Jedna konwencja dotyczy praw ekonomicznych, społecznych i kulturalnych, a druga - praw obywatelskich i politycznych. Obie zostały uchwalone przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1966 r., ale komunistyczna
Kuba odmawiała dotąd przystąpienia do nich.
Teraz przystąpiła, ale na własnych warunkach. Szef
MSZ dołączył do podpisanych konwencji oświadczenie rządu kubańskiego, w którym zapowiada wnoszenie "zastrzeżeń i interpretacji, które uzna za stosowne". Nie wiadomo, jakie mają to być zastrzeżenia, ale jest jasne, że Kuba nie zamierza na razie przestrzegać m.in. wolności słowa, zrzeszania się, poruszania się itp.
Minister wyjaśnił też, dlaczego kubański rząd dotąd nie podpisywał konwencji: - Blokada gospodarcza, handlowa i finansowa nałożona przez
USA i amerykańska polityka agresji i wrogości stanowią najważniejszą przeszkodę ku temu, by naród kubański mógł cieszyć się prawami chronionymi przez konwencje - oznajmił po spotkaniu z sekretarzem generalnym ONZ Ban Ki-moonem. Minister, który pojechał za granicę po raz pierwszy od przekazania władzy przez dyktatora Fidela Castro swemu bratu Raulowi, ogłosił też, że jego kraj jest gotów do normalizacji stosunków z USA. Ale najpierw Amerykanie muszą znieść embargo handlowe.
Na to się oczywiście nie zanosi, przynajmniej dopóki prezydentem jest
George Bush. Odchodzący z urzędu jesienią prezydent USA zapowiedział, że nie zmieni polityki wobec Kuby, a z jej nowym władcą, "tym tyranem Raulem Castro", rozmawiać nie zamierza. USA zapowiada zniesienie embarga, ale dopiero wtedy, kiedy Kuba przestanie prześladować przeciwników reżimu, wypuści więźniów politycznych i przywróci swobody obywatelskie.
Kubańska opozycja demokratyczna specjalnie się nie ucieszyła z podpisania konwencji. - To farsa na użytek świata. Niczego się nie spodziewam, dopóki będą nas prześladować za to, że myślimy inaczej. Jakie prawa ma człowiek w tym kraju, skoro jest tylko jedna partia i nie wolno publicznie demonstrować? - pytała znana dysydentka Marta Beatriz Roque, która za działalność opozycyjną została kilka lat temu skazana na 20 lat więzienia. Teraz jest na wolności warunkowo ze względu na zły stan zdrowia.
Formalne oddanie władzy przez Fidela Castro przed tygodniem wzbudziło nadzieje, że Kuba podąży teraz w stronę demokratyzacji. Pierwszym mężem stanu, który odwiedził Kubę po objęciu władzy przez Raula Castro, był szef dyplomacji Watykanu kardynał Tarcisio Bertone. Poprosił nowego władcę wyspy o więcej wolności dla Kościoła katolickiego, m.in. o odzyskanie prawa do prowadzenia szkół, i "wyraził troskę" o więźniów politycznych. Kardynał nazwał Raula Castro człowiekiem "otwartym na dialog i realistą", a także potępił amerykańskie embargo handlowe. W zamian nowy szef państwa obiecał mu, że
Kościół uzyska więcej swobody w działalności publicznej.
Komentatorzy uważają, że niedługo reżim zwolni kilku więźniów politycznych. Ale poważniejszych znaków odchodzenia od komunistycznej dyktatury na razie brak.