Polscy żołnierze z utworzonego w ZSRR Ludowego Wojska Polskiego jako jedyni - oprócz Armii Czerwonej - przemaszerowali przez plac Czerwony 24 czerwca 1945 r. na historycznej, pierwszej paradzie zwycięstwa. Było ich wtedy blisko 150, a dowodzili nimi generałowie Michał Żymierski i Karol Świerczewski. Polskie armie na frontach zachodnim i wschodnim były bo wiem pod względem liczebności żołnierzy czwartą siłą walczącą z nazistami - po ZSRR,
USA i Wielkiej Brytanii.
Teraz Rosjanom bardzo zależy, by 9 maja defilada w Moskwie była równie wspaniała. Liczą na przyjazd jak największej liczby przywódców państw (zapowiedzieli, że mile widziani będą wszyscy chętni - polska strona czeka na oficjalne zaproszenie). Już dawno zaprosili też do udziału w paradzie kompanie armii największych państw koalicji anty hitlerowskiej: Francji, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.
Zaproszenie żołnierzy państw NATO nie podoba się wielu Rosjanom. Wczoraj wiceszef partii komunistycznej Iwan Mielnikow zapowiedział, że będzie protestował na spotkaniu z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem. - Takie rzeczy są niedopuszczalne. Czynni żołnierze obcych krajów nie ma ją prawa po ja wiać się na tym święcie i maszerować po placu Czerwonym, bo to żołnierze państw członków agresywnego antyrosyjskiego, wojennego bloku NATO - oburza się Mielnikow.
Udział wojskowych z Zachodu w defiladzie ma duże znaczenie pedagogiczne. Zdecydowana większość Rosjan jest przekonana, że Hitlera rozgromił rządzony przez Józefa Stalina ZSRR, a wkład sojuszników w zwycięstwo był symboliczny.