http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wschodnioniemiecka melancholia

Piotr Buras
2009-11-10, ostatnia aktualizacja 2009-11-10 01:09

Nostalgia za NRD jest wyrazem sprzeciwu wobec niełatwej codzienności w zjednoczonych Niemczech, a nie chęci odwrócenia biegu dziejów

Piotr Buras
Fot. Paweł Kozioł / AG
Piotr Buras
- Na naszych oczach zrasta się ze sobą to, co do siebie należy - mówił przed 20 laty Willy Brandt w obliczu upadającego muru berlińskiego. Przy okazji obchodzonej hucznie okrągłej rocznicy tego wiekopomnego wydarzenia sondaże dotyczące postępów w "zrastaniu się" dostarczają raczej łyżki dziegciu, niż osładzają smak bilansu ostatnich dwóch dekad.

Według badań instytutu Allensbach z maja br. aż 63 proc. Niemców ze wschodu i 42 proc. ich rodaków z zachodu uważa, że różnice między obu częściami kraju przeważają. Tylko co dziesiąty jest zdania, że dominuje uczucie wspólnoty. Prawie połowa (49 proc.) mieszkańców byłej NRD uważa, że kraj Honeckera miał więcej dobrych niż złych stron, a także - że około 12 proc. Niemców w całym kraju chciałoby odbudowy muru berlińskiego.

Tylko 25 proc. wschodnich Niemców czuje się dzisiaj pełnoprawnymi obywatelami republiki. To i tak o 16 proc. więcej niż dwanaście lat temu.

Pisarka Jana Hensel, urodzona w 1976 r. w NRD, nazywa w nowej książce "Uwaga, strefa" to pogłębiające się poczucie rezygnacji i obcości we własnym kraju wschodnioniemiecką melancholią: "Po uczuciu nowego początku w pierwszych latach po zjednoczeniu objęła ona coraz szersze kręgi Niemców wschodnich i na dobre zakorzeniła się w ich duszach, gdyż przez te dwie dekady wielu uważało, że muszą się po prostu dostosować, indywidualnie i jako społeczeństwo".

Tylko 29 proc. zatrudnionych w 1989 r. miało w 1993 r. jeszcze tę samą pracę, wszyscy inni albo wylądowali na bruku, albo musieli się przekwalifikować. Dla przyzwyczajonych do małej stabilizacji obywateli NRD był to szok, którego skutki widać do dzisiaj. Najbardziej dotknięci byli ówcześni 40-50-latkowie, którym szczególnie trudno było odkreślić przeszłość i zacząć od nowa. To oni po dwudziestu latach należą do ludzi najbardziej zgorzkniałych i idealizujących NRD.

Ale szukając powodów, dla których duża część Niemców w landach wschodnich postrzega siebie jako obywateli drugiej kategorii, nie sposób ograniczyć się do społeczno-gospodarczych konsekwencji zjednoczenia. Tym bardziej że standard życia znakomitej większości zdecydowanie się poprawił. Wydłużyła się długość życia, która jest dzisiaj porównywalna do zachodniej, stan zdrowia jest także podobny, a emeryci, którzy zapracowali na nie jeszcze w NRD, mają świadczenia nawet wyższe niż ich rówieśnicy w "starych" landach.

To dlatego w badaniach opinii publicznej można znaleźć także bardziej optymistyczne wnioski. 80 proc. Niemców na wschodzie (tyle samo zresztą na zachodzie) uważa upadek muru za wydarzenie jednoznacznie szczęśliwie. A 91 proc. cieszy się nadal ze zjednoczenia (więcej niż na Zachodzie). Najwyraźniej nawet ci, którzy zapytani o przeszłość skłonni są roztkliwiać się nad zaletami państwa SED, nie wyobrażają sobie w żadnym razie powrotu do tamtej rzeczywistości.

Przyczyny poczucia niedowartościowania Niemców ze wschodu tkwią także w publicznym dyskursie zdominowanym przez zachodnie elity i media. Istotną rolę odgrywa tu pamięć o wydarzeniach 1989 r. i symbolika upadku muru. Przez dwadzieścia lat przyjęło się widzieć datę 9 listopada 1989 r. jako preludium zjednoczenia Niemiec. To zjednoczenie Niemiec przyniosło im wolność, przywykło się myśleć na Zachodzie, że byli enerdowcy powinni być wdzięczni, że zostali wyciągnięci z bagna NRD.

Dopiero przy okazji tegorocznej rocznicy zaczęło sobie torować drogę inne spojrzenie. Upadek muru był w pierwszym rzędzie finałem rewolucji wolności, za sprawą której setki tysięcy mieszkańców NRD zmusiły komunistyczne władze do ustępstw i doprowadziły do ich upadku. "Wolność przyszła przed jednością" - dopiero w takiej, doceniającej historyczną rolę Ossis w obaleniu komunizmu pamięci zbiorowej mogą się oni w pełni odnaleźć.

Podobny problem dotyczy rozliczeń z byłą NRD. To paradoks: opozycjoniści wschodnioniemieccy naciskali, by bez taryfy ulgowej pokazać kulisy działania zbrodniczego reżimu enerdowskiego, łącznie z problemem tajnych współpracowników Stasi. Ale ten ostatni temat do tego stopnia zdominował publiczną debatę o NRD, że dla wielu Niemców na zachodzie jawi się ona po prostu jako kraj szpicli i kapusiów. To dlatego nawet niektórzy byli przeciwnicy reżimu, np. Wolfgang Thierse, sprzeciwiają się nazywaniu NRD państwem bezprawia, widząc w tym także dezawuowanie biografii zwykłych obywateli.

W 20. rocznicę upadku muru trzeba powiedzieć także, że to nie podział na wschód i zachód jest dzisiaj kluczowym problemem społecznym Niemiec. Wzrost nierówności i niesprawiedliwości społecznych odczuwany jest podobnie w obu częściach kraju, a dla jedności społeczeństwa największym wyzwaniem jest dziś integracja imigrantów. Także landy wschodnie to nie monolit. Podział między tymi, którzy odnieśli sukces, a tymi, którzy znaleźli się na marginesie, jest z pewnością większy niż między Ossis a Wessis.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':