Grunt w rejonie katastrofy zostanie zebrany do głębokości 70 cm. Najpierw ręcznie - szpadlami. Potem buldożery stopniowo zdejmą warstwę ziemi. Przyjdzie kopać głęboko, bo jeden z siedmiu pistoletów funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, które odnaleziono we wtorek, był zaryty właśnie 70 cm pod powierzchnią ziemi.
Grunt w miejscu katastrofy jest podmokły. To, co zbiorą spychacze, trzeba więc będzie najpierw przesuszyć, a potem przesiać przez sita. Tylko przeprowadzenie tej żmudnej operacji da pewność, że w ziemi nie zostaną szczątki ludzkie i przedmioty należące do pasażerów.
Kierujący akcją zapowiadają, że wywożenie szczątków maszyny, a potem dokładna penetracja terenu potrwa co najmniej dwa tygodnie. Wczoraj ekipy pracujące na miejscu tragedii podniosły i wywiozły do hangaru na lotnisku podwozie samolotu ze sporym fragmentem skrzydła. Pod nim znaleziono ubrania ofiar.
Podwozie i wszystkie inne fragmenty maszyny w lotniskowym hangarze będzie dokładnie przebadane, co pozwoli lepiej poznać przyczyny i przebieg katastrofy.
Najtrudniej będzie podnieść spory fragment ogonowej części kadłuba samolotu, do której wpadł ważący 2,5 tony jeden z trzech silników odrzutowca. Tam być może znajdują się zwłoki ofiar lub ich fragmenty.
Wczoraj ratownicy w szczątkach maszyny odnaleźli dużą flagę biało-czerwoną, pod którą miały się odbyć zaplanowane na 10 kwietnia uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, na które spieszył prezydent
Lech Kaczyński.
Odnaleziono również wieniec, który prezydent miał złożyć w ostatnią sobotę na cmentarzu katyńskim. Wieniec był tylko trochę przybrudzony, ale wyglądał świeżo. Znakomicie zachowały się też wstążki na nim. Na jednej z nich można odczytać: "Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Lech Kaczyński". Wieniec ustawiono w miejscu katastrofy przy kamieniu, który upamiętnia ofiary sobotniej tragedii.
Mieszkańcy Smoleńska chcą, by w tym miejscu w przyszłości stanął pomnik prezydenta Kaczyńskiego.