- Niemieckie władze planują przejściowe wyłączenie na trzy miesiące siedmiu reaktorów zbudowanych przed 1980 r. - poinformowała w Berlinie osobiście kanclerz Niemiec
Angela Merkel. Nieoficjalnie przedstawiciele rządu mówią, że niektóre z tych reaktorów, a może wszystkie, po tym okresie nie wznowią już pracy.
Takie uzgodnienie takie zapadły na spotkaniu Merkel z premierami krajów związkowych, w których znajdują się elektrownie jądrowe. Spotkanie poświęcone było konsekwencjom katastrofy nuklearnej w Japonii.
W Niemczech czynnych jest obecnie 17 elektrowni atomowych, które pokrywają 23 proc. zapotrzebowania na energię elektryczną w Niemczech.
Jeszcze przed spotkaniem z Merkel premier sąsiadującego z Polską niemieckiego landu Brandenburgia Matthias Platzeck oraz przedstawiciele władz Berlina wyrazili nadzieję, że po katastrofie w Japonii polski rząd przemyśli swoje plany budowy pierwszej elektrowni atomowej.
- Mam nadzieję, że nasi polscy sąsiedzi dojdą do wniosków, które odpowiadają aktualnej sytuacji - powiedział Platzeck, cytowany we wtorkowym wydaniu dziennika "Der Tagesspiegel".
W nadanej we wtorek rozmowie z rozgłośnią RBB polityk ten ocenił, że energia atomowa nie jest odpowiednią dla ludzkości formą produkcji energii elektrycznej. Jak dodał, życzyłby sobie, aby ten pogląd dotarł również do polskich sąsiadów Brandenburgii.
Także rzecznik Senatu (czyli rządu krajowego) Berlina Richard Meng oświadczył, że "energia jądrowa nie jest rozwiązaniem". I dodał, ta zmiana myślenia powinna prowadzić do odejścia od energii atomowej w Niemczech oraz rezygnacji z planów budowy elektrowni jądrowej w Polsce.
W poniedziałek rzecznik rządu Paweł Graś potwierdził, że Polska nie zmieni swoich planów związanych z budową pierwszej elektrowni jądrowej.
Ministerstwo Gospodarki zakłada, że budowa ruszy w 2016 roku, a prąd z pierwszego bloku ma popłynąć w 2020 r. Szacunkowa moc elektrowni to 3 tys. MW. Do końca 2013 r. ma nastąpić wybór ostatecznej lokalizacji elektrowni.