Najnowsza odsłona sporu dotyczy listu dziesięciu polskich europosłów do szefa Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka. "Prosimy o reakcję i obronę praw mniejszości polskiej na Litwie. Polacy na Litwie oczekiwali, że wraz z przystąpieniem Litwy do UE prawa mniejszości narodowych zaczną być tam respektowane i poszerzane. Niestety, polska mniejszość nie tylko nie uzyskała nowych praw zgodnie ze standardami unijnymi, ale nastąpił ich regres" - napisał m.in. Jarosław Kalinowski (frakcja chadeków) oraz Janusz Wojciechowski, Adam Bielan i Ryszard Czarnecki z frakcji konserwatystów.
Jednym z inicjatorów, choć nie sygnatariuszy listu, jest europoseł Waldemar Tomaszewski, litewski Polak, szef Akcji Wyborczej Polaków na Litwie oraz były kandydat na prezydenta tego kraju.
Krytykowanie czy też - jak mówią niektórzy Litwini - "szkalowanie" Litwy przez Tomaszewskiego wywołało gniew części litewskich polityków, którzy publicznie oskarżają go teraz o pieniactwo. - Pan Tomaszewski podżega do niezgody narodowościowej. Robi wszystko, by społeczność polska na Litwie nie integrowała się, by stworzyła narodowe getto - ogłosił wczoraj Audronius Ażubalis, szef komisji ds. zagranicznych w litewskim Sejmie.
O co chodzi Polakom? - Od dwudziestu lat o to samo. Chcemy, żeby traktowano nas jak miejscowych. Jesteśmy na Litwie mniejszością, ale mieszkamy tu od wieków. Należy nam się szacunek - mówi Tomaszewski.
Polska mniejszość, która stanowi blisko 7 proc. mieszkańców Litwy, toczy od lat spory o prawo do dwujęzycznych tablic z nazwami ulic oraz miast w okręgach z większością polską, o możliwość zapisu nazwisk zgodnie z polską ortografią w litewskich dowodach osobistych i paszportach, o rozwój polskiej oświaty oraz o przyspieszenie reprywatyzacji w tych rejonach Litwy, gdzie przedwojenna własność powinna trafić w ręce Polaków, a nie Litwinów.
- Byłem wiceszefem polsko-litewskiego zgromadzenia parlamentarnego. Litwini zawsze mówili nam: "Powoli. Dajcie nam czas. Sami uregulujmy te sprawy". Czekaliśmy, ale niewiele z tego wynikło. Mamy z Litwą dobrą współpracę strategiczną i gospodarczą, ale Polakom na Litwie nie wiedzie się dobrze - tłumaczy współautor listu Jarosław Kalinowski. A Ryszard Czarnecki przekonuje, że list w obronie Polaków ma poparcie polskiej dyplomacji.
Choć zaogniający się konflikt sprzyja rysowaniu czarno-białych obrazów, to jednak nawet niektórzy polscy dyplomaci nieoficjalnie przyznają, że sytuacja Polaków na Litwie nie jest bardzo zła. Prezydent
Lech Kaczyński podczas jednej z wizyt na Litwie przyznał, że polska mniejszość ma lepsze szkoły niż w innych krajach.
- Tak. Ślimaczy się
reprywatyzacja w niegdyś polskim Wilnie, ale to tereny miejskie i tam najtrudniej oddawać ziemię lub znajdować rekompensatę - mówi nam pracownik litewskiego
MSZ. Jednak nie potrafi odpowiedzieć, czy
Litwa zgodzi się kiedyś na dwujęzyczne nazwy ulic, choć zalecają to konwencje Rady Europy.
- To niełatwa sprawa. Mamy złożoną historię, bardzo niedawno odzyskaliśmy niepodległość. Jeśli zgodzimy się na napisy polskie, to jak będziemy odmówić żądaniom umieszczenia napisów cyrylicą? - pyta Vytautas Landsbergis, pierwszy przywódca poradzieckiej Litwy. Sugeruje, że skłócenie Polaków i Litwinów to cel rosyjskiego sąsiada. Oburza się na twierdzenia o rosnącej dyskryminacji mniejszości. - To fałsz. Słyszę od niektórych działaczy, że na Litwie karze się za mówienie po polsku w urzędach. Politycy dla własnej ambicji i kariery podkręcają nastroje - twierdzi Landsbergis.
Litwini przekonują, że nie mają kompleksów wobec Polski, lecz ta zachowuje się czasem wobec Litwy jak wobec dawnej prowincji. Wypominają niedawne lekcje historii najnowszej przeprowadzone przez
IPN w polskich szkołach na Litwie bez wiedzy władz Litwy. Wciąż kością niezgody pozostaje też polska ustawa o Karcie Polaka, którą polscy konsulowie mogą nadawać i w skrajnych wypadkach odbierać (za szkodzenie interesom Polski) Polakom za granicą, co zdaniem Wilna może rodzić konflikt lojalności u żołnierzy czy polityków.
Jerzy Buzek zamierza poruszyć temat polskiej mniejszości podczas rozmowy z litewską prezydent Dalią Grybauskaite podczas swej nadchodzącej wizyty w Wilnie. - Tonujmy nastroje - apeluje Landsbergis.