- Syn znajomych podszedł do kolegi i mówi do niego: "Ty Żydzie". Potem się tłumaczył, że użył słowa "Żyd" jako obelgi, bo w szkole wszyscy tak robią. Zamurowało mnie. Co robią jego nauczyciele? - zastanawia się dr Juliane Wetzel z Centrum Badań nad Antysemityzmem Politechniki Berlińskiej, współautorka raportu o obliczach niemieckiego antysemityzmu.
Cztery lata temu Bundestag zamówił ten raport u dziesięciu renomowanych znawców tematu. Kilka dni temu wyniki prowadzonych od 2009 roku badań opublikowano - zdaniem niemieckich mediów są szokujące.
Wynika z nich bowiem, że antysemityzm na trwałe zakorzenił się w społeczeństwie. Stereotypy i uprzedzenia kultywują nie tylko neonaziści czy żyjący za Odrą muzułmańscy fanatycy, ale i zwyczajni obywatele. "Antysemityzm dotarł do serca społeczeństwa i ma się dobrze" - piszą twórcy ponad 200-stronicowego raportu.
Z ich badań wynika przede wszystkim, że co piąty Niemiec jest ukrytym antysemitą, tzn. nie okazuje tych poglądów na zewnątrz. Na pierwszy rzut to niewiele - międzynarodowa Liga przeciwko Zniesławieniu podaje, że w Polsce czy Hiszpanii takich osób jest nawet dwa razy tyle.
Ale w Niemczech w walkę z antysemityzmem od półwiecza angażują się tysiące polityków i działaczy społecznych. Walczy z nim wymiar sprawiedliwości - za antyżydowskie hasła można pójść nawet na pięć lat do więzienia. Tyle samo grozi za kłamstwo oświęcimskie, czyli negowanie Holocaustu.
Coraz więcej swastyk 7 stycznia 1951 r., Landsberg w Bawarii. Na rynku 4 tys. Niemców domaga się ułaskawienia osadzonych w miejscowym więzieniu nazistowskich notabli i esesmanów skazanych na śmierć lub długoletnią odsiadkę. Jest wśród nich Otto Ohlendorf, generał SS, który podczas wojny dowodził Einsatzgruppen, grupami specjalnymi będącymi oddziałami morderców, którzy w Polsce i ZSRR zabijali głównie Żydów.
Gdy na rynek dociera grupa ocalałych z Holocaustu, by żądać kary dla Ohlendorfa, wybuchają zamieszki. - Precz z Żydami! - krzyczą
Niemcy. Interweniuje
policja, wielu Żydów trafia do aresztu.
To jeden z ostatnich wielkich antysemickich ekscesów, do których doszło w RFN, ale wtedy antysemityzm był tam jeszcze powszechny. Ledwie kilka lat wcześniej był częścią ideologii państwowej.
Później w społeczeństwie, które z oporami przechodziło wymuszoną przez zwycięzców denazyfikację, nastroje antysemickie zaczęły maleć, a publiczne odgrzewanie antysemickich stereotypów z czasów III Rzeszy stało się czymś nie do pomyślenia.
Przekonali się o tym politycy CDU i FDP, którzy dziesięć lat temu próbowali zjednywać sobie wyborców twierdzeniami, że Żydzi służący w stalinowskiej bezpiece to tacy sami zbrodniarze jak esesmani. Ich kariery szybko się skończyły.
Pod koniec zeszłego roku publiczne
radio RBB wyrzuciło z pracy prezentera, który napisał w prywatnym mailu, że Żydzi wykorzystują Holocaust, by robić sobie reklamę. Politycy neonazistowskiej NPD, którzy szczują na Żydów, w ogólnoniemieckiej polityce nie odgrywają żadnej roli.
Jednocześnie regularnie dochodzi do bezczeszczenia synagog i żydowskich cmentarzy. Liczba takich incydentów rośnie ostatnio.
W Nowy Rok obrzucono kamieniami synagogę w Lubece, w grudniu na synagodze w Dreźnie nieznani sprawcy wymalowali swastykę, rok wcześniej ktoś próbował podpalić synagogę w Wormacji. Swastyki często pojawiają się na siedzibach żydowskich instytucji. Niszczone są nawet symboliczne kostki brukowe, którymi w niemieckich miastach upamiętnia się ofiary Holocaustu.
- Te incydenty to kolejny dowód, że antysemityzm zaczął się nasilać - mówi dr Samuel Salzborn z uniwersytetu w Giessen. - Widać go na forach internetowych, a nawet w listach czytelników do gazet. Sytuacja robi się naprawdę poważna
Salzborn przeanalizował m.in. listy do Centralnej Rady Żydów w Niemczech. Kiedyś przychodziły krótkie i obraźliwe anonimy. - Dziś ludzie wysyłają antysemickie referaty, podpisują się imieniem i nazwiskiem, a nawet podają adres do korespondencji. Najwyraźniej nie wstydzą się antysemickich poglądów - mówi Salzborn.
Pęka tabu Skąd ta zmiana? Po zjednoczeniu część klasy politycznej i społeczeństwa uznała, że skoro od wojny minęło pół wieku, Niemcy nie muszą już bić się w piersi za tamte zbrodnie. A ponadto można wreszcie mówić, że sami też są ofiarami wojny. Na przykład mieszkańcy zbombardowanych miast, choćby Drezna.
Tabu zaczęło pękać.
Z raportu dla Bundestagu wynika też, że antysemityzm znalazł nową drogę do umysłów. - Stare stereotypy, np. że Żydzi zamordowali Chrystusa, tracą na sile. Wypierają je poglądy, że Żydzi sami są winni Zagłady. Albo że sami prowadzą Holocaust - Palestyńczyków - opisuje dr Wetzel.