Prezydenci Michaił Gorbaczow i Borys Jelcyn mieli wielkie zasługi w tym, by
Rosja zmierzyła się ze swoją historią, ale nie doprowadzili tego do końca. Nie zdemontowali potęgi KGB, zmieniając je tylko w Federalną Służbę Bezpieczeństwa. Nie ujawnili wszystkich archiwów, nie nazwali po imieniu wszystkich zbrodni. Przez kilka lat demokratycznego karnawału Rosja nie uporała się z bagażem historii. Wraz z Władimirem Putinem władza zaczęła gloryfikować sowiecką przeszłość i minimalizować rozmiar zbrodni.
Wiele archiwów zamknięto nawet dla historyków rosyjskich. Ci, którzy ośmielają się je badać, są prześladowani, tak jak prof. Michaił Suprun i płk Aleksander Dudariow z Archangielska.
Miedwiediew uderza w całkowicie nowy ton, który może przełamać rosyjską bezradność wobec historii. Jego tekst został napisany tak, że trafia do każdego Rosjanina. Bo nie ma w Rosji rodziny, która nie straciłaby kogoś w represjach, nawet jeśli byli to działacze partyjni czy funkcjonariusze NKWD. Maszyna terroru mieliła bowiem wszystkich - nawet wczorajszych katów.
Wystąpienie Miedwiediewa może przełamać niechęć i wstyd mówienia w Rosji o tych strasznych zbrodniach. Może oczyścić atmosferę i dusze milionów ludzi. Może sprawić, że Miedwiediew stanie się wreszcie prezydentem cieszącym się prawdziwym poparciem społecznym, a nie nominatem i marionetką swego poprzednika.