http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polityczny cud na Łotwie

Tomasz Bielecki
2010-10-04, ostatnia aktualizacja 2010-10-04 07:54

Członkowie jednej z komisji wyborczych w stolicy Łotwy Rydze opróżniają w sobotę urnę z oddanymi
głosami
Członkowie jednej z komisji wyborczych w stolicy Łotwy Rydze opróżniają w sobotę urnę z oddanymi głosami
Fot. INTS KALNINS REUTERS

Mimo przeprowadzenia najdrastyczniejszych oszczędności budżetowych w Europie - w tym obcięcia emerytur o 10 proc., a pensji w budżetówce o co najmniej 20 proc. - rządząca koalicja wygrała wybory parlamentarne. I to pomimo że w kampanii zapowiedziała dalsze cięcia!

Premier Valdis Dombrovskis
Fot. INTS KALNINS REUTERS
Premier Valdis Dombrovskis
- Łotysze głosowali na mnie, bo nie ufają cudownym receptom bezbolesnego wychodzenia z kryzysu. Postawili na stabilizację - mówił wczoraj premier Valdis Dombrovskis. - Wygraliśmy, lecz nie mamy żadnych powodów do euforii. Przed nami ciężka praca.

Ugrupowanie premiera Jedność zdobyło w sobotę ok. 30 proc. głosów, co w połączeniu z dwiema partiami z obecnej prawicowej koalicji rządowej da Dombrovskisowi ok. 56 proc. głosów, czyli 63 mandaty w stuosobowym parlamencie. - Niektórych ministrów wymienimy, ale przedłużenie obecnej koalicji jest naturalnym rozwiązaniem - zapowiadał wczoraj premier.

Siłą 39-letniego Dombrovskisa jest wizerunek dobrego specjalisty od finansów oraz człowieka wolnego od ciągot korupcyjnych. - Bez charyzmy, ale rzetelny urzędnik. Na Łotwie to wystarcza, by zwyciężać - mówi politolog Nils Muiznieks z Uniwersytetu Ryskiego.

Dombrovskis, którego dziadkowie ze strony matki byli ryskimi Polakami (nazwisko to dziedzictwo po polskich, lecz dalekich przodkach ojca), objął władzę wiosną 2009 r., kiedy upadł rząd Ivarsa Godmanisa. Wprawdzie poprzedni premier przyparty do muru przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz UE rozpoczął ostre zaciskanie pasa, lecz polityczne intrygi w rządzie i podejrzenia korupcyjne wobec kilku ministrów odebrały mu zaufanie Łotyszy.

Godmanis ich namawiał, by jak pingwiny stanęli gromadą na mrozie i "ogrzewali się" podczas kryzysu, lecz ci odpowiedzieli mu "rewolucją pingwinów", jak nazwano na Łotwie antyrządowe protesty w styczniu 2009 r. Pod parlamentem demonstrowało wówczas ok. 10 tys. ludzi, co było największym wiecem od czasu marszów niepodległościowych w 1991 r.

- Ku zaskoczeniu wielu socjologów wkrótce się okazało, że Łotysze zgadzają się na te same, a nawet ostrzejsze reformy budżetowe, jeśli tylko poprowadzi je wiarygodny polityk taki jak Dombrovskis - tłumaczy prof. Muiznieks. Po "rewolucji pingwinów" nie było już większych demonstracji ulicznych, choć krytycy cięć straszyli Łotyszy "okupacją Międzynarodowego Funduszu Walutowego".

Łotwa była do 2007 r. jednym z trzech podziwianych na Zachodzie bałtyckich tygrysów z najwyższym w UE wzrostem PKB - ok. 10-11 proc. Przegrzana gospodarka zaczęła gwałtownie się walić w 2008 r., kiedy pękła bańka kredytowa, runął rynek nieruchomości, a światowy kryzys finansowy wypłoszył zagranicznych inwestorów z Rygi, Tallina i Wilna. Łotewska gospodarka skurczyła się o blisko 25 proc. w latach 2008-09, a bezrobocie potroiło się do blisko 23 proc. Ok. 10 proc. ludzi z liczącej 2,2 mln mieszkańców Łotwy uciekło w tym czasie do pracy zagranicę.

MFW, UE i szwedzkie banki obiecały Łotwie pożyczki ratunkowe warte 7,5 mld euro, ale warunkiem wypłaty kolejnych transz uczyniono drakońskie reformy. Choć jednak zarówno skala gospodarczej zapaści na Łotwie, jak i radykalizm rządu Dombrovskisa w przykręcaniu śruby zdecydowanie przerastają problemy Grecji czy Hiszpanii, to cierpliwość Łotyszy - w porównaniu z np. wiecującymi Grekami - uchodzi w Europie za kolejny dowód głębokich różnic kulturowych między zdyscyplinowaną Północą i niechętnym oszczędnościom Południem.

- Zaczęliśmy ostro przykręcać śrubę jako pierwsi w UE. Część krajów jeszcze teraz debatuje, co robić z dziurą budżetową. Cześć rządów nadal nie przyjmuje do wiadomości, jak wielki ma problem. Tymczasem my zaczynamy już widzieć pierwsze owoce reform - przekonuje Hansen Morten ze Szkoły Ekonomicznej w Rydze.

Łotysze szczycą się tym, że zamiast zdewaluować swą walutę (utrzymują niemal sztywny kurs łata do euro od 2005 r.), do czego namawiało ich wielu światowych ekonomistów, wybrali - co wydawało się politycznie wręcz nieosiągalne - przywracanie gospodarczej konkurencyjności przez "dewaluację wewnętrzną", czyli zubożenie ludności przez cięcia płac i podwyżki podatków. Dzięki podobnej strategii Estonia przyjmie euro już za kwartał, a Łotysze zapowiadają, że zaczną spełniać kryteria unii walutowej już w 2012 r.

Sukces Dombrovskisa to jednak nie tylko efekt uznania Łotyszy dla reform, lecz także strachu przed rosyjską mniejszością (ok. 30 proc. wyborców), którą prawica często przedstawia jako niemal piątą kolumnę Kremla. Wspierana przez Rosjan oraz część Łotyszy partia Centrum Zgody jest jednocześnie największym ugrupowaniem centrolewicowym, które zrzesza zarówno socjaldemokratów, jak i postkomunistów i nostalgiczne sieroty po ZSRR.

"Partia Rosjan" zanotowała świetny wynik 26 proc. w wyborach, lecz odium "rosyjskości" zapewne znów pozostawi lewicowe postulaty na politycznym marginesie. Dombrovskis woli swego starego koalicjanta - alians Wszystko dla Łotwy (TB/LNNK) z 7 proc. poparcia, który nie lubi UE, wspiera marsze łotewskich weteranów SS, ale w imię antyrosyjskiej solidarności ratuje rząd w głosowaniach nad reformami budżetowymi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 25 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    59 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':