To miała być największa impreza na świeżym powietrzu w Europie. Na Love Parade do Duisburga zjechali ludzie z całego świata. Podupadłe górniczo-hutnicze miasto w Zagłębiu Ruhry miało stać się stolicą muzyki techno, upojnej zabawy i wolnej miłości. Tymczasem wydarzyła się potworna tragedia...
W upalne popołudnie gigantyczny tłum fanów techno wymknął się spod kontroli organizatorów. - To było jak wojna. Ludzie padali na ziemię, inni, by wyjść, wspinali się po ścianach. A z tyłu pchali następni, depcząc tych, co leżeli. Policja próbowała interweniować, ale w obliczu takiej ciżby nie miała szans - opowiadał dziennikarzom niemieckiej telewizji Udo, jeden z uczestników.
Wszystko zapowiadało się dobrze. Jeszcze wczesnym popołudniem organizatorzy z dumą mówili, że na tegoroczną Love Parade przybędzie do Duisburga ponad milion osób. Fani zbierali się na skraju miasta na terenie nieużywanego dworca towarowego. O 14 ruszył korowód 16 platform, z których didżeje puszczali głośną dyskotekową muzykę. Wokół nich kłębiły się tłumy młodych ludzi, część w fantazyjnych kostiumach, część półnaga.
Było gorąco, dziennikarze podawali w relacjach na żywo, że wódka i piwo leją się strumieniami. Nad bezpieczeństwem czuwały setki policjantów i ratowników medycznych. Przed godziną 16 okazało się, że tłum bawiących się pod dworcem jest tak duży (dobija miliona), iż policja przestała wpuszczać nowych chętnych. Przed bramkami zostało kilkaset tysięcy ludzi, a według niektórych szacunków nawet milion. Policja nakazała im wracać z powrotem do centrum Duisburga, ale na imprezę wciąż przychodzili kolejni. Przed wejściem utworzył się gigantyczny zator. Co gorsza, droga na imprezę wiodła przez wąską ulicę i tunel pod autostradą.
Właśnie w tym tunelu po godz. 17 doszło do tragedii. - Ludzie stali ściśnięci jak sardynki, nie mogli się ruszyć, zaczynało brakować powietrza. By się wydostać, trzeba było się bić - opisuje jeden z uczestników. Nagle ktoś zaczął krzyczeć. W tunelu od razu wybuchła panika, wszyscy zaczęli się tratować.
Gdy godzinę później przedarły się tam ekipy ratowników, ich oczom ukazał się prawdziwy rozmiar tragedii. Znaleźli ciała 16 zabitych - większość zmiażdżyły stalowe schody u wejścia do tunelu, które runęły, gdy setki fanów chciały wydostać się nimi z pułapki. Rannych było kilkuset. Wielu trzeba było reanimować. Część miała poważne obrażenia kręgosłupa. "Tunel zamienił się w śmiertelną pułapkę" - opisują portale internetowe.
W sumie do szpitali przewieziono 345 osób, trzy z nich zmarły. Kiedy w tunelu działy się dantejskie sceny, Love Parade trwała dalej. Organizatorzy i policja postanowili nie kończyć imprezy, by nie ściągnąć sobie na głowę kolejnego problemu - tysiące rozwścieczonych i pijanych ludzi mogło wywołać zamieszki.
Dzień po tragedii w Niemczech nastrój żałoby mieszał się ze złością. Love Parade za Odrą organizuje się od 21 lat (do 2006 r. odbywały się w Berlinie). Nie zdarzyło się jeszcze, by ktoś zginął. Co w takim razie zawiodło w Duisburgu?
W niedzielę niemieckie media oskarżyły organizatorów, że źle przygotowali imprezę. - Widziałem już wiele rzeczy, ale to przechodzi wszelkie pojęcie. Władze miasta zlekceważyły wszystkie przepisy dotyczące bezpieczeństwa - mówi anonimowo "Spieglowi" oficer policji. Tygodnik podaje, że policja i straż pożarna przygotowały własną koncepcję zabezpieczenia imprezy. Chcieli, by fani mogli wchodzić na nią z kilku stron. To jednak wymagałoby zaangażowania większej ilości funkcjonariuszy i zwiększałoby koszty. Dlatego władze Duisburga postanowiły wpuszczać ludzi w jednym punkcie, przez tunel.
Fani z kolei oskarżają policję. Na dobrą godzinę przed wybuchem paniki ostrzegali funkcjonariuszy, że w tunelu dzieje się coś złego i może dojść do tragedii. Mundurowi apele ignorowali.
Poza tym źle oszacowano liczbę uczestników. Spodziewano się, że Love Parade przyciągnie 500 tys. ludzi - przybyło ponad trzy razy tyle.
Niemiecka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci 19 osób. Niezależnie od tego, jak się ono zakończy, wiadomo już jedno: była to ostatnia Love Parade w Niemczech. W związku z tragedią organizatorzy nie będą jej kontynuować.