http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świat >  Portugalia

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Świat RSS

Cały świat szuka czteroletniej Madeleine McCann

Dominika Pszczółkowska
2007-06-14, ostatnia aktualizacja 2007-06-13 14:35

Na liście Interpolu znajduje się 320 zaginionych dzieci. A wygląda, że naprawdę wszyscy szukają tylko jednego z nich: czteroletniej Brytyjki Madeleine McCann, porwanej ponad miesiąc temu w Portugalii

Rodzicom, przy pomocy specjalistów od PR, prawników, przyjaciół i rodziny, udało się zainteresować losem córki cały świat. Artykuły na jej temat ukazały się od Tasmanii po Alaskę.

Brytyjska prasa i telewizja publikują materiały o niej codziennie a publiczną manifestację uczuć Brytyjczyków można porównać jedynie do tej po śmierci księżnej Diany w 1997 r. Maddie widział już w Europie prawie każdy. Dotychczas nie pomogło to jednak w jej odnalezieniu.

Tragedia rodziny zaczęła się trzeciego maja w Praia da Luz na południowym wybrzeżu Portugalii, gdzie McCannowie spędzali wakacje. Rodzice zostawili niespełna czteroletnią Madeleine oraz dwuletnie bliźniaki Amelie i Seana śpiących w hotelowym pokoju. Poszli zjeść kolację w restauracji na terenie hotelu, niecałe sto metrów dalej.

Co pół godziny wracali, by sprawdzić, czy u dzieci wszystko w porządku. Gdy przyszli o 21.30, w pokoju były tylko bliźniaki. Ktoś sforsował okiennicę na parterze i zabrał Madeleine.

Rodzinie natychmiast udało się zaalarmować nie tylko policję, lecz także media. Nie było to trudne - chwytająca za serce historia aż prosiła się, by ją opowiedzieć. McCannowie to rodzina jak z pocztówki - dwójka lekarzy z angielskiej prowincji, praktykujący katolicy z trójką uroczych dzieciaków.

Dziennikarze zaczęli towarzyszyć parze krok w krok. - Gdy przyjechałem na miejsce dwa dni po porwaniu, przed hotelem państwa McCann czekało 45 dziennikarzy - opowiada "Gazecie" Alex Woolfall, który w pierwszych dniach stał się rzecznikiem rodziny.

Portugalska policja, zasłaniając się tajemnicą śledztwa, miała niewiele do powiedzenia. Do dziś jedynym podejrzanym jest Brytyjczyk mieszkający od lat w Praia da Luz. Zaprzecza, że miał coś wspólnego z porwaniem, a policja nie ma dowodów, by go aresztować. W ostatni poniedziałek brytyjska prasa ujawniła, że jeden z policjantów zaangażowanych w poszukiwania Madeleine jest oskarżony o mataczenie w śledztwie dotyczącym zaginięcia innej dziewczynki w okolicy przed trzema laty.

Już w kilka dni po porwaniu o uwolnienie dziewczynki apelowały sławy: piłkarze Cristiano Ronaldo i David Beckham. Rodzice regularnie dostarczali mediom zdjęcia córeczki, robili, co mogli, by sprawa nie schodziła z czołówek gazet - wygłaszali oświadczenia, uczestniczyli w nabożeństwach, uprzedzali dziennikarzy, kiedy i gdzie będzie można ich zobaczyć.

W ciągu zaledwie kilku dni o Madeleine mówił premier Tony Blair. Bogaci biznesmeni i inne osoby publiczne, m.in. pisarka J.K. Rowling, wpłacili na fundusz mający pomóc w jej uwolnieniu 2,5 mln funtów. Kolejne 0,5 mln wpłacili ludzie wchodzący na stronę internetową rodziny (www.findmadeleine.com). Teledysk ze zdjęciami dziewczynki pokazany został w przerwie meczu piłkarskiego między Chelsea a Manchester United.

