W pierwszym kadrze filmu widzimy napis "Airport Police Vancouver" (Policja lotniska w Vancouver), a gracz wybiera łatwiejszy z dwóch poziomów trudności. Następnie jako "megaman" w niebieskim kombinezonie pokonuje przeszkody w poszukiwaniu chodzącego po lotnisku "polskiego imigranta". Gdy go znajdzie, spośród trzech opcji spacyfikowania imigranta wybiera paralizator. Rażony imigrant pada na ziemię, "megaman" jeszcze go dobija.
Najwięcej kontrowersji wywołuje to, że autor filmu użył w postaci "polskiego imigranta" autentycznego zdjęcia Roberta Dziekońskiego, który zmarł w październiku od rażenia paralizatorem przez policję na kanadyjskim lotnisku. Śmierć Polaka wywołała wtedy oburzenie w Kanadzie, zwłaszcza gdy okazało się, że wbrew twierdzeniom policji mężczyzna nie zachowywał się agresywnie.
Teraz trwający niewiele ponad minutę filmik, który na Youtube.com obejrzało już przeszło 50 tys. ludzi, na nowo rozpętał w Kanadzie gorącą dyskusję. Dla jednych to szydzenie z ludzkiej tragedii, dla innych skuteczny sposób na uwrażliwienie ludzi na brutalność policji.
W komentarzach pod filmem dominują opinie oburzonych Kanadyjczyków. Wielu nie przebiera w słowach, ktoś pisze nawet, że to wstyd dla całej Kanady. Inni gratulują pomysłu i oceniają go jako świetny. Najwięcej jest jednak wpisów samego autora animacji Mike'a Greenwaya, który gęsto się tłumaczy.
"Film jest moją oceną tego, jak policja posługuje się paralizatorem, zwłaszcza niekompetencji, z jaką policja i obsługa lotniska potraktowały pana Dziekańskiego - broni się Mike Greenway. - Cieszę się, że dziś 50 tys. ludzi zastanawia się nad incydentem na lotnisku w Vancouver. Mam nadzieję, że dzięki filmowi szybko nie zapomną o tamtej katastrofie".
Przeciwko filmowi zaprotestowała kanadyjska Polonia. - Ta tragedia nie powinna być w ten sposób parodiowana. To brak szacunku dla ofiary, dla rodziny, dla całej polskiej społeczności - mówiła wczoraj Agnieszka Magdoleń z Kanadyjskiego Kongresu Polonii.
Źródło: Gazeta Wyborcza