http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Austria: politycy kręcą telewizją publiczną

Bartosz T. Wieliński
2012-01-24, ostatnia aktualizacja 2012-01-23 20:58

Po buncie dziennikarzy politycy austriackiej socjaldemokracji wycofali się z planu zainstalowania w publicznym radiu i telewizji swojego komisarza.

Wiedeń, Austria
Fot. Shutterstock
Wiedeń, Austria
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
SONDAŻ
Politycy w telewizji?

U nas to nie do pomyślenia
Od polskich komisarzy w TVP mogą się jeszcze wiele nauczyć

Do nacisków polityków dziennikarze telewizji i radia ORF są przyzwyczajeni - w Austrii każda władza od lat próbuje sterować publicznymi mediami. Na zbyt bliskie i niejasne związki mediów z polityką wielokrotnie zwracali uwagę Reporterzy bez Granic, organizacja, która broni wolności prasy na świecie.

Czarę goryczy przelał 25-letni Niko Pelinka, działacz partii socjaldemokratycznej (SPÖ), który przed świętami został mianowany szefem biura dyrektora generalnego ORF Alexandra Wrabetza. Dziennikarze uznali, że Pelinka, były rzecznik prasowy minister szkolnictwa i rekomendowany przez SPÖ członek rady nadzorczej telewizji, zostanie nadzorcą politycznym czuwającym nad odpowiednim przekazem medialnym.

A ten ostatnio nie jest korzystny dla lewicowego kanclerza Wernera Faymanna, którego Pelinka jest nieformalnym doradcą. Jak piszą austriaccy komentatorzy, socjaldemokraci obwiniali Wrabetza, że pozwalał dziennikarzom na zbyt wiele. Pelinka dostał zadanie zdyscyplinowania reporterów - choć otrzymał nominacje jedynie na szefa biura miał otrzymać dostęp do systemu, w którym dziennikarze zapisują materiały i uczestniczyć w kolegiach.

W sprawie Pelinki kanclerz nabrał wody w usta, ale politycy SPÖ bronili kolegi. Wkrótce po ogłoszeniu nominacji Pelinka zaprosił związanych z socjaldemokracją członków rady nadzorczej na spotkanie zorganizowane w gmachu parlamentu w pomieszczeniach klubu SPÖ. Dziennikarzy irytowało też to, że Pelinka dostał dobrze płatną pracę w czasie, gdy w telewizji na każdym kroku szuka się oszczędności i zwalnia pracowników.

- Boimy się o naszą niezależność i wiarygodność. Przejście polityka SPÖ do dyrekcji telewizji na pewno temu zaszkodzi - oświadczyli dwa tygodnie temu przedstawiciele rady dziennikarzy ORF.

Ponad 1,3 tys. pracowników ORF podpisało się pod protestem przeciwko upolitycznianiu mediów. A grupa reporterów i prowadzących wieczorne wiadomości "Zeit im Bild" za nagrała protestacyjne oświadczenie i zamieściła je na YouTubie - w ciągu doby obejrzało je prawie 300 tys. ludzi. - Nie pozwolimy nikomu tknąć naszej niezależności. ORF należy do Austriaków, a nie do partii - zapowiadali w oświadczeniu. Apelowali przy tym do polityków o takie zmienienie prawa, aby nie było możliwości wprowadzania komisarzy politycznych w ORF.

Pelinka pod koniec zeszłego tygodnia zrezygnował, ale protest dziennikarzy trwa. Wczoraj wysłali oni do szefów klubów parlamentarnych listę problemów, z którymi boryka się telewizyjna rada nadzorcza i propozycje zmian. Dziennikarze domagają się, by liczącą obecnie 35 członków radę odchudzić do kilkunastu osób. Jej członków powinien wybierać prezydent (a nie rządzące partie) z listy zaproponowanej przez organizacje społeczne i dziennikarzy ORF. Chcą też, aby politycy nie mogli się mieszać do wyborów szefów lokalnych redakcji, a procedury przyjmowania nowych pracowników były bardziej przejrzyste.

- Nie ma w Europie kraju, w którym partie nie miałyby wpływu w redakcjach mediów publicznych - powiedział w zeszłym tygodniu kanclerz Werner Faymann, odnosząc się do pomysłów reformy telewizji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':