http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Putin stawia na wiece

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2012-01-26, ostatnia aktualizacja 2012-01-26 00:15

Władimir Putin podczas wiecu w miejscowości Kemerowo na Syberii
Władimir Putin podczas wiecu w miejscowości Kemerowo na Syberii
Fot. RIA Novosti REUTERS

Pod presją manifestacji opozycji Władimir Putin zdecydował się na coś, czego nigdy przedtem nie robił - występować na wiecach wyborczych. Szydzi na nich z buntującej się przeciw niemu inteligencji

Władimir Putin podczas spotkania ze studentami w Tomsku
Fot. Alexei Druzhinin AP
Władimir Putin podczas spotkania ze studentami w Tomsku
Władimir Putin podczas wiecu w miejscowości Kemerowo na Syberii
Fot. Alexei Druzhinin AP
Władimir Putin podczas wiecu w miejscowości Kemerowo na Syberii
SERWISY
We wtorek premier, który po wyborach prezydenckich 4 marca chce wrócić na Kreml, odwiedził Kemerowo na Syberii. Tu w hali fabryki chemicznej wystąpił przed kilkoma tysiącami robotników. Wczoraj był na wiecu w syberyjskim Tomsku. W sobotę ma przyjechać na manifestację swych zwolenników w stolicy Uralu Jekaterynburgu. W czasie całej kampanii wyborczej ma być, jak twierdzą media moskiewskie, na 20 wiecach.

Podczas kampanii prezydenckich w 2000 i 2004 r. Putin spotykał się z małymi grupami wyborców, prowadząc z nimi zawczasu starannie wyreżyserowane rozmowy. Nigdy nie pojawiał się na wiecach. Zmiana taktyki to reakcja na wielkie demonstracje opozycji protestującej przeciw sfałszowaniu wyników grudniowych wyborów parlamentarnych wygranych (według oficjalnej wersji) przez putinowską Jedną Rosję i domaga się uczciwej kampanii prezydenckiej.

W Kemerowie, stolicy Kuznieckiego Zagłębia Węglowego, Putin mówił: - Regularnie bywam w regionach górniczych. Wiem, że tu mieszkają ludzie poważni, znający życie od podszewki, a nie tylko jego lakierowaną powierzchnię. Wy potraficie odróżnić tajgę od parku, rzekę od basenu czy akwarium. Na takich ludziach można polegać.

W ten sposób przeciwstawił robotników moskiewskiej inteligencji. W Moskwie mówi się, że może to doprowadzić do konfrontacji "watników", czyli ludzi noszących watowane robotnicze kurtki, z "norkami", czyli uczestnikami demonstracji w stolicy, wśród zdarzają ludzie w drogich futrach.

Na sobotę 4 lutego opozycja planuje w Moskwie kolejną manifestację. Tym razem chce zaprotestować przeciw fałszowaniu wyborów parlamentarnych i powrotowi Putina na Kreml i że przyjdzie więcej ludzi niż było 10 grudnia na placu Błotnym i dwa tygodnie później na prospekcie Sacharowa. Wówczas zgromadziło się około 100 tys. ludzi.

Teraz jednak władze nie chcą zezwolić na przemarsz przez centrum miasta od placu Kałużskiego pod mury Kremla, bo "nie mogą zapewnić bezpieczeństwa". Tymczasem tą trasą nieraz już szły marsze komunistów.

Merostwo stolicy nalega na przywódców opozycji, by przenieśli manifestację z soboty na niedzielę i na peryferie Moskwy.

Nastroje protestacyjne rosną m.in. z powodu wyeliminowania z walki o Kreml Grigorija Jawlińskiego, jedynego niezależnego od Kremla kandydata. Oficjalna decyzja o tym, że przywódca partii Jabłoko nie może stanąć do wyborów, zostanie ogłoszona w piątek - Centralna Komisja Wyborcza zakwestionowała podpisy z poparciem dla Jawlińskiego.

W ten sposób, jak mówi znany ekonomista i politolog Siergiej Aleksaszenko, Rosjanie zostali pozbawieni prawa do prawdziwego wyboru, a Putin pozbywa się jedynego rywala, który miałby odwagę go krytykować.

Konkurentami prezydenta będą więc przywódcy trzech zależnych od Kremla partii: komunista Giennadij Ziuganow, nacjonalista Władimir Żyrinowski i przewodniczący socjaldemokratycznej partii Sprawiedliwa Rosja Siergiej Mironow oraz miliarder Michaił Prochorow uważany za człowieka Kremla.

Władze dążące do tego, by Putin wygrał już w pierwszej turze, zabrały się za stowarzyszenie Gołos (Głos) szkolące obserwatorów wyborów. Do 1 lutego Gołos ma opuścić swą siedzibę, choć umowa najmu jest ważna do sierpnia i wcześniej zerwać jej nie można. Kiedy Gołos powołał się na to, gospodarze lokalu zapowiedzieli, że wyłączą w nim prąd.

- Tak jak przed wyborami parlamentarnymi, już zaczęły się naciski na nas. W kaukaskiej republice Adygeja nasi obserwatorzy, najczęściej studenci, są wzywani do dziekanów, którzy straszą ich kłopotami. Ale i tak zgłasza się do nas coraz więcej ludzi - mówi "Gazecie" Grigorij Melkonianc z Gołosu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':