http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Terreblanche - okrutna śmierć rasisty

Wojciech Jagielski
2010-04-06, ostatnia aktualizacja 2010-04-05 16:22

Przywódca zwolenników przywrócenia apartheidu w RPA został zamordowany we własnym łóżku. Władze Południowej Afryki obawiają się zamieszek.

Lider południowoafrykańskiej skrajnej prawicy Eugene Terre'blanche
Fot. HOWARD BURDITT Reuters
Lider południowoafrykańskiej skrajnej prawicy Eugene Terre'blanche
Eugene Terreblanche, uzurpując sobie przed laty rolę przywódcy białych Afrykanerów, odgrażał się, że prędzej utopi kraj we krwi, niż odda go czarnej większości. Teraz zginął we własnym domu z ręki robotników rolnych, których dręczył i którym nie chciał zapłacić zarobionych pieniędzy.

70-letni Terreblanche został znaleziony w niedzielę wielkanocną w swoim łóżku, zalany krwią, z maczetą wbitą w pierś. Zabójcy sami wezwali policję, która ich aresztowała. Dziś staną przed sądem.

Jeden z zabójców ma 21 lat, drugi - 15. Przyznają, że pracowali u Terreblanche'a na farmie w miasteczku Ventersdorp, 150 km na zachód od Johannesburga, niedaleko granicy z Botswaną. Twierdzą, że poszło o pieniądze - Terreblanche nie chciał im zapłacić 300 randów (130 zł) miesięcznej pensji i od dawna obrażał ich i poniżał. - Był złym szefem - powiedzieli zabójcy policji. - Nie mogliśmy dłużej go znosić. Sam nas popchnął do tego, że musieliśmy go zabić.

"Żal nam, że Terreblanche zginął w ten sposób, zamordowany z zimną krwią - ogłosiła w poniedziałek radykalna, czarna partia Organizacja Ludów Azanii. - To smutne, ale w identyczny sposób on sam zabijał czarnych robotników rolnych".

Władze RPA przekonują, że zabójstwo Terreblanche'a ma podłoże wyłącznie kryminalne, podobnie jak większość zabójstw ponad 3 tys. białych farmerów zamordowanych w Południowej Afryce po 1994 r., gdy władzę w kraju przejęła czarnoskóra większość. Ale fakt, że w wielkanocną niedzielę, na wieść o zabójstwie Terreblanche'a, prezydent Jacob Zuma postanowił wygłosić telewizyjne orędzie, potwierdza, że nie było to pospolite morderstwo, do jakich w Południowej Afryce dochodzi codziennie pół setki razy.

Zuma wezwał obywateli do zachowania spokoju, by śmierć Terreblanche'a nie posłużyła za pretekst do wywołania rasowych niepokojów. Krewni, przyjaciele, a także niedobitki z niegdysiejszych fanatycznych zwolenników Terreblanche'a nie mają jednak wątpliwości, że samozwańczy wódz Afrykanerów został zabity z powodu koloru skóry i politycznych poglądów.

Śmierć Terreblanche'a jest najgłośniejszym zabójstwem południowoafrykańskiego polityka od 1993 r., gdy - także w Wielką Sobotę - z ręki polskiego imigranta Janusza Walusia zginął przywódca czarnej większości i niedoszły następca Nelsona Mandeli Chris Hani.

Śmierć Haniego miała storpedować pokojowe rozmowy prowadzone przez biały rząd i przywódców czarnej większości o demontażu apartheidu. Terreblanche nigdy nie krył swego podziwu dla Walusia, a Polak przyznawał się do sympatii dla dowodzonego przez brodatego Bura Afrykanerskiego Ruchu Oporu (AWB) - lubującej się w neofaszystowskiej stylistyce organizacji radykalnych obrońców apartheidu.

Terreblanche rzeczywiście zrobił wiele, by ratować apartheid. W 1993 r. jego bojówkarze wdarli się do budynku, w którym trwały obrady południowoafrykańskiego okrągłego stołu. Zanim nie przepędziła ich policja, uzbrojeni po zęby bojówkarze poszturchiwali i obrażali negocjatorów, oddawali mocz na dywany i meble.

Rok później, na rozkaz Terreblanche, komando AWB najechało bantustan Bophutatswana, by bronić tamtejszego kacyka, którego wraz z całym jego państwem usiłowali obalić zwolennicy Kongresu Narodowego. Wyprawa na Bophutatstwanę zakończyła się klęską i upokorzeniem Terreblanche'a, który jak zwykle ograniczył się do wojowniczych przemówień, ale sam karku nie nadstawiał.

Afrykanerzy ostatecznie porzucili groteskowego samozwańca i posłuchali ostatniego białego dowódcy południowoafrykańskiego wojska gen. Constanda Viljoena, który opowiedział się za ugodą z czarną większością. Tuż przed wyborami w 1994 r. bojówki AWB dokonały jeszcze kilku zamachów, w których zginęło kilkadziesiąt osób, ale upadek apartheidu oznaczał też polityczną śmierć Terreblanche'a.

Odtąd prowadził on wojnę z czarnymi już tylko na własną rękę i tylko w rodzinnym Ventersdorpie. W 2000 r. został skazany na pół roku więzienia za to, że pobił i poszczuł psami czarnoskórego pracownika stacji benzynowej. Psami zwykł szczuć też dziennikarzy - w 1995 r. spuścił je też na mnie i fotoreportera "Gazety" Krzysztofa Millera.

W 2001 r. tak bardzo skatował jednego ze swoich robotników rolnych, że ten, z uszkodzonym mózgiem, został kaleką do końca życia. Terreblanche został skazany za to na pięć lat więzienia. Odsiedział trzy.

Jego zwolennicy winą za jego śmierć obarczają Juliusa Malemę, populistycznego przywódcę młodzieżówki Kongresu Narodowego, który na swoich wiecach śpiewa dawną powstańczą pieśń z wezwaniem do zabijania Burów. W zeszłym tygodniu dwa sądy w RPA zakazały publicznego śpiewania tej pieśni jako nawołującej do rasowej nienawiści.

- Nie mam nic wspólnego ze śmiercią Terreblanche'a - oświadczył wczoraj Malema, który publicznie wychwala prezydenta Zimbabwe Roberta Mugabego za to, że ten siłą wywłaszczył wszystkich tamtejszych białych farmerów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':