Po kilku dniach Madeleine była już tak znana, że nikogo nie trzeba było namawiać do pomocy. - Znane osoby same zgłaszały się do nas - mówi Woolfall. Znaleźli się też oszuści - w internecie pojawiło się wiele fałszywych stron, gdzie można wpłacać pieniądze.

Gdy zainteresowanie spadało, rodzice przekraczali kolejne granice intymności. Udzielili wywiadów, w których mówili o swym poczuciu winy. Pozwolili fotografom towarzyszyć sobie w zabawach z bliźniakami, do tego czasu nie pokazywanymi publicznie. Gerry McCann założył nawet blog.

Niedawno parę przyjął nawet papież Benedykt XVI, który obiecał modlić się za całą rodzinę. Państwo McCann ruszyli także w tournée po Europie - Hiszpanii, Niemczech, Holandii, a także Maroku, by nie tylko Brytyjczycy i Portugalczycy szukali ich małej córeczki.

Brytyjskie brukowce szaleją. Czytelnicy dowiedzieli się już m.in., że "mama Maddie we śnie nie puszcza bliźniaków", że "motyl dodał nadziei odważnej Kate McCann, lądując na jej włosach na placu św. Piotra", że "brat i siostra Maddie McCann posyłają buziaki, gdy widzą ją w telewizji". Policja otrzymuje setki telefonów od osób, które sądzą, że widziały Madeleine. Ostatni fałszywy trop wiódł do marokańskiego Marakeszu.

Zdaniem niektórych to medialne szaleństwo zaszło już za daleko. "To przesada do absurdu, niewiarygodnie perwersyjne i męczące" - palnął jako pierwszy komentator "Guardiana" Simon Jenkins. Zdaniem "Independenta" medialna histeria "nie oferuje zbiorowego katharsis, a jedynie rozprzestrzenia wirus strachu" przed czymś, co na liście zagrożeń znajduje się bardzo, bardzo daleko.

Inni podkreślają, że Madeleine nie jest jedyną zaginioną dziewczynką na świecie. Oburzeni są szczególnie niektórzy komentatorzy w Portugalii, którzy zwracają uwagę, że w zeszłym roku zaginęło tam 31 dzieci. "Nie widzieliśmy helikopterów ani samolotów wyczarterowanych przez telewizję, ani setek policjantów z wyszkolonymi psami" - pisze w dzienniku "Publico" prawnik José Miguel J dice.

Niektórzy podkreślają, że według UNICEF-u na świecie przemycanych jest 1,2 mln dzieci rocznie. Tyle, że większość z nich to nie dzieci białych rodziców z zachodnioeuropejskiej klasy średniej.

- Rodzice Madeleine zdają sobie sprawę, że nie są jedynymi przeżywającymi taką tragedię. Starają się nagłośnić tę sprawę w szerszym kontekście, pomóc także innym - broni ich Alex Woolfall, który od dwóch tygodni nie zajmuje się już sprawami rodziny - zastąpił go specjalista ds. PR przysłany przez brytyjski MSZ.

Większość specjalistów zgadza się, że ciągłe publikowanie zdjęć zwiększa szanse na odnalezienie dziewczynki. Niektórzy zwracają jednak uwagę, że porywacze nigdy nie pokażą jej publicznie, póki wszędzie są jej zdjęcia i że kampania może spowodować, że spanikują i posuną się do najgorszego.

Tymczasem rodzicom małej Madeleine coraz trudniej utrzymywać zainteresowanie. Policja nadal nie ma nic ważnego do powiedzenia. "Dziennikarzy jest tu coraz mniej. Wozy satelitarne wyjeżdżają. W zeszłym tygodniu za McCannami chodziły dziesiątki kamer. Dziś nie śledzi ich już prawie nikt" - pisze korespondent telewizji Sky Ashish Joshi.

Państwo McCann twierdzą, że nie zamierzają bez córki wracać do domu. Prędzej czy później zostaną w Portugalii sami.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

1 głos

Gazeta Wyborcza
Newsletter

Nie przegapisz żadnej wiadomości. Zamów codzienny newsletter z najnowszymi informacjami Gazety Wyborczej Zobacz przykład