http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Najbardziej wpływowe Rosjanki

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2012-01-25, ostatnia aktualizacja 2012-01-25 12:18

Dmitrij Miedwiediew z żoną Swietłaną
Dmitrij Miedwiediew z żoną Swietłaną
Fot. Markus Schreiber AP

Rosja zafundowała sobie po raz pierwszy listę 100 najbardziej wpływowych kobiet. Pokazuje ona, jak mało pań samodzielnie zdobywa tu sobie wysoką pozycję i potrafi się na niej utrzymać bez oglądania się na kaprysy mężczyzn.

Władimir Putin i Alina Kabajewa w 2004 roku
Fot. KOMMERSANT EAST NEWS
Władimir Putin i Alina Kabajewa w 2004 roku



SERWISY
Dziwne to, bo - z czym się tu wszyscy zgadzają - "kraj siedzi na karku kobiety", i to ona, a nie mężczyzna ma tu obowiązek - jak pisał Nikołaj Niekrasow - "konia w galopie zatrzymać, wbiec do płonącej chaty". Tu kobiety tynkują domy i kierują poważnymi firmami, ale zwykle z fotela drugiego pilota.

Za pierwszą wśród setki spore grono ekspertów, przede wszystkim mężczyzn, uznało Walentynę Matwijenko, marszałek Rady Federacji, formalnie trzecią osobę w państwie. Wyższa izba parlamentu rządzonej z kremlowskiego centrum Rosji to jednak tylko dekoracja, kwiatek do kożucha "demokracji sterowanej". Walentynę Iwanownę chłopcy z Kremla zainstalowali na tym stanowisku, kiedy jej poprzednik Siergiej Mironow zaczął wierzgać przeciw nim i trzeba go było zastąpić kimś absolutnie posłusznym.

Najjaśniejszą, a przy tym niezależną kobiecą gwiazdą na rosyjskiej scenie politycznej w ostatnich latach była Irina Hakamada. Była ministrem przy Borysie Jelcynie, potrafiła skoczyć do oczu prezydentowi czy premierowi. Osiem lat temu wystąpiła przeciw Władimirowi Putinowi jako kandydatka na gospodarza Kremla. A dziś znalazła się dopiero na 71. miejscu listy "wpływowych". Cóż, ona sama kiedyś napisała, że polityka w Rosji to rzecz męska, a robi się ją w ruskiej łaźni, gdzie trzeba być nago, pić i "matierit'sia", czyli rzucać mięsem.

Wydawać by się mogło, że wysokie miejsce powinna zająć Ludmiła Putina, już od ponad 12 lat pierwsza dama Rosji. Znawcy przedmiotu umieścili ją jednak dopiero na 13. pozycji. I - co pewnie bolesne - cztery miejsca za śliczną gimnastyczką i deputowaną do Dumy Aliną Kabajewą. Plotkarze moskiewscy uparcie powtarzają, że premiera i 28-letnią Kabajewą łączą pasje nie tylko sportowe, i zastanawiają się, kto może być ojcem jej synka. Ona sama powtarza, że wychowywany przez nią Arsenij to jej siostrzeniec. Kilka lat temu rozeszła się pogłoska o tym, że Putin ożenił się z Kabajewą, posławszy poślubioną w 1983 r. Ludmiłę do klasztoru pod Pskowem.

I bez plotek widać, że życie z małżonkiem Ludmile Putinie nie układa się harmonijnie. On skrajnie rzadko pokazuje się z nią publicznie. A co roku 6 stycznia, w jej urodziny przypadające w prawosławną wigilię, samotnie wyjeżdża z domu na nocne nabożeństwo w jakiejś świątyni gdzieś w oddalonej od Moskwy prowincji.

Żonę premiera na liście "wpływowych" o dziewięć pozycji wyprzedziła Swietłana Miedwiediewa. Ją mąż zabiera do cerkwi w zasadzie zawsze, często pokazuje się z nią przy innych okazjach.

Są jednak wśród setki najważniejszych Rosjanek i prawdziwe caryce. Za władczynię rosyjskiej estrady uznać należy 63-letnią Ałłę Pugaczową zajmującą drugie po Matwijenko miejsce na liście wpływowych Rosjanek. Dziś występuje ona niezbyt często, ale wciąż decyduje, kto zrobi karierę na scenie, kto może wystąpić za świetne pieniądze na transmitowanym przez telewizję koncercie z okazji święta państwowego. "Caryca estrady" nie jest zależna od męskich kaprysów. Jest na odwrót. Rozstawszy się ze swym mężem, 45-letnim dziś piosenkarzem Filipem Kirkorowem, w grudniu wyszła za młodszego od siebie o 27 lat ślicznego parodystę Maksima Gałkina.

Wpływową Rosjanką umieszczoną przez ekspertów na nie takim już dalekim, bo 34. miejscu listy jest "caryca katastrof", generał i profesor Tatjana Anodina, od 21 lat żelazną ręką rządząca badającym wypadki lotnicze Międzypaństwowym Komitetem Lotniczym. Przetrwała upadek ZSRR, zmiany rządów, prezydentów, pucze i jej pozycja jest wciąż niezagrożona.

Lista pokazuje też, że "wbieganie do płonącej chaty" rzeczywiście jest w Rosji wciąż obowiązkiem kobiety. Trafił na nią cały gwiazdozbiór pań uczciwie i odważnie uprawiających niebezpieczny w tym kraju zawód dziennikarza. Jest tu i Marianna Maksimowska z telewizji REN TW (23. miejsce), Julia Łatynina (36.) i Olga Romanowa (43.) z "Nowej Gazety", tej samej, dla której pracowała zamordowana w 2006 r. za swe śmiałe teksty Anna Politkowska.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':