Media w Rosji nie tracą z oczu problematyki polskiej. Wciąż piszą i mówią o śmierci Lecha Kaczyńskiego, perspektywach rozwoju sytuacji politycznej w naszym kraju, o sporach wokół pochowania pary prezydenckiej na Wawelu.
Niezależna "Nowaja Gazieta" publikuje wzruszający reportaż z Polski zatytułowany "Warszawa. Żałoba narodowa". Tłumaczy, że dziś polską frazę "żałoba narodowa" rozumieją i Rosjanie. Pod relacją z Warszawy gazeta wydrukowała piękny wiersz Aleksandra Gorodnickiego "Pominalnaja polskomu wojsku" ("Wypominki za wojsko polskie") poświęcony zamordowanym w Katyniu Polakom.
Szczególnie godna uwagi jest jednak zamieszczona przez bliski Kremlowi
dziennik "Izwiestia" recenzja "Teletydzień. Pejzaż po Katyniu". Irina Pietrowska pisze o tym, jak ogólnokrajowe kanały telewizji rosyjskiej zachowywały się po tragedii w Smoleńsku.
„Specjalne wydania informacyjne zaczęły się od razu po katastrofie i były na antenie przez całą sobotę. Prowadzący programy i korespondenci na bieżąco opowiadali o wszystkim, co działo się na miejscu wypadku, w Polsce i w Moskwie. W nadającym swoje programy przez okrągłą dobę kanale informacyjnym Rosja 24 razem z ostatnimi wiadomościami pokazywali, jak to się mówi, »bez komentarzy « ulice Warszawy wypełnione wstrząśniętymi ludźmi, a także moskwian składających kwiaty przy budynku polskiej ambasady. I te kadry najmocniej działały na emocje” - podkreśla autorka.
Recenzentka „Izwiestii” przypomina także, że kanał Rossija dzień po tragedii wyemitował „Katyń” Andrzeja Wajdy, a film „na temat historyczny w aktualnym dramatycznym kontekście dosłownie oddychał tą aktualnością, dźwięcząc jak requiem po wszystkich zabitych w tym przeklętym przez Boga [autorka wbrew zasadom przyjętym w Rosji napisała to słowo wielką literą] miejscu o nazwie »Katyń «”.
Tak więc, jak czytamy w "Izwiestiach", "telepejzaż, do jakiego przywykliśmy, po Katyniu raptem się zmienił". "W niezwykłej dla nas atmosferze współuczestnictwa i współczucia z ekranu nie wiadomo dokąd odeszli histerycy i patentowani patrioci z ich wiecznym wrzaskiem o wielkości Rosji i kompleksie niższości innych krajów i narodów. A jeśli oni i rwali się do boju, to ich, chwała Bogu, ani w dniach żałoby, ani później nie dopuścili do anteny i chce się mieć nadzieję, że nie dopuszczą, dopóki ta rana pozostanie świeża" - pisze Pietrowska.
Recenzentka dziennika może się czuć zaskoczona, a nawet oszołomiona takim zachowaniem rosyjskich telewizji.
Przecież do sobotniej tragedii nie minęły jeszcze nawet dwa tygodnie od feralnego poniedziałku 29 marca, kiedy w dwóch zamachach terrorystycznych w metrze w samym centrum Moskwy zginęło 40 osób.
Wtedy, co wszyscy w Moskwie jeszcze dobrze pamiętamy, centralne kanały telewizyjne nie przerwały zwyczajnych programów specjalnymi wydaniami wiadomości, ograniczając się do lapidarnie i przy tym z dużym opóźnieniem podawanych informacji o tragedii. Na ekranach w tamten feralny poniedziałek nadal królowali aktorzy uczący gotować zdrowe potrawy czy szachiści opowiadający o sekretach
gry.
Z tego, jak pracowały w ostatnich dniach rosyjskie telewizje, recenzentka "Izwiestii" wyciąga więc wniosek: "Okazuje się, że nie przepadły jeszcze nawyki zawodowe, które pozwalają na bieżąco reagować na wydarzenie, ani zwyczajne uczucia ludzkie - nawyki niepozwalające przejawiać oburzającego braku taktu i bezduszności w stosunku do ludzi, którzy cudzą tragedię przyjmują jak własną".