Bożena Winczewska, córka rozstrzelanego przez Niemców żołnierza AK, domaga się od niemieckiego rządu odszkodowania za straty moralne. - Pozew ma szanse, ale walka będzie długa - mówi Martin Klinger, niemiecki adwokat, który wywalczył odszkodowania dla rodzin zamordowanych przez nazistów Greków.
Chodzi o ofiary masakry w wiosce Distomo w 1944 r. Esesmani w odwecie za ataki partyzantów zabili tam 218 osób. Obcinali im głowy, gwałcili kobiety, rozpruwali brzuchy ciężarnym. W 1997 r. potomkowie ofiar wywalczyli przed greckim sądem 27 mln euro odszkodowania od rządu Niemiec.
Rząd w Berlinie odmówił ich wypłaty i niemiecki adwokat rodzin Greków składał kolejne apelacje. Powoływał się przy tym na immunitet, który zgodnie z prawem międzynarodowym przysługuje każdemu państwu. Gdy wyrok się uprawomocnił, prawnicy ofiar szykowali się do zajęcia ateńskiej siedziby Instytutu Goethego. Akcję powstrzymał grecki rząd, powołując się właśnie na międzynarodowy immunitet Berlina.
Grecy złożyli więc skargi w sądach niemieckich oraz w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Tam też przegrali, zdecydowali się więc na proces we Włoszech. Europejskie prawo pozwala bowiem egzekwować od dłużnika roszczenia w innym kraju Unii, jeśli nie udaje się to w kraju macierzystym.
W 2008 r. włoski sąd najwyższy uznał ich prawo do odszkodowań. Sąd uznał, że immunitet nie chroni przed odpowiedzialnością za zbrodnie przeciwko ludzkości - a tym były represje, które spadły na Greków podczas wojny.
Włosi w ten sposób stworzyli precedens. W 2009 r. rzymski sąd wojskowy nakazał Niemcom wypłacić 1,25 mln euro odszkodowań dla rodzin dwustu ofiar prowadzonej przez SS pacyfikacji w prowincji Arezzo w Toskanii. Włoska prasa spekulowała, że podobnych spraw będą dziesiątki tysięcy.
Niemcy zaskarżyli wyrok do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Jego decyzji jeszcze nie ma.
W Polsce w podobny sposób o odszkodowanie walczy 70-letni Winicjusz Natoniewski spod Wejherowa. Jako dziecko został poważnie poparzony podczas pacyfikacji. Od Niemiec domaga się miliona złotych. Ponieważ jego pozwy odrzucano w kolejnych instancjach, złożył kasację do sądu najwyższego.
Bartosz T. Wieliński: Jakie szanse na odszkodowanie ma Bożena Winczewska? Martin Klinger, niemiecki adwokat rodzin Greków zamordowanych przez SS w Distomo: Na pewno nie jest bez szans. Już sam fakt, że również w Polsce znajdują się ludzie, którzy chcą, by Niemcy zadośćuczynili za zbrodnie popełnione podczas wojny, ma znaczenie. Rośnie bowiem międzynarodowa presja.
Trzeba jednak pamiętać, że choć wprawdzie od Niemiec udaje się wywalczyć w sądzie odszkodowania, sprawy ciągną się latami. Krewni ofiar Distomo pierwsze pozwy złożyli w 1995 r. Ostateczne wyroki zapadały po 15 latach. Wiele będzie też zależeć od tego, jak sprawę potraktują polscy sędziowie.
Nasi eksperci powołują się na immunitet, który przysługuje Niemcom i odrzucają pozwy... - Gdybym ja prowadził sprawę pani Winczewskiej, przedstawiłbym sądowi wyroki sądów w Grecji i we Włoszech. Te jednoznacznie stwierdziły, że w sprawach o zbrodnie przeciwko ludzkości immunitet nie przysługuje. Sąd musiałby te orzeczenia wziąć pod uwagę. To ważne, by udowodnić, że w pozwie nie chodzi o spór jednostki z państwem niemieckim, tylko część wielkiej międzynarodowej układanki. Duże znaczenie będzie miała też decyzja polskiego sądu najwyższego w sprawie Winicjusza Natoniewskiego.
Czy gdyby polski sąd odmówił pani Winczewskiej, może ona skarżyć Niemcy przed sądem we Włoszech? - Teoretycznie tak. Mogę sobie wyobrazić, że włoski sąd przyjąłby taki pozew, choć największe szanse na rozpatrzenie mają skargi dotyczące zbrodni, które Niemcy popełnili we Włoszech. Najprawdopodobniej ostatnie słowo miałby tutaj włoski sąd najwyższy. Cała procedura trwałaby latami.
Włoskie sądy już dwa lata temu przyznały pana klientom odszkodowanie. Czy Niemcy zapłacili? - Sprawa ciągle się toczy. Włoscy prawnicy zajęli na poczet odszkodowania pieniądze, które włoska kolej jest winna niemieckiej. Chodzi o należność za sprzedane bilety na pociągi międzynarodowe. To 25 mln euro. Niemiecka kolej próbuje przed włoskim sądem zablokować wypłatę, bo twierdzi, że nie jest państwową firmą. Niemcy zaskarżyli też
Włochy w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości, gdzie dowodzą, że pozbawienie ich immunitetu było bezprawne. Sugerują, że postępowanie włoskich sądów może w przyszłości przynieść nieprzewidywalne szkody. Pozostaje nam cierpliwie czekać na wyroki.
Niemcy twierdzą, że gdyby uwzględnić wszystkie pozwy, kraj by zbankrutował... - Gdyby kolejne rządy chciały rozwiązać ten problem i zadośćuczynić ofiarom, dawno szukałyby międzynarodowego rozwiązania. Woleliśmy jednak udawać, że problemu nie ma i zasłaniać się międzynarodowym prawem. Jestem zdania, że musimy ponieść konsekwencje za zbrodnie III Rzeszy. Dlatego jako Niemiec zajmuję się tą sprawą.