To kolejna odsłona skandalu, który coraz bardziej pogrąża prezydenta Christiana Wulffa. W grudniu ukazujący się w trzymilionowym nakładzie "Bild" ujawnił, że w 2009 r. Wulff, który wówczas był premierem Dolnej Saksonii, pożyczył od znanego biznesmena pół miliona euro na zakup domu. Miał w nim zamieszkać z nową żoną.
Przyjęcie nisko oprocentowanej pożyczki Wulff utrzymywał w tajemnicy. Nie wspomniał o nim nawet wtedy, gdy o bliskie związki z biznesem pytali go posłowie dolnosaksońskiego landtagu. Gdy sprawa wyszła na jaw, prezydent uchodzący za uosobienie wszelkich cnót został postawiony pod pręgierzem.
Tym bardziej że, jak się okazało, Wullf utrzymuje podejrzanie bliskie związki z wieloma biznesmenami. Prezydent za sprawę przeprosił, a jego otoczenie i politycy chadecji przed świętami Bożego Narodzenia obwieścili, że na tym sprawa się kończy. Wczoraj okazało się jednak, że skandal wkroczył w nową fazę.
Jak bowiem napisały w poniedziałek "Süddeutsche Zeitung" i "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung, tuż przed publikacją materiału w "Bildzie" Wulff, który bawił z państwową wizytą w Kuwejcie, miał zadzwonić na komórkę naczelnego tabloidu Kaia Diekmanna. Ten nie odebrał, bo akurat leciał do
USA. Prezydent nagrał się mu więc na poczcie głosowej. Naczelny "Bilda" miał usłyszeć, że "jeśli ten niewiarygodny materiał zostanie opublikowany, będzie to oznaczało, że związki między Wulfem a koncernem Axel Springer [który wydaje "Bilda"] zostaną ostatecznie zerwane". Padły też słowa o przekroczeniu przez "Bilda" Rubikonu, wojnie oraz zapowiedź wytoczenia dziennikarzom procesu.
Wulff z redakcją "Bilda" był od lat w dobrej komitywie; tabloid ciepło pisał m.in. o jego nowej żonie. Nic dziwnego, że demaskatorski tekst o kredycie wyprowadził prezydenta z równowagi.
Z kolei "Spiegel" twierdzi, że Wulff dzwonił też do prezesa Axela Springera Mathiasa Döpfnera. Usłyszał jednak od niego, że wydawnictwo nie miesza się do tego, co robi redakcja.
Diekmann i zarząd Springera nabrali wody w usta. Za to niemieckie Stowarzyszenie Dziennikarzy uznało zabiegi prezydenta za próbę ograniczania wolności słowa. Zaapelowało też do dziennikarzy, by nie poddawali się presji polityków i publikowali krytyczne materiały.
Sam Wulff, który na temat swojego kredytu z opinią publiczną porozumiewał się głównie przez adwokatów, milczy. Jego biuro prasowe oświadczyło jedynie, że prezydent uważa wolność prasy za wielkie dobro. Na temat treści rozmów odmówiło jednak komentarza.