Naoto Matsumura, jedyny mieszkaniec skażonego miasta Tomioka
Fot. Hiro Komae AP
Dwanaście kilometrów na południe od elektrowni atomowej w Fukushimie jest miejscowość Tomioka. Przed katastrofą żyło tam około 16 tysięcy osób. Dziś mieszka tam tylko jeden człowiek - rolnik Naoto Matsumura.
Tomioka znajduje się w strefie zero. Bez specjalnego pozwolenia wydanego przez władze nie wolno tam przebywać, nie mówiąc już o mieszkaniu. Po marcowej katastrofie w pobliskiej elektrowni atomowej zdecydowano o przymusowym przesiedleniu ponad 100 tysięcy ludzi w promieniu 20 kilometrów od Fukushimy. Wszyscy musieli zostawić cały swój dobytek - domy, bydło, pola uprawne. Według szacunków władz, ewakuowane tereny mogą nie nadawać się do ponownego zamieszkania przez kilka kolejnych dziesięcioleci.
Ale jeden człowiek postanowił zostać na swojej ziemi.
Pięćdziesięciotrzyletni Naoto Matsumura mieszka w skażonej strefie wbrew rządowemu zakazowi. Dlaczego? Dziennikarzom z Associated Press wyjaśnił:
Jeżeli się poddam i odejdę, wszystko przepadnie. To moja odpowiedzialność, bym tu został. I moje prawo, by tutaj być.
Japoński farmer ze swoim psem Aki (przygarnął go po katastrofie), żyje bez elektryczności i bieżącej wody. Żywi się konserwami, ryżem ze swojego pola i złowionymi w pobliskiej rzece rybami. Wodę czerpie z okolicznych studni. Codziennie dogląda bydła i swoich upraw. W opuszczonym mieście prowadzi spokojne życie samotnika.
Władze przymykają oko
Miasto jest w strefie ogrodzonej przez policyjne bariery. Każdego dnia urzędnicy odwiedzają miejscowości ze skażonej strefy by wyłapać ewentualnych szabrowników. Osoby złapane w zakazanej strefie zostają zatrzymane przez policję i są karane wysokimi grzywnami.
Ale na pobyt Matsumury w Tomioce lokalne władze przymykają oko. On sam przyznaje, że kilka razy natknął się na policję. Nie spotkała go jednak żadna kara.
Matsumura opowiada, że odwiedził kilka razy Tokio, by porozmawiać z politykami o sytuacji w mieście. Mówi, że to skandal, że bydło pozostawiono na pewną śmierć i że nie ma nikogo kto powinien zajmować się grobami zmarłych.
Ale władze nie chcą go słuchać. Przypominają tylko, że nie powinien w ogóle przebywać w zakazanej strefie.
Rolnik próbował zamieszkać u krewnych mieszkających daleko od Fukushimy. Ale ci nie wpuścili go nawet do domu, bali się skażenia. Próbował też zostać w centrum ewakuacyjnym, w którym przebywali okoliczni mieszkańcy. Ale nie mógł, bo ośrodek był przepełniony. W końcu postanowił wrócić do swojego rodzinnego miasta.
Naoto Matsumura dostał od rządu ok. milion jenów (prawie 38,5 tys. zł) odszkodowania. Ale jego zdaniem ta suma nie jest adekwatna do kwoty, jaką uzyskałby ze sprzedaży swoich plonów.
Społeczna anomalia
Postawa rolnika z Tomioki jest czymś niezwykłym w japońskim społeczeństwie. Rzadko spotyka się otwarte nieposłuszeństwo wobec władz. O ile dla Europejczyka taki bunt byłby akceptowalny, sami Japończycy z dużą nieufnością podchodzą do niepokornych współobywateli. Jednak tę decyzję popiera wielu zmuszonych do przeprowadzki Japończyków.