Sytuacja z karą śmierci u naszych sąsiadów jest zagmatwana i dotyczy to już samej jej nazwy. Bolszewicy, którzy rozstrzeliwali chętnie i na skalę masową, wstydzili się nazywać rzecz po imieniu, stąd w dokumentach, a nawet w krwiożerczych mowach prokuratorów z lat 30. ubiegłego stulecia pojawiało się wyłącznie określenie "najwyższy środek obrony społecznej". Dziś karę śmierci nazywają tu, wciąż owijając w bawełnę, "wyjątkowym wymiarem kary".
Powszechnie mówi się i uważa, że w Rosji od 13 lat obowiązuje moratorium na wymierzanie kary śmierci, które kończy się 1 stycznia 2010 r., i od tego momentu zgodnie z tym, co zapisano w kodeksie karnym, znów będzie wolno rozstrzeliwać skazańców.
Eksperci tłumaczą jednak, że w istocie rzeczy żadnego moratorium nie ma, a sprawę regulują dwa kruczki prawne niepozwalające na stosowanie wyjątkowego wymiaru kary. Jeden z nich rzeczywiście za dwa miesiące traci ważność.
- Wstępując w 1996 r. do Rady Europy, czyli organizacji zrzeszającej prawie wszystkie państwa europejskie i zajmującej się przede wszystkim obroną praw człowieka,
Rosja zobowiązała się podpisać, a potem ratyfikować VI protokół europejskiej konwencji o obronie praw człowieka. Przewiduje on zniesienie kary śmierci. Na polecenie prezydenta Borysa Jelcyna
MSZ podpisał dokument, ale Duma, gdzie sporo do powiedzenia mieli wtedy komuniści, nie ratyfikowała protokołu - mówi Naum Nim, redaktor naczelny kwartalnika "Niewola", który zajmuje się rosyjskim systemem karnym. - Wtedy, w sierpniu 1996 r., Jelcyn wydał dekret o stopniowym odchodzeniu od wyjątkowego wymiaru kary i zapowiedział, że nie będzie rozpatrywał wniosków o ułaskawienie skazanych na śmierć. A zgodnie z prawem nie wolno u nas nikogo rozstrzelać, póki prezydent nie odmówi mu prawa łaski. I dzięki temu od 13 lat w Rosji nie wykonano żadnej egzekucji, choć na karę śmierci skazywano u nas i później - mówi ekspert.
Drugi kruczek blokujący karę śmierci to decyzja sądu konstytucyjnego z lutego 1999 r. Orzekł on wtedy, że w Rosji nie wolno nikogo skazywać na śmierć, póki we wszystkich regionach Federacji nie zaczną pracować ławy przysięgłych. Również i potem, jak przypomina Nim, kilku sędziów, którzy nie zgodzili się z werdyktem sądu konstytucyjnego, wydało wyroki śmierci, choć świetnie wiedzieli, że nie zostaną wykonane.
Od 1 stycznia 2010 r. instytucja przysięgłych ma się jednak pojawić w ostatnim już z 83 regionów kraju, czyli w Czeczenii, i wtedy werdykt sprzed 11 lat przestanie być przeszkodą dla sędziów.
W ubiegłym tygodniu sąd najwyższy zwrócił się więc do sądu konstytucyjnego o wyjaśnienie, czy wraz z pojawieniem się przysięgłych w Czeczenii Rosja powinna wrócić do wymierzania wyjątkowego wymiaru kary. Sąd jutro ma zacząć rozpatrywać tę sprawę.
Stosunek Rosjan do kary śmierci jest podobny do zapatrywań obywateli w wielu innych krajach - większość, a według niektórych sondaży nawet 80 proc., domaga się stosowania kary śmierci. Również wielu polityków żąda jej wprowadzenia. Kilka dni temu Lubow Sliska, posłanka do Dumy i członek władz putinowskiej partii Jedna Rosja, oświadczyła, że jest zdecydowanie za rozstrzeliwaniem za najcięższe przestępstwa.
Kara śmierci jednak najprawdopodobniej do Rosji nie wróci. Gdyby Moskwa ją wprowadziła, zostałaby automatycznie wykluczona z Rady Europy, a tego na Kremlu zdecydowanie sobie nie życzą. I premier
Władimir Putin, i prezydent
Dmitrij Miedwiediew wypowiadają się więc przeciw powrotowi do wyjątkowego wymiaru kary.