Na odpowiedź na pierwszy od siedmiu lat poważny zamach nie trzeba było długo czekać - Izraelczycy ostrzelali obiekty palestyńskich organizacji zbrojnych. Celem ataku z powietrza były m.in. dwa obozy szkoleniowe w pobliżu miasta Gaza oraz tunel w pobliżu Rafah przy granicy z Egiptem, przez który przerzucana jest broń.
Obyło się bez ofiar śmiertelnych, a informacje na temat rannych były sprzeczne.
Wciąż nie wiadomo, kto stoi za środowym zamachem w godzinie popołudniowego szczytu obok dworca autobusowego w Jerozolimie. Wiadomo, kim jest jedyna ofiara śmiertelna - to 60-letnia turystka z Wielkiej Brytanii.
Choć nikt nie przyznał się do zamachu, Izraelczycy podejrzewają
terrorystyczny Islamski Dżihad. Grupa ta sama przyznała się wczoraj, iż siły bezpieczeństwa Autonomii Palestyńskiej zatrzymały dwóch jej członków Chaleda Dżaradata i Tareka Kaadana w Dżeninie na północy Zachodniego Brzegu. Postawiono im zarzuty udział w zamachu w Jerozolimie. Sam Islamski Dżihad nie przyznał się wprost do zamachu, ale wyraził dla niego uznanie, twierdząc ustami swego rzecznika, że to naturalna odpowiedź na ataki wroga.
Umiarkowane władze Autonomii Palestyńskiej sprawujące kontrolę nad Zachodnim Brzegiem, czyli drugą palestyńską enklawą na terytorium Izraela, potępiły zamach w Jerozolimie. Zarówno prezydent Mahmud Abbas, jak i premier Salam Fajad ostro skrytykowali użycie przemocy.
Przywódcy Autonomii obawiają się, że zamach i seria ostatnich ataków na Izrael mogą zniweczyć ich wysiłki na rzecz palestyńskich dążeń niepodległościowych.
Źródło: Gazeta Wyborcza