http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koszmar Love Parade

Bartosz T. Wieliński
2010-07-26, ostatnia aktualizacja 2010-08-16 14:37

Jedna osób, które odniosły rany podczas Love Parade
Jedna osób, które odniosły rany podczas Love Parade
Fot. AP/Hermann J. Knippertz

W sobotę w przechodzącym przez niemiecki Duisburg milionowym korowodzie fanów muzyki techno niespodziewanie wybuchła panika. Tłum stratował na śmierć 19 osób, raniąc ponad 340

Love Parade po tragedii
Fot. Hermann J. Knippertz AP
Love Parade po tragedii
Służby ratunkowe na Love Parade
Fot. Kirsten Neumann REUTERS
Służby ratunkowe na Love Parade
SERWISY
To miała być największa impreza na świeżym powietrzu w Europie. Na Love Parade do Duisburga zjechali ludzie z całego świata. Podupadłe górniczo-hutnicze miasto w Zagłębiu Ruhry miało stać się stolicą muzyki techno, upojnej zabawy i wolnej miłości. Tymczasem wydarzyła się potworna tragedia...

W upalne popołudnie gigantyczny tłum fanów techno wymknął się spod kontroli organizatorów. - To było jak wojna. Ludzie padali na ziemię, inni, by wyjść, wspinali się po ścianach. A z tyłu pchali następni, depcząc tych, co leżeli. Policja próbowała interweniować, ale w obliczu takiej ciżby nie miała szans - opowiadał dziennikarzom niemieckiej telewizji Udo, jeden z uczestników.

Wszystko zapowiadało się dobrze. Jeszcze wczesnym popołudniem organizatorzy z dumą mówili, że na tegoroczną Love Parade przybędzie do Duisburga ponad milion osób. Fani zbierali się na skraju miasta na terenie nieużywanego dworca towarowego. O 14 ruszył korowód 16 platform, z których didżeje puszczali głośną dyskotekową muzykę. Wokół nich kłębiły się tłumy młodych ludzi, część w fantazyjnych kostiumach, część półnaga.

Było gorąco, dziennikarze podawali w relacjach na żywo, że wódka i piwo leją się strumieniami. Nad bezpieczeństwem czuwały setki policjantów i ratowników medycznych. Przed godziną 16 okazało się, że tłum bawiących się pod dworcem jest tak duży (dobija miliona), iż policja przestała wpuszczać nowych chętnych. Przed bramkami zostało kilkaset tysięcy ludzi, a według niektórych szacunków nawet milion. Policja nakazała im wracać z powrotem do centrum Duisburga, ale na imprezę wciąż przychodzili kolejni. Przed wejściem utworzył się gigantyczny zator. Co gorsza, droga na imprezę wiodła przez wąską ulicę i tunel pod autostradą.

Właśnie w tym tunelu po godz. 17 doszło do tragedii. - Ludzie stali ściśnięci jak sardynki, nie mogli się ruszyć, zaczynało brakować powietrza. By się wydostać, trzeba było się bić - opisuje jeden z uczestników. Nagle ktoś zaczął krzyczeć. W tunelu od razu wybuchła panika, wszyscy zaczęli się tratować.

Gdy godzinę później przedarły się tam ekipy ratowników, ich oczom ukazał się prawdziwy rozmiar tragedii. Znaleźli ciała 16 zabitych - większość zmiażdżyły stalowe schody u wejścia do tunelu, które runęły, gdy setki fanów chciały wydostać się nimi z pułapki. Rannych było kilkuset. Wielu trzeba było reanimować. Część miała poważne obrażenia kręgosłupa. "Tunel zamienił się w śmiertelną pułapkę" - opisują portale internetowe.

W sumie do szpitali przewieziono 345 osób, trzy z nich zmarły. Kiedy w tunelu działy się dantejskie sceny, Love Parade trwała dalej. Organizatorzy i policja postanowili nie kończyć imprezy, by nie ściągnąć sobie na głowę kolejnego problemu - tysiące rozwścieczonych i pijanych ludzi mogło wywołać zamieszki.

Dzień po tragedii w Niemczech nastrój żałoby mieszał się ze złością. Love Parade za Odrą organizuje się od 21 lat (do 2006 r. odbywały się w Berlinie). Nie zdarzyło się jeszcze, by ktoś zginął. Co w takim razie zawiodło w Duisburgu?

W niedzielę niemieckie media oskarżyły organizatorów, że źle przygotowali imprezę. - Widziałem już wiele rzeczy, ale to przechodzi wszelkie pojęcie. Władze miasta zlekceważyły wszystkie przepisy dotyczące bezpieczeństwa - mówi anonimowo "Spieglowi" oficer policji. Tygodnik podaje, że policja i straż pożarna przygotowały własną koncepcję zabezpieczenia imprezy. Chcieli, by fani mogli wchodzić na nią z kilku stron. To jednak wymagałoby zaangażowania większej ilości funkcjonariuszy i zwiększałoby koszty. Dlatego władze Duisburga postanowiły wpuszczać ludzi w jednym punkcie, przez tunel.

Fani z kolei oskarżają policję. Na dobrą godzinę przed wybuchem paniki ostrzegali funkcjonariuszy, że w tunelu dzieje się coś złego i może dojść do tragedii. Mundurowi apele ignorowali.



Poza tym źle oszacowano liczbę uczestników. Spodziewano się, że Love Parade przyciągnie 500 tys. ludzi - przybyło ponad trzy razy tyle.

Niemiecka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci 19 osób. Niezależnie od tego, jak się ono zakończy, wiadomo już jedno: była to ostatnia Love Parade w Niemczech. W związku z tragedią organizatorzy nie będą jej kontynuować.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów