coś chcemy robić.
Katastrofa jest dla mieszkańców Smoleńska wyjątkowo bolesna, bo sporo osób mówiło mi w ciągu pierwszych dwóch dni po wypadku, że poczuwają się do polskich korzeni. Ze względu na bliskość granicy w Smoleńsku mieszka sporo Białorusinów, w tym także z zachodniej części kraju, którzy przyjechali do zachodniej Rosji skuszeni wyższym poziomem życia.
Sam Koronczik i jego żona pochodzą z białoruskiego Grodna. - Duchowo czujemy się Polakami - tłumaczy mi.
Źródło: Gazeta Wyborcza