http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rosyjską sondę zabiły promienie kosmiczne?

Andrzej Kublik
2012-02-01, ostatnia aktualizacja 2012-02-01 00:29

W Rosji przestali podejrzewać amerykańskie radary o doprowadzenie do awarii sondy marsjańskiej Fobos-Grunt. Teraz winą obarczają promienie z głębi kosmosu. Ale eksperci mają wątpliwości

Marsjański próbnik Fobos-Grunt wynoszony na orbitę 9 listopada 2011 r.
Fot. STR AP
Marsjański próbnik Fobos-Grunt wynoszony na orbitę 9 listopada 2011 r.
W Rosji ogłoszono nową, oficjalną już wersję powodów awarii marsjańskiej sondy Fobos-Grunt. Sonda została wystrzelona w listopadzie zeszłego roku, ale pozostała na niskiej orbicie, bo nie udało się uruchomić jej silników marszowych. I w zeszłym miesiącu sonda spadła na Pacyfiku.

Do awarii doszło wskutek problemów komputerów sondy, wywołanych przez promieniowanie kosmiczne o wysokiej energii - powiedział we wtorek Władimir Popowkin, szef rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos. - Doszło do resetu dwóch zespołów pokładowego systemu komputerowego i dlatego przeszedł on w reżim maksymalnego ograniczenia zużycia energii i oczekiwania na komendę. Najbardziej prawdopodobną przyczyną tego, zdaniem komisji badającej awarię, było lokalne oddziaływanie ciężkich cząstek przestrzeni kosmicznej o wysokiej energii - stwierdził Popowkin. Dodał, że dodatkowym problemem mogło być wykorzystanie przy budowie sondy mikroprocesorów z importu, być może - podróbek. - I w tej bazie komponentów z importu zapewne leży przyczyna - stwierdził Popowkin.

W połowie stycznia sugerował on, że do awarii mogło dojść wskutek ingerencji z zewnątrz, gdy sonda znajdowała się na tej części kuli ziemskiej, gdzie Rosjanie nie mają obecnie kontaktu ze statkami kosmicznymi. A zaraz potem przedstawiciele komisji badającej awarię powiedzieli dziennikowi "Kommiersant", że sondę mogło przypadkowo uszkodzić promieniowanie amerykańskich radarów z Wysp Marshalla na Pacyfiku, które według Rosjan miały w tym czasie śledzić asteroidę, przelatującą obok Ziemi. Ale NASA zdecydowanie odrzuciła takie sugestie, informując, iż asteroidę śledziły radary w Kalifornii i na Karaibach, położone poza orbitą rosyjskiej sondy. Inni naukowcy nie kryli wątpliwości, by radary w ogóle mogły uszkodzić aparaturę statków kosmicznych.

Obecne wyjaśnienia szefa Roskosmos też budzą wątpliwości rosyjskich ekspertów. - Śmiać się chce, jeśli ktoś jako przyczynę podaje, że projektanci stacji międzyplanetarnej nie uwzględnili oddziaływania promieniowania. Przecież nie robili odkurzacza, lecz aparat kosmiczny, przeznaczony do lotów w agresywnym środowisku przestrzeni kosmicznej. I po prostu musieli to uwzględnić - powiedział agencji Ria Novosti ekspert z przemysłu kosmicznego. Jego zdaniem bardziej prawdopodobną przyczyną były problemy z oprogramowaniem, nie dopracowanym i przygotowanym przez personel o nikłym doświadczeniu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':