- To tak, jakby zawaliło się Mauzoleum Lenina -mówią mi rosyjscy znajomi. Przez prawie 20 lat elektrownia była "udarną" -czyli szturmową -budową socjalizmu. Obfotografowywaną, opiewaną w pieśniach, pokazywaną stale w wieczornych dziennikach. W dzikich Sajanach komsomolcy z całego imperium brali w betonowe karby dziki Jenisej.
Człowiekowi, który nie widział Jeniseju czy Leny, trudno sobie wyobrazić, jaka to potęga. Te syberyjskie rzeki są szerokie jak mazurskie jezioro, a pędzą z prędkością pociągu towarowego. Tę potęgę przyrody zatrzymała tama szeroka na kilometr, wysoka na ćwierć kilometra. Cud techniki.
Teraz maszynownia cudu jest rozbita i nikt nie potrafi wytłumaczyć, co się stało. -Największy i najbardziej niezrozumiały wypadek na świecie -mówi Siergiej Szmatko, minister energetyki. Dwa tysiące ratowników wypompowują 250 tys. m sześc. zmieszanej z olejem wody z zalanych pomieszczeń giganta. Zabitych będzie co najmniej 70 osób, a mówi się, że w poniedziałek Jenisej mógł porwać nawet ponad 100.
Odbudowa pochłonie ponad miliard dolarów. Syberyjskie huty aluminium z braku prądu ograniczą produkcję -to kolejny miliard z hakiem. Kiedy zacznie się zima, zabraknie prądu dla miast.
Najbardziej przerażające jest jednak to, że katastrofa na Jeniseju wynika z systemu, w jakim żyje
Rosja. Klejnot radzieckiej elektryfikacji, tak jak cały wartościowy majątek państwowy, wpadł w ręce oligarchów. Nominalnie elektrownia należy do spółki państwowej, ale jej finanse kontroluje magnat aluminiowy Oleg Deripaska. A zyski w tym roku były ogromne, bo Jenisejem cały czas szła wysoka woda. Elektrowni kazano pracować stale na pełną moc. Właściciele od lat, wyciskając z elektrowni ile się da, skąpili grosza na remonty.
Oligarchowie wszędzie zajeżdżają swoje elektrownie, huty, kopalnie, byle jak najszybciej wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy i ukryć je na zagranicznych kontach. Po co inwestować, konserwować to, co po znajomości na szczytach władzy dostało im się za darmo. Inwestował Michaił Chodorkowski, bo chciał mieć nowoczesną i stabilną firmę. Ma pryczę w więzieniu, a jego Jukos przeszedł pod kontrolę kolegów Putina.
Eksperci ostrzegali od dawna, że rabunkowo eksploatowanej i coraz bardziej przestarzałej gospodarce grozi plaga katastrof, ale ich nikt nie słuchał. Po tym, co się stało w Sajano-Szuszeńskiej, władze się obudziły. Dziś
Władimir Putin jedzie na miejsce katastrofy. Zarządził totalną kontrolę stanu technicznego wszystkich ważnych dla Rosji przedsiębiorstw i instalacji. Może się okazać, że Rosji grozi cała seria czarnobyli.