Rosjanin czeka na proces ekstradycyjny w areszcie w Nowym Sączu. - Sąd przekazał mi informację, że Rosjanie przesłali faksem wniosek dotyczący mojego klienta do Ministerstwa Sprawiedliwości w
Warszawie. Teraz dokumentami zajmie się sąd, który wyznaczy termin rozprawy ekstradycyjnej - powiedział ''Gazecie'' Marcin Lewczak, polski adwokat z urzędu Ignatienki.
O przesłaniu wniosku doniósł wczoraj rosyjski ''Kommiersant''.
- Zastanawiamy się nad dalszymi krokami w tej sprawie. Chcemy m.in. zwrócić uwagę na kwestie bezpieczeństwa mojego klienta - mówi mecenas Lewczak.
Aleksander Ignatienko w Nowym Sączu jest objęty specjalnym nadzorem. - Jest pod obserwacją 24 godziny na dobę - usłyszeliśmy w areszcie. - Zostaliśmy pouczeni, że komuś może zależeć na jego śmierci. Każdy, kto się chce z nim spotkać, jest bardzo dokładnie sprawdzany. Zresztą w ogóle mało kto jest do niego dopuszczany.
Ignatienko, były pierwszy zastępca prokuratora obwodu moskiewskiego, jest oskarżany o chronienie nielegalnych kasyn pod Moskwą. Został zatrzymany 1 stycznia niedaleko Zakopanego na podstawie listu gończego Interpolu. Posługiwał się sfałszowanym łotewskim paszportem.
W ubiegłym tygodniu krakowski sąd apelacyjny odrzucił jego zażalenie na areszt. Ignatienko chciał wpłacić 40 tys. dol. kaucji, powoływał się na nieprawidłowości w rosyjskim śledztwie. Sąd uznał jednak, że działania Ignatienki - ukrywanie się, nielegalne przekroczenie granicy, posługiwanie się sfałszowanym paszportem - ''nacechowane były chęcią utrudniania postępowania''.
Zdaniem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podczas procesu ekstradycyjnego polski sąd powinien wziąć pod uwagę sposób, w jaki prowadzona jest sprawa przeciwko Ignatience w Rosji. - Jeśli pojawią się przesłanki, że po ekstradycji nie będzie miał zagwarantowanego rzetelnego postępowania i może mu grozić niebezpieczeństwo przed wydaniem wyroku, to jest to podstawa, by nie zgodzić się na ekstradycję - uważa Jacek Białas, prawnik z Fundacji Helsińskiej. W takim przypadku Ignatienko mógłby ubiegać się o azyl w Polsce.
W styczniu w ''Moskowskim Komsomolcu'' pojawiły się informacje, że jeśli dojdzie do ekstradycji, to Ignatienko może nie przeżyć powrotu do Rosji. Ma na tym zależeć innym osobom zamieszanym w działalność nielegalnych kasyn. - Ignatienko nie dojedzie do kraju. Jego nie tylko przejedzie kamaz, na niego spadnie rakieta - powiedział rosyjskiej gazecie Aleksander Szestun, szef administracji podmoskiewskiego powiatu sierpuchowskiego, który domagał się likwidacji nielegalnych kasyn.
Tydzień po aresztowaniu Ignatienki ciężarówka rozjechała w Moskwie gen. Giennadija Nisiforowa, szefa departamentu inspekcji rosyjskiej prokuratury generalnej, który badał powiązania innych prokuratorów z nielegalnymi kasynami. W ubiegłym roku samobójstwo popełnił Wiaczesław Sizow z prokuratury generalnej, uczestniczący w dochodzeniu w sprawie kasyn.
Rosyjska prokuratura generalna sabotowała ściganie osób zamieszanych w aferę z kasynami. Gdy Ignatienko uciekł na Ukrainę, prokuratorzy zwlekali z przekazaniem Interpolowi listu gończego, a potem Polsce dokumentów ekstradycyjnych.
- Mój klient ze względów bezpieczeństwa obawia się nawet ujawnienia swojego aktualnego wizerunku - mówi ''Gazecie'' mecenas Lewczak. - Podczas postępowania ekstradycyjnego zwrócimy uwagę na stanowisko Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.