Niepodległość! Niepodległość! - tylko to hasło słychać było w sobotnią noc na ulicach Prisztiny. Od godziny 19 przez centrum nie dało się przejechać. Pod Hotel Grand, położony w samym środku miasta, ze wszystkich stron ściągały tysiące mieszkańców stolicy. Przy dźwiękach muzyki i setek klaksonów schodzili całymi rodzinami, by cieszyć się z powstania własnego państwa. Tylko auta przystrojone w albańską flagę zataczały rundy po mieście. Aby mogły przedrzeć się przez tłumy drogę dosłownie torowała im
policja. Mieszkańcy Prisztiny rozpoczęli świętowanie tuż po tym, gdy premier regionu Hashim Thaçi potwierdził, że 17 lutego o godz. 15
Kosowo odłączy się od Serbii.
- Czekałem na ten dzień od wielu lat. Dziś nic się nie liczy, tylko to, że będziemy wolni! - cieszył się 38-letni Visar, który mimo mrozu i padającego śniegu przyszedł na centralny bulwar Matki Teresy z żoną i 4-letnią córeczką. - Dziś staje się historia. Spełnia się nasze marzenie, dlatego chcemy być w tym tłumie - tłumaczy.
Kosowscy Albańczycy paradowali wczoraj po Prisztinie w koszulkach z napisem " Jestem z Kosowa", owinięci w czerwone albańskie flagi z dwugłowym czarnym orłem lub szalikach z napisem "Kosowo". Co jakiś czas eksplodowały fajerwerki, ale to dopiero przedsmak zabawy. Dziś w powietrze ma ich wylecieć aż 80 ton! Ze sklepów błyskawicznie znikało okolicznościowe
wino "Pavarsia", czyli "Niepodległość".
Na reprezentacyjnym bulwarze robotnicy przez całą niedzielę rozkładali scenę. W niedzielę wieczorem odbędzie się na niej wielki koncert z okazji niepodległości, a do ludzi przemówią premier i prezydent.
Serbia zdecydowanie przeciw Powstaniu suwerennego Kosowa stanowczo sprzeciwia się Serbia, do której dwumilionowy region formalnie wciąż należy. Belgrad uważa decyzję kosowskich Albańczyków za naruszenie swojej integralności terytorialnej i będzie domagała się jej anulowania. Serbia zapowiedziała, że obniży rangę stosunków dyplomatycznych z krajami, które uznają najnowsze państwo świata. Po ogłoszeniu niepodległości przez Prisztinę serbski rząd nie wycofa z Kosowa swojej administracji, która jest szczególnie silna w regionach zamieszkanych przez 100-200 tys. mniejszość serbską.
Kosowscy Albańczycy, którzy dziś w regionie stanowią 90 proc. ludności, liczą jednak na to, że natychmiast powstanie Kosowa uznają
Stany Zjednoczone i większość państw UE.
Kosowo od 1999 roku, gdy po nalotach NATO na Jugosławię zakończyły się walki Serbów i kosowskich Albańczyków, było międzynarodowym protektoratem ONZ. Teraz staje się niepodległym krajem, ale stopniowo. Nad jego powstawaniem przez najbliższe lata będzie czuwać ok. 2 tys. unijnych policjantów, prawników i innych urzędników, którzy przejmują zadania od ONZ. Największą misję w historii Unii Europejskiej nadal wspomagać będzie 17 tys. żołnierzy KFOR, dowodzonych przez NATO. Międzynarodowe wojska wcześniej współdziałały z misją Narodów Zjednoczonych.