Tym razem w roli historyka harcownika wystąpiła Natalia Narocznicka, członek prezydenckiej Komisji ds. Przeciwdziałania Fałszowaniu Historii na Szkodę Rosji.
Narocznicka to siła wielce fachowa. Na co dzień kieruje paryską placówką Instytutu Demokracji i Współpracy, który za pieniądze Kremla czuwa nad przestrzeganiem zasad demokracji na Zachodzie. Mamy więc do czynienia z doświadczonym pracownikiem frontu ideologicznego, sprawdzonym pod ogniem na daleko wysuniętej pozycji.
Wczoraj czytelnicy "Komsomolskiej Prawdy" natknęli się na wywiad, w którym pani Narocznicka obnażyła całą prawdę historyczną, chwaląc Stalina za to, że "wprowadził zmiany" do hitlerowskiego "rozkładu jazdy wojny". Według niej Polska w 1939 r. od marca do końca sierpnia potajemnie spiskowała z Hitlerem przeciw ZSRR.
- Istnieją dokumenty dowodzące, że 1 marca 1939r. została określona data ataku na Polskę. I wiecie, czym Polacy zajmowali się przez następne pół roku? -pyta Narocznicka. - Rusofob, szef
MSZ Józef Beck negocjował z Hitlerem, aby zostać jego sojusznikiem, proponował swoje usługi w podboju Ukrainy, aby Polska rozciągała się od morza do morza - odpowiada. Narocznicka zapewnia czytelników "Komsomołki" - jedynej gazety rosyjskiej, którą
Władimir Putin jako prezydent odwiedził i zaszczycił wywiadem - że Polska w20-leciu międzywojennym okupowała Kresy Wschodnie, a ZSRR w 1939 r. odzyskał te ziemie, przywracając historyczną sprawiedliwość.
Czytelnicy dowiedzieli się też, że zbrodnia katyńska to sprawka NKWD, ale jest w niej i ślad "przestępstw nazistowskich", jednak nie podała żadnych szczegółów. Polacy nie mają wedle Narocznickiej prawa uważać się za "niewinne ofiary", bo sami rzekomo wymordowali 100 tys. czerwonoarmistów wziętych do niewoli w1920r., a robili to w obozach, które w"istocie rzeczy" były "pierwowzorami nazistowskich obozów śmierci". Więc to Polska powinna przeprosić Rosję za tę zbrodnię i jeszcze za okupację Kremla w 1612 r.
Nie możemy też mieć pretensji do ZSRR - mówi Narocznicka - za narzucenie naszemu krajowi ustroju komunistycznego, bo przecież Moskwa nie narzucała, tylko podarowała nam to, co miała najlepszego...
Czy to tylko harce publicystów i pseudonaukowców, którzy na obstalunek rosyjskich władz z mieszanki ignorancji, wymysłów i nienawiści lepią podobne teorie? Czy mamy się nimi nie przejmować? I cierpliwie czekać, aż przyjedzie do nas na obchody 70. rocznicy wybuchu wojny Putin i powie nam coś ważnego, bo przecież liczy się tylko to, co usłyszymy od niego?
Niestety, mam doświadczenie osobistych kontaktów z Putinem i wiem, że on lubi powiedzieć po prostu to, co się spodoba rozmówcy, a w innych okolicznościach mówi coś zupełnie innego.
Nie mam też złudzeń, że to propaganda państwowa szpikuje dziś Rosjan nienawiścią i pogardą do Polaków, tak jak robiła to wobec Estończyków, Łotyszy, Litwinów, Ukraińców czy Gruzinów. Ludzie tacy jak Narocznicka atakują nas na łamach gazet i w stacjach telewizyjnych, gdzie każde słowo jest skrupulatnie kontrolowane przez Kreml. Pracując w Moskwie, spotykając się tu z ludźmi, czuję na własnej skórze, jak rośnie wrogość wobec Polaków.
Dlatego powinniśmy domagać się od Rosji dyskusji o historii opartej na otwartych, a nie zamkniętych jak katyńskie archiwach. Dyskusji nie z politrukami o zakutych łbach, lecz specjalistami o otwartych głowach. Rosja ma ich wielu. W tejże samej co Narocznicka komisji od fałszerstw historii są akademicy Andriej Sacharow i Aleksandr Czubarian, ludzie z poglądami, z którymi możemy się nie zgadzać, ale dysponujący głęboką wiedzą.
Nie mówię już o Nikołaju Swanidze, który w swych reportażach historycznych nazywa Stalina ludobójcą, a Katyń zbrodnią NKWD. I mamy partnera w Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, która publicznie mówi o krwawych rządach bolszewików.
Mamy więc w Rosji z kim rozmawiać. Imamy obowiązek przeciwstawić się wściekłej kampanii szczucia na Polskę. Bo liczy się nie tylko to, co powie nam 1 września Putin. Liczy się przede wszystkim to, co myślą Rosjanie.