Poniedziałkowy atak nie jest zaskoczeniem, bo jeden z hakerów (twierdzi, że jest Saudyjczykiem) dzień wcześniej wysłał informację do mediów, że szykuje go propalestyńska grupa o nazwie Koszmar. Jednocześnie włamano się na strony rządu i sądu konstytucyjnego Azerbejdżanu, sojusznika Izraela, gdzie napastnicy wkleili antyizraelskie hasła.
Według palestyńskiego Hamasu, rządzącego w Strefie Gazy, nasilające się ostatnio ataki hakerskie stanowią "otwarcie nowego frontu oporu i początek wojny elektronicznej przeciwko izraelskiej okupacji".
"Hamas gratuluje udanych operacji zmierzających do penetrowania izraelskich stron internetowych" - głosi niedzielny komunikat Samiego Abu Zuhriego, rzecznika tego ruchu odmawiającego państwu żydowskiemu prawa do istnienia. Zuhri wezwał hakerów, by eskalowali cyberwojnę.
Jej obecna faza rozpoczęła się na początku roku, gdy haker z Arabii Saudyjskiej działający pod kryptonimem "OxOmar" opublikował w internecie wykradzione dane z 20 tys. izraelskich kart kredytowych. Izraelczycy wykryli, że napastnik ma 19 lat i wykorzystuje serwer w Meksyku.
W odwecie haker o pseudonimie "Omer Cohen z Izraela" upublicznił dane osobowe kilkuset obywