Polityczny emigrant Aleksander Litwinienko, były funkcjonariusz rosyjskich służb specjalnych, został śmiertelnie otruty radioaktywnym polonem w Londynie w 2006 r. Moskwa odmówiła Brytyjczykom ekstradycji podejrzanego o morderstwo Andrieja Ługowoja, który na fali popularności został nawet deputowanym z ramienia partii Władimira Żyrinowskiego.
Podczas długiej agonii Litwinienki jego pierwsza żona, która mieszka w Moskwie, przyłączyła się do głosów państwowych mediów w Rosji węszących w tym morderstwie wewnątrzemigracyjny spisek, z którym Kreml nie może mieć nic wspólnego. Natomiast żyjący w północnokaukaskim Nalczyku ojciec Litwinienki Walter nie krył swych podejrzeń co do udziału rosyjskiej bezpieki w zabójstwie syna i tuż po jego śmierci postanowił wyprowadzić się na bezpieczny Zachód.
Osiadł na adriatyckim wybrzeżu Włoch (wcześniej mieszkał tam jeden z jego synów). Po sprowadzeniu żony i przyrodniej siostry Aleksandra z dziećmi zwrócił się w 2008 r. o azyl polityczny dla całej rodziny. Choć sprawa mordu na Litwinience była głośna we włoskich mediach, ku zaskoczeniu Waltera urzędnicy imigracyjni nie chcieli wysłuchiwać jego marzeń o życiu w "świecie wolnym od KGB", lecz próbowali dowieść, że posługuje się sfałszowanym paszportem.
Rodzina Litwinienków, z którą rozmawiał reporter dziennika "The Guardian", oskarża teraz władze o doprowadzenie do zamknięcia ich restauracji w Rimini. Tuż po wniosku azylowym
policja miała bowiem "najechać" lokal La Terazza (pod pretekstem zbyt głośnej muzyki), a siostra Litwinienki podczas szamotaniny z mundurowymi miała zostać rzucona na podłogę i stracić przytomność. Zamknięcie La Terazzy pozbawiło Litwinienków dochodu - zajmują teraz ciasne mieszkanko bez ciepłej wody w Senigalli w prowincji Marche.
- Nie mam na to żadnych dowodów, ale zważywszy na braterskie relacje Berlusconiego i Władimira Putina, wydaje się oczywiste, że trudności w rozpatrzeniu wniosku azylowego Litwinienków nie są przypadkowe - mówi "Guardianowi" były senator Paolo Guzzanti, dawny wpływowy stronnik premiera Włoch, który przeszedł na stronę opozycji. Rzecznik Berlusconiego zaprzeczył tym oskarżeniom.
Włochy są jednym z trzech głównych partnerów gospodarczych Rosji w Europie (prócz Niemiec i Francji), gdzie gospodarczo-polityczne flirty z Kremlem często przeszkadzają rządom w głośnych protestach przeciw łamaniu praw człowieka w Rosji. Tylko
Wielka Brytania dopuściła do powstania u siebie Łondongradu, czyli wielkiego skupiska rosyjskiej emigracji z największymi wrogami Kremla, jak oligarcha Borys Bierezowski.
Pro- oraz antykremlowscy bogacze regularnie spotykają się na meczach należącego do Romana Abramowicza klubu
Chelsea Londyn (zasiadają po przeciwnych stronach trybun), które stają się najbardziej zróżnicowanym rosyjskim "forum politycznym" na świecie. Jednak chronienie zbiegów ściganych rosyjskimi listami gończymi szkodzi stosunkom politycznym i gospodarczym Londynu z Moskwą, czego nie chce - jak przekonuje Walter Litwinienko - powtórzyć u siebie Berlusconi.