Nie można przecenić tragedii, którą przeszli Polacy. Ale oni mają wyjaśnienie choćby dla samych siebie - bo to im zrobił ktoś. A co z nami? My nie mamy wytłumaczenia - mówi rosyjski reżyser Nikita Michałkow
fot. Agencja Gazeta
Wacław Radziwinowicz
W piątek kanał Kultura rosyjskiej telewizji państwowej pokazał film Andrzeja Wajdy "Katyń". Po emisji w dyskusji "Katyń - posłowie" wzięli udział zaproszeni do studia goście. Oto fragmenty tej debaty. Goście Kultury tuż po zakończeniu filmu mówią o pierwszym wrażeniu, jakie zrobił na nich "Katyń".
Aleksandr Czubarian, dyrektor Instytutu Historii Powszechnej Rosyjskiej Akademii Nauk: Mocny film jednego z największych reżyserów naszych czasów. Obraz łączy w sobie elementy i artystyczne, i publicystyczne. Jest zgodny z dokumentami, które się zachowały w archiwach i dobrze oddaje fakty historyczne.
***
Witalij Trietiakow, dziekan Wyższej Szkoły Telewizyjnej Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego, redaktor naczelny pisma "Politycziskij kłass", prowadzący dyskusję w studiu: To znaczy, że w Katyniu oficerów polskich rozstrzelało NKWD, a nie gestapo.
Czubarian: Tak, nie gestapo, jak nas wcześniej zapewniali w Związku Radzieckim. Trzeba też powiedzieć, że to jeden z najbardziej bolesnych epizodów XX wieku przede wszystkim dla Polski, ale i dla naszego kraju, i dla całego świata. Trzeba patrzeć na te wydarzenia, widząc nie tylko konkretne fakty, lecz i ogólny ich kontekst, tło, żeby zrozumieć źródła, przyczyny tego, co się stało.
***
Michaił Nariński, kierownik Katedry Historii Stosunków Międzynarodowych i Polityki Zagranicznej Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO): Po obejrzeniu tego filmu, chciałbym przede wszystkim wyrazić współczucie wszystkim członkom rodzin katyńskich. Przecież to prawdziwa tragedia, tragedia w dziejach wielu polskich oficerów, polskich obywateli, polskich rodzin. Ale, jak myślę, to też nasza wspólna tragedia, jako że i narody Rosji stały się ofiarami reżimu stalinowskiego. Myślę, że głównym tematem tego filmu jest ukrywanie prawdy o Katyniu, które trwało wiele, wiele lat.
***
Andriej Artizow, szef Federalnej Agencji Archiwalnej: Ja również, jako przedstawiciel cechu historyków, jako człowiek, który od wielu dziesięcioleci zajmuje się archiwami, ich zapełnieniem i wykorzystaniem, mogę powiedzieć, że film przepięknie i dokładnie oddaje prawdę historyczną.
To film o bólu, który przeżyli i Polacy, i naród radziecki. Bo w Katyniu w takich samych mogiłach, takich samych jamach leżą i obywatele radzieccy. Niestety, u nas, w naszej rodzonej ojczyźnie i dziś są ludzie, którzy mówią, że te dokumenty, te fakty są wymyślone. A jednak wszystko to, co zrobiono dla przestudiowania dokumentów w ramach rosyjsko-polskiej komisji [chodzi o Komisję do spraw Trudnych] potwierdzają ich prawdziwość.
***
Konstantin Kosaczow, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Dumy: Film dopiero co się skończył, jesteśmy pod jego ogromnym wrażeniem. Chcę powiedzieć "bardzo dziękuję" kanałowi Kultura, który zdecydował się na ten krok. To prawda, że pokaz tego filmu miał bardzo wielu przeciwników. Ale po tym, jak nasi ludzie obejrzeli ten film, przeciwników będzie znacznie mniej.
Takie filmy trzeba oglądać. Nie ze wszystkim w tym filmie można się zgodzić i z punktu widzenia historii, i z punktu widzenia przekazu. Wajda jest wielkim reżyserem, ale w niektórych epizodach film przypomina mi poczciwą propagandę radziecką, w której tylko zamienili miejscami plus z minusem.
Ale to nijak nie umniejsza znaczenia filmu. On bezsprzecznie stanowi kamień milowy w poznaniu naszej historii - nie ostatni, bo jeszcze musimy powiedzieć wiele prawdy - przede wszystkim samym sobie. Za to trzeba podziękować naszym historykom i politykom, którzy powoli, krok po kroku, ale jednak przybliżają nasze narody do tego końcowego punktu przymierza w tej najtrudniejszej historii, która w istocie rzeczy nas jednoczy, a nie dzieli.
***
Nikita Michałkow, reżyser filmowy: Chciałbym po prostu zrozumieć sens naszej rozmowy. Zebraliśmy się tu, by się przyznać do tego, co się stało w Katyniu, i powiedzieć światu, że to my zrobiliśmy? Ale przecież to jest już udowodnione!
Wydaje mi się, że tu rodzi się bardzo poważny i głęboki problem samego położenia Polski, której zagrażały albo Niemcy, albo Rosja. I zdrada polega na tym, że Polacy jako Słowianie bardziej zwracali się ku Rosji niż Niemcom, więc ten cios, który im wymierzono [17 września 1939 r.] był potworny.
Wajda jest wielkim reżyserem. Jego obraz jest bardzo mocny. Ale to obraz krzywdy. Tam zło nie ma twarzy. Jest w filmie jeden przepiękny bohater rosyjski, którego gra Siergiej Garmasz. Cała reszta to zło bez twarzy. To mnie smuci. Ja chcę wiedzieć, czemu to zrobili, po co to zrobili, kto to zrobił? Kiedy mówią, że to film antyrosyjski, ja się z tym nie zgadzam.
My sami kręcimy wiele filmów absolutnie antyrosyjskich i zupełnie się nie przejmujemy, jaką szkodę one czynią prawdzie historycznej. Wydaje mi się, że Wajda opowiada z takim bólem, z takim poczuciem niesprawiedliwości, tak szczegółowo konstruuje losy swych bohaterów, opisuje ich tragedię, absolutnie tracąc z pola widzenia - kto to zrobił i dlaczego.
A to, że zło nie ma w filmie swojej twarzy, wpływa na charakter obrazu, który widz odbiera jako antyrosyjski, chociaż tak absolutnie nie jest. Nie można przecenić tragedii, którą przeszli Polacy. Ale, jak myślę, oni mają wyjaśnienie choćby dla samych siebie - bo to im zrobił ktoś. A co z nami? Przecież nam to samo robili nasi. My nie mamy wytłumaczenia.
Czuję i podzielam poczucie krzywdy Wajdy. Ale ono budzi we mnie taki strach. Tak, Polacy nie mogą odpowiadać za to, co nasi zrobili z naszymi. Ze swoim narodem. Tam w Katyniu są przecież pochowane też tysiące rozstrzelanych bezimiennych obywateli radzieckich.