http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niemcy to antysemici?

Bartosz T. Wieliński
2012-01-28, ostatnia aktualizacja 2012-01-27 21:13

Zdewastowany żydowski cmentarz w Schwäbisch Hall na południu Niemiec. Zdjęcie z października 2000 roku
Zdewastowany żydowski cmentarz w Schwäbisch Hall na południu Niemiec. Zdjęcie z października 2000 roku
Fot. FRM DPA/AFP

Co piąty Niemiec jest ukrytym antysemitą. Po antyżydowskie stereotypy sięgają nie tylko neonaziści, ale i politycy lewicy, a nawet dzieci - alarmują autorzy raportu dla Bundestagu. Czy 67 lat od śmierci Hitlera Niemcy są wciąż chorzy na antysemityzm?

Zbezczeszczona macewa z cmentarza w Dortmundzie. 2005 rok
Fot. MARTIN MEISSNER ASSOCIATED PRESS
Zbezczeszczona macewa z cmentarza w Dortmundzie. 2005 rok
SERWISY
- Syn znajomych podszedł do kolegi i mówi do niego: "Ty Żydzie". Potem się tłumaczył, że użył słowa "Żyd" jako obelgi, bo w szkole wszyscy tak robią. Zamurowało mnie. Co robią jego nauczyciele? - zastanawia się dr Juliane Wetzel z Centrum Badań nad Antysemityzmem Politechniki Berlińskiej, współautorka raportu o obliczach niemieckiego antysemityzmu.

Cztery lata temu Bundestag zamówił ten raport u dziesięciu renomowanych znawców tematu. Kilka dni temu wyniki prowadzonych od 2009 roku badań opublikowano - zdaniem niemieckich mediów są szokujące.

Wynika z nich bowiem, że antysemityzm na trwałe zakorzenił się w społeczeństwie. Stereotypy i uprzedzenia kultywują nie tylko neonaziści czy żyjący za Odrą muzułmańscy fanatycy, ale i zwyczajni obywatele. "Antysemityzm dotarł do serca społeczeństwa i ma się dobrze" - piszą twórcy ponad 200-stronicowego raportu.

Z ich badań wynika przede wszystkim, że co piąty Niemiec jest ukrytym antysemitą, tzn. nie okazuje tych poglądów na zewnątrz. Na pierwszy rzut to niewiele - międzynarodowa Liga przeciwko Zniesławieniu podaje, że w Polsce czy Hiszpanii takich osób jest nawet dwa razy tyle.

Ale w Niemczech w walkę z antysemityzmem od półwiecza angażują się tysiące polityków i działaczy społecznych. Walczy z nim wymiar sprawiedliwości - za antyżydowskie hasła można pójść nawet na pięć lat do więzienia. Tyle samo grozi za kłamstwo oświęcimskie, czyli negowanie Holocaustu.

Coraz więcej swastyk

7 stycznia 1951 r., Landsberg w Bawarii. Na rynku 4 tys. Niemców domaga się ułaskawienia osadzonych w miejscowym więzieniu nazistowskich notabli i esesmanów skazanych na śmierć lub długoletnią odsiadkę. Jest wśród nich Otto Ohlendorf, generał SS, który podczas wojny dowodził Einsatzgruppen, grupami specjalnymi będącymi oddziałami morderców, którzy w Polsce i ZSRR zabijali głównie Żydów.

Gdy na rynek dociera grupa ocalałych z Holocaustu, by żądać kary dla Ohlendorfa, wybuchają zamieszki. - Precz z Żydami! - krzyczą Niemcy. Interweniuje policja, wielu Żydów trafia do aresztu.

To jeden z ostatnich wielkich antysemickich ekscesów, do których doszło w RFN, ale wtedy antysemityzm był tam jeszcze powszechny. Ledwie kilka lat wcześniej był częścią ideologii państwowej.

Później w społeczeństwie, które z oporami przechodziło wymuszoną przez zwycięzców denazyfikację, nastroje antysemickie zaczęły maleć, a publiczne odgrzewanie antysemickich stereotypów z czasów III Rzeszy stało się czymś nie do pomyślenia.

Przekonali się o tym politycy CDU i FDP, którzy dziesięć lat temu próbowali zjednywać sobie wyborców twierdzeniami, że Żydzi służący w stalinowskiej bezpiece to tacy sami zbrodniarze jak esesmani. Ich kariery szybko się skończyły.

Pod koniec zeszłego roku publiczne radio RBB wyrzuciło z pracy prezentera, który napisał w prywatnym mailu, że Żydzi wykorzystują Holocaust, by robić sobie reklamę. Politycy neonazistowskiej NPD, którzy szczują na Żydów, w ogólnoniemieckiej polityce nie odgrywają żadnej roli.

Jednocześnie regularnie dochodzi do bezczeszczenia synagog i żydowskich cmentarzy. Liczba takich incydentów rośnie ostatnio.

W Nowy Rok obrzucono kamieniami synagogę w Lubece, w grudniu na synagodze w Dreźnie nieznani sprawcy wymalowali swastykę, rok wcześniej ktoś próbował podpalić synagogę w Wormacji. Swastyki często pojawiają się na siedzibach żydowskich instytucji. Niszczone są nawet symboliczne kostki brukowe, którymi w niemieckich miastach upamiętnia się ofiary Holocaustu.

- Te incydenty to kolejny dowód, że antysemityzm zaczął się nasilać - mówi dr Samuel Salzborn z uniwersytetu w Giessen. - Widać go na forach internetowych, a nawet w listach czytelników do gazet. Sytuacja robi się naprawdę poważna

Salzborn przeanalizował m.in. listy do Centralnej Rady Żydów w Niemczech. Kiedyś przychodziły krótkie i obraźliwe anonimy. - Dziś ludzie wysyłają antysemickie referaty, podpisują się imieniem i nazwiskiem, a nawet podają adres do korespondencji. Najwyraźniej nie wstydzą się antysemickich poglądów - mówi Salzborn.

Pęka tabu

Skąd ta zmiana? Po zjednoczeniu część klasy politycznej i społeczeństwa uznała, że skoro od wojny minęło pół wieku, Niemcy nie muszą już bić się w piersi za tamte zbrodnie. A ponadto można wreszcie mówić, że sami też są ofiarami wojny. Na przykład mieszkańcy zbombardowanych miast, choćby Drezna.

Tabu zaczęło pękać.

Z raportu dla Bundestagu wynika też, że antysemityzm znalazł nową drogę do umysłów. - Stare stereotypy, np. że Żydzi zamordowali Chrystusa, tracą na sile. Wypierają je poglądy, że Żydzi sami są winni Zagłady. Albo że sami prowadzą Holocaust - Palestyńczyków - opisuje dr Wetzel.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8
  • 2
  • 3
  • 4
  • 89 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':