Rano, w drugim w dniu historycznej wizyty w Moskwie, prezydent
USA spotkał się w rezydencji premiera Rosji z Władimirem Putinem. Gospodarz przyjął go niezmiernie gościnnie. Na tarasie stał miedziany samowar i zgodnie ze starą tradycją herbaciarz ubrany w strój ludowy rozdmuchiwał w nim płomień butem z wysoką cholewą.
Zdumieni byli nawet dziennikarze rosyjscy, kiedy dowiedzieli się, że przygotowany dla Obamy czarny kawior i pierogi z przepiórką na gościnnym stole to "tradycyjne rosyjskie śniadanie".
Gospodarz uśmiechał się już jednak niezbyt promiennie. Najwyraźniej nie puścił w niepamięć słów Obamy, który kilka dni przed przyjazdem do Rosji chwalił prezydenta Dmitrija Miedwiediewa za "postępowość", a o Putinie powiedział, że "jedną nogą stoi w przeszłości, a drugą w teraźniejszości".
Premier, witając gościa, zapewnił go, że z jego nazwiskiem "wiążemy wielkie nadzieje". Obama pochwalił Putina za "nadzwyczajną pracę" na stanowisku szefa państwa.
Prezydent USA spotykał się wczoraj także z Michaiłem Gorbaczowem, ojcem radzieckiej pierestrojki, biznesmenami rosyjskimi i amerykańskimi, brał udział w rosyjsko-amerykańskim forum obywatelskim, zwiedzał Kreml. Najważniejsze jednak było jego - jak to określili obserwatorzy - "programowe" wystąpienie przed absolwentami Rosyjskiej Szkoły Ekonomiki, czyli odpowiednika warszawskiej SGH.
Jeśli w Nowo-Ogariowie Putin pokazał mu Rosję tradycyjną, to w Gostinnym Dworze w centrum Moskwy, gdzie zgromadzili się studenci i goście specjalni, Obama spotkał się z Rosją przyszłości.
Wybór Amerykanów padł na Rosyjską Szkołę Ekonomiczną nieprzypadkowo. RSE jest uważana za najmniej skorumpowaną wśród wyższych uczelni kraju, a przy tym broni swej niezależności od organów władzy państwowej. Jej absolwenci bez trudu dostają się na
studia doktoranckie w najbardziej prestiżowych uniwersytetach zachodnich. Absolwentem RSE jest znany z liberalnych poglądów doradca gospodarczy prezydenta Rosji Arkadij Dworkowicz, który wczoraj witał gościa.
Obama wręczył dyplom Oksanie Sytnowej, prymusce wśród tegorocznych absolwentów RSE, a potem wygłosił półgodzinne przemówienie.
Zapewnił w nim, że
Rosja wniosła ogromny wkład w kulturę światową swą muzyką, sztuką i literaturą, którą on sam niezwykle wysoko ceni. Tu prezydent nie musiał specjalnie przekonywać słuchaczy, bo wszyscy w Rosji wiedzą, że jego młodsza córka nosi imię Natasha na cześć Natalii Gonczarowej, żony Puszkina. Na dziewczynkę w rodzinie mówią jednak Sasha, co - według Rosjan - jest wyrazem uznania dla samego Saszy, czyli Aleksandra Puszkina.
Prezydent chwalił też Rosjan i narody Europy Wschodniej za to, że to właśnie one doprowadziły do pokojowego końca zimnej wojny.
Jego zdaniem partnerstwo światowe dziś okrzepnie, jeśli Rosja zacznie odgrywać rolę wielkiego mocarstwa. Obama przypomniał, że w XX w. panowała opinia o antagonizmie Rosji i USA, ale to podejście okazało się "nieprzydatne". - Dlatego wezwałem do "zresetowania" relacji między naszymi krajami - tłumaczył.
Teraz
Stany Zjednoczone są gotowe pracować razem z Rosją nad nową architekturą bezpieczeństwa na świecie. - Ameryka i Rosja nie odniosą żadnych korzyści z wyścigu zbrojeń w Azji i na Bliskim Wschodzie. Dlatego powinniśmy wspólnie występować przeciwko pojawieniu się broni jądrowej w Korei Płn. i Iranie - deklarował. Podkreślał przy tym, że Waszyngton gotów byłby zrezygnować z budzących sprzeciw Rosji planów budowy tarczy antyrakietowej, jeśli tylko Iran zrezygnuje z programu budowy broni jądrowej.
- Potęgi światowe, budując architekturę bezpieczeństwa, nie mogą ignorować interesów mniejszych państw i dążeń narodów - mówił Obama. - Dni, kiedy Franklin D. Roosevelt, Winston Churchill i Józef Stalin mogli zmienić świat w czasie jednego spotkania, należą do przeszłości - zapewnił Obama, dodając: - Wszystkie narody powinny mieć prawo do wybierania sobie przywódców, a państwa do bezpiecznych granic i własnej polityki międzynarodowej.
I podkreślił, że zasadę tę należy stosować "także do Gruzji i Ukrainy".
Obama zapewnił, że Stany Zjednoczone nie zamierzają dyktować innym krajom, jaki ustrój powinny przyjmować. Dodał jednak, że według niego najlepsza jest demokracja. - Bieg historii pokazał, że państwa, których władze służą narodowi, prosperują, w odróżnieniu od tych, których rządy troszczą się jedynie o utrzymanie władzy - przypomniał. I dodał, że w demokracji kluczowe są dwie rzeczy: wolne media i prawdziwie wolne wybory.
Pod wieczór Obama jeszcze raz spotkał się na Kremlu z Miedwiediewem. Powiedzieli sobie, że "nie zmarnowali czasu". I rzeczywiście było widać, że są z siebie zadowoleni.