http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Śmierć ajatollaha

Dawid Warszawski
2010-07-20, ostatnia aktualizacja 2010-07-20 17:01

Brytyjska ambasador w Libanie Frances Guy zareagowała w swym blogu na śmierć ajatollaha Mohamada Fadlallaha, pisząc, że spośród libańskich polityków jego podziwiała najbardziej.

Ajatollah Mohammed Hussein Fadlallah
Fot. Hussein Malla AP
Ajatollah Mohammed Hussein Fadlallah
Nawet jeśli niewielu libańskich polityków zasługuje na podziw, to zaliczenie do ich grona zmarłego trzy tygodnie temu wybitnego szyickiego teologa może jednak dziwić, Fadlallah nie pełnił bowiem żadnych politycznych funkcji.

Wprawdzie powszechnie uważano go za jednego z założycieli Hezbollahu, ale i ta terrorystyczna organizacja, i on sam, stanowczo temu zaprzeczali, choć należąca do Hezbollahu telewizja Al-Manar mówiła o nim jako o "inspiratorze" ruchu; pani ambasador jednak, i chyba słusznie, uznała go za politycznego przywódcę, ignorując zaprzeczenia.

Jej reakcja jednak nie była tylko grzecznościowa: pani Guy stwierdziła, że "był on prawdziwym człowiekiem wiary świat potrzebuje więcej takich ludzi jak on". Zapytany o tę wypowiedź, rzecznik brytyjskiego Foreign Office uznał, że to prywatny pogląd pani ambasador. I tyle. Jest zresztą lato i mało kto zwrócił na jej słowa uwagę.

A niesłusznie. Fadlallah był dla szyitów w Libanie i na świecie najwyższym autorytetem religijnym i moralnym; jego słowa były często rozstrzygające. Dlatego też ważne było, iż - inaczej niż inni ajatollahowie - był szczerym zwolennikiem pełnego równouprawnienia kobiet, a także krytykiem irańskiej doktryny o nadrzędnej politycznej władzy ajatollahów.

Te poglądy społeczne sprawiły, że był postrzegany niemal jako dysydent; w kwestiach politycznych jednak pozostał wierny zasadom. Nawet jeśli, inaczej niż czyni to ambasador Guy, przyjąć za dobrą monetę, że z Hezbollahem nie miał nic wspólnego i że Amerykanie się mylą, przypisując mu odpowiedzialność za zamachy w Bejrucie, w których zginęło prawie 300 Amerykanów, to pozostają jego własne słowa.

Fadlallah wielokrotnie pochwalał zamachy, w tym samobójcze, i popierał udział kobiet w nich. Jednoznacznie stwierdzał, że Izrael nie ma prawa do istnienia i wyrażał wątpliwości co do Zagłady. Nie miejmy wątpliwości: to nie był jakiś zaślepiony fanatyk. Jednoznacznie potępił zamachy z 11 września i wyrażał uznanie dla swobód, które w USA umożliwiają rozwój islamu.

On po prostu ze względów religijnych uznawał Izrael za twór bezprawny, a terror za dopuszczalne narzędzie jego likwidacji. Takich ludzi, zdaniem brytyjskiej pani ambasador, "świat potrzebuje więcej".

Śmierć Fadlallaha wzbudziła także żal niektórych dziennikarzy. Brytyjczyk Robert Fisk ze wzruszeniem wspominał, że przed wyjazdem do Bagdadu radził się ajatollaha, jak uniknąć uprowadzenia, a ten umówił go z pewnym swoim znajomym i wszystko skończyło się dobrze.

Szefowa redakcji bliskowschodniej CNN Octavia Nasr na Twitterze wyraziła podobne uczucia jak pani Guy - ale straciła za to pracę. Kierownictwo firmy uznało, że szacunek dla inspiratora terrorystów jest jednak nie do pogodzenia z zawodowymi obowiązkami.

Kierownictwo firmy pani Guy jest najwyraźniej innego zdania. Świat, w którym, jak chciała, będzie więcej takich ludzi, jak ajatollah Fadlallah, będzie światem niebezpiecznym nie tylko dla Izraela. Ale ludzie ci nie muszą zwyciężyć - chyba że będzie więcej ludzi takich jak ambasador Guy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':