- Chylę czoła przed ich odwagą, ale w sukces jakoś nie wierzę, bo pani kanclerz potrafi szybko ustawiać buntowników do pionu - mówi "Gazecie" chadecki poseł.
Berliński Krąg - tak nazywana jest nieformalna grupa chadeckich polityków, którą jakiś czas temu założył Christean Wagner, szef frakcji CDU w heskim landtagu. Krąg ma jednoczyć polityków, tych z pierwszej ligi i tych prowincjonalnych, którzy uważają, że pod rządami Merkel chadecja "wyprzedaje swe tradycyjne wartości".
Krąg zamierzał walczyć o poparcie w tajemnicy, tak by zaskoczyć kanclerz i jej otoczenie, ale w połowie grudnia o inicjatywie Wagnera dowiedziały się tabloid "Bild" i
dziennik "Welt". Wybuchła awantura, a politycy CDU wierni Angeli Merkel oskarżyli konserwatystów o przygotowywania przewrotu. - Nie dopuścimy do tworzenia w partii frakcji - oświadczył Volker Kauder, szef chadeckiego klubu w Bundestagu.
Wolfgang Schäuble, nestor chadeków i minister finansów, przestrzegł oponentów Merkel, by nie ważyli się nadawać kręgowi formalnych kształtów, czyli np. zakładać stowarzyszenia czy budować opozycyjnego think-tanku.
A miałby on co robić, bo wielu konserwatystom nie podobają się liberalne posunięcia kanclerz. Merkel przeforsowała m.in. program rozbudowy żłobków i wypłacania rodzicom
dzieci becikowego, dzięki któremu powoli zmniejsza się niż demograficzny. Domaga się większego wykorzystania potencjału imigrantów i ułatwia zatrudnianie cudzoziemców, by łatać dziury na
rynku pracy. W końcu zabrała się za reformy przestarzałego systemu oświatowego i chce zlikwidować szkoły główne, czyli odpowiedniki polskich zawodówek, które kształcą bezrobotnych.
Konserwatyści nie chcą zmian w oświacie, bo uważają, że obrana droga sprawdza się od dziesięcioleci. Ich zdaniem imigranci są dla Niemiec bardziej zagrożeniem niż szansą, bo wyłudzają zasiłki socjalne i popełniają przestępstwa. Polityka prorodzinna ma być z kolei zamachem na tradycyjną rodzinę.
Część partii nie potrafi wybaczyć Merkel ostrych słów pod adresem
papieża Benedykta XVI za zdjęcie ekskomuniki z biskupa lefebrysty Richarda Wiliamsona, który negował Holocaust. Inni wypominają, że partia pod jej rządami całkiem odcięła się od nauczania Kościoła.
Ferment po prawej stronie CDU trwa od lat, ale czarę przelała sprawa pomocy dla plajtującej Grecji i tworzenia funduszu ratunkowego dla
strefy euro. Gdy we wrześniu sprawa stanęła na forum Bundestagu, grupa posłów pod przywództwem Wolfganga Bosbacha podniosła bunt i zapowiadała, że zagłosuje przeciw. Było ich tylu, że niewiele brakowało, by podczas głosowania koalicja rządowa nie miała większości.
Dziś Bosbach to jeden z przywódców Kręgu. Udziela się w nim również Erika Steinbach, wieloletnia szefowa Związku Wypędzonych, która od dobrych dwóch lat drze z Merkel koty. Poszło o budowane w Berlinie muzeum wypędzonych. Dbając o stosunki z Polską, kanclerz nie dopuściła do tego, by Steinbach miała jakikolwiek wpływ na jego kształt. - Konserwatywnie myślący posłowie nie czują się dobrze w CDU. A my jesteśmy sercem partii - mówiła ostatnio Steinbach.
Merkel, która od dawna starała się ograniczać wpływy konserwatystów, odniosła na tym polu pewne sukcesy. Jednak działacze Berlińskiego Kręgu liczą, że pod ich skrzydłami uda się im zjednoczyć polityków rozczarowanych Merkel. Wtedy kanclerz musiałaby się z Kręgiem liczyć.
Tym bardziej że na zachodnioniemieckiej prowincji krytyka Merkel nie cichnie. Od lat mówi się, że może nawet powstać nowa partia konserwatywna, która przejmie niezadowolonych polityków chadecji i rzuci Merkel wyzwanie.