http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niemcy szukają następcy dla Wulffa

Bartosz T. Wieliński
2012-01-08, ostatnia aktualizacja 2012-01-08 17:44

Christian Wulff uspokaja współpracowników, że rozdmuchane przez prasę skandale wokół jego osoby miną. Ale politycy chadecji i socjaldemokracji rozglądają się za następcą prezydenta.

Christian Wulff
Fot. Michael Sohn AP
Christian Wulff
SERWISY
Według "Rheinische Post" Angela Merkel ma już dwóch kandydatów, którzy zastąpiliby Wulffa na stanowisku głowy państwa. To efekt nieudanej próby zatuszowania ciągnącego się od świąt skandalu związanego z półmilionowym kredytem zaciągniętym przezeń pięć lat temu u jednego z biznesmenów z Dolnej Saksonii (był wówczas jej premierem). Pożyczkę tę zataił przed lokalnym parlamentem, a gdy miesiąc temu sprawę odkryli dziennikarze "Bilda", próbował wymóc na naczelnym tabloidu wstrzymanie publikacji. W zeszłą środę tłumaczył się z tego w wywiadzie dla telewizji publicznych, ale - zdaniem komentatorów - wypadł nieprzekonująco i arogancko.

Według przecieków z berlińskiego pałacu Bellevue, gdzie urzędują niemieccy prezydenci, miałby go zastąpić Norbert Lammert, obecny przewodniczący Bundestagu, bądź Klaus Töpfer, były minister środowiska w rządzie Helmuta Kohla, a potem dyrektor wykonawczy programu ochrony środowiska ONZ. Obydwaj cieszą się w Niemczech sporym szacunkiem.

Przedstawiciele chadecji doniesienia te zdecydowanie dementują. Sam Wulff jeszcze w zeszłym tygodniu oświadczył, że nie zamierza rezygnować. Angela Merkel w sprawie przyszłości prezydenta milczy jak zaklęta.

Ale przywódca opozycyjnej SPD Sigmar Gabriel o zmianie głowy państwa mówi bez ogródek. W niedzielę zaproponował, że chadecja i socjaldemokraci po nieuchronnej rezygnacji Wulffa powinni wystawić wspólnego kandydata na prezydenta. Wcześniej prasa spekulowała, że mógłby nim być Joachim Gauck, były enerdowski dysydent i pierwszy szef Urzędu ds. Akt Stasi, który przeprowadza w Niemczech lustrację. W 2010 r. ubiegał się o prezydenturę, ale przegrał z Wulffem.

Gabriel zapewnia też kanclerz Merkel, że nie będzie wykorzystywał sytuacji, by ją pogrążać. Ale wcześniej z SPD dochodziły sygnały, że po rezygnacji prezydenta trzeba przyspieszyć planowane na jesień przyszłego roku wybory do Bundestagu.

Sam Wulff jednak nie zamierza odchodzić. Dobitnie powiedział to w środę w telewizji, a powtórzył w piątek na przyjęciu noworocznym dla najbliższych współpracowników. Jego zdaniem rezygnacja osłabiłaby urząd prezydencki, któremu już i tak zaszkodził Horst Köhler, który niespodziewanie "rzucił prezydencki ręcznik na ring" w maju 2010 r. - Sprawa się rozmyje. Za rok nikt o tym nie będzie pamiętać - oświadczył. Jego przyboczni przygotowują mu terminarz na 2012 r. Głównym punktem ma być spotkanie z rodzinami kilkunastu ofiar neonazistowskiej organizacji terrorystycznej z Zwickau, którą policja rozbiła jesienią zeszłego roku.

Tymczasem w sobotę przed prezydencką rezydencją demonstrowało 300 osób. Demonstranci krzyczeli: "Wulff musi odejść!", a w rękach trzymali buty. To aluzja do protestów w krajach arabskich, gdzie rzucenie w kogoś butem jest oznaką najwyższej pogardy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':