Według "Rheinische Post" Anegla Merkel ma już dwóch kandydatów, którzy zastąpiliby Wulffa na stanowisku głowy państwa. To efekt nieudanej zdaniem większości komentatorów próby wybronienia się z ciągnącego się od Świąt skandalu związanego z wziętym przez Wulffa pięć lat temu półmilionowym kredytem u jednego z biznesmenów z Dolnej Saksonii, gdzie obecny prezydent był wówczas premierem. Wullf pożyczkę zataił przed lokalnym parlamentem, a gdy miesiąc temu za sprawą zaczęli węszyć dziennikarze "Bilda" grożąc próbował wymóc na naczelnym tabloidu, by wstrzymał publikację. W zeszłą środę Wulff tłumaczył się z tego w wywiadzie dla telewizji publicznych, ale zdaniem komentatorów nieprzekonywująco i arogancko .
Według przecieków w pałacu Bellevue, gdzie urzędują niemeccy prezydenci zastąpić miałby go Norbert Lammert, obecny przewodniczący Bundestagu i Klaus Töpfer, b. minister środowiska w rządzie Helmuta Kohla, a potem dyrektor wykonawczy programu ochrony środowiska ONZ . Obydwie osoby cieszą się w Niemczech sporym szacunkiem. Przedstawiciele chadecji doniesienia te zdecydowanie dementują. Sam Wulff jeszcze w zeszłym tygodniu oświadczył, że nie zamierza rezygnować.
Angela Merkel w sprawie przyszłości prezydenta milczy jak zaklęta.
Tymczasem w sobotę przed jego rezydencją demonstrowało 300 osób. Krzyczeli "Wulff musi odejść", a w rękach trzymali buty. To aluzja do protestów w krajach arabskich, gdzie rzucenie w kogoś butem jest oznaką najwyższej pogardy.