Wszystko przez opór Greków, którzy twierdzą, że nazwa
Macedonia jest częścią greckiego dziedzictwa historycznego i kulturowego. Jeden z regionów Grecji nosi zresztą nazwę Macedonia, a oba kraje roszczą sobie prawo do dziedzictwa Aleksandra Wielkiego. Choć więc Grecy uznają fakt istnienia odrębnego narodu macedońskiego, odmawiają mu prawa do używania takiej nazwy. Sąsiadów uważają za Sławomacedończyków, a o ich kraju mówią najczęściej Skopie.
Wbrew postanowieniom porozumienia z 1995 r. Ateny od pięciu lat skutecznie blokują rozpoczęcie negocjacji Macedonii z Unią, próbując zmusić Macedończyków do zmiany nazwy. Ku irytacji
USA i innych krajów Zachodu Grecy zablokowali też w 2008 r. drogę Skopie do NATO.
Macedonię respektuje pod tą nazwą 125 krajów na świecie - w tym wszyscy w Unii z wyjątkiem Grecji. Jednak w ONZ i na poziomie całej UE obowiązuje akceptowany przez Greków akronim FYROM - od Former Yugoslav Republic of Macedonia, czyli Była Jugosłowiańska Republika Macedonii.
Jest jednak szansa na rozwiązanie konfliktu, bo Europejska Inicjatywa Stabilizacyjna (ESI) zaproponowała niedawno sprytne rozwiązanie jednego z najdłuższych sporów współczesnych Bałkanów. Ta niezależna organizacja działająca na rzecz integracji Bałkanów Zachodnich twierdzi, że sprawę załatwiłaby zmiana w konstytucji Macedonii i zapis o tym, że nowa, uzgodniona nazwa tego kraju weszłaby w życie z dniem akcesji do UE.
To pozwoliłoby Grekom na odblokowanie negocjacji, bo Ateny zyskałyby gwarancję, że Macedonia nie wejdzie do UE jako Macedonia. Macedończyków dopingowałaby zaś do zaakceptowania kompromisowej nazwy perspektywą otwarcia negocjacji.
Według relacji prasy greckiej nowa nazwa mogłaby brzmieć np. Republika Macedonii Wardaru (od nazwy największej rzeki w kraju). Zdaniem szefa ESI Geralda Knausa kompromis pozwoliłby obu rządom na wyjście z twarzą z klinczu paraliżującego proces integracji z Unią Bałkanów Zachodnich. - Propozycja Europejskiej Inicjatywy Stabilizacyjnej jest bardzo ciekawa, ale Grecy są o wiele bardziej bezkompromisowi i twardzi niż np. Słoweńcy, którzy jakiś czas temu blokowali negocjacje Chorwacji z UE z powodu sporu granicznego - mówi "Gazecie" Adam Balcer, bałkański ekspert instytutu demosEuropa. Podkreśla, że sprawę komplikują też nacjonalizmy z obu stron granicy, a politykom brak woli politycznej, by dojść do porozumienia.
- Choć socjalistyczny premier Jeorios Papandreu jest bardziej skłonny do ugody niż jego poprzednik Kostas Karamanlis, to obecny
kryzys gospodarczy w Grecji nie sprzyja duchowi kompromisu - ostrzega Balcer.
Problemy mogą być też po stronie macedońskiego rządu, bo według niedawnego sondażu tamtejszego Instytutu Badań Politycznych aż 66,5 proc. pytanych stwierdziło, że woli zachować obecną nazwę kraju niż wejść do UE czy NATO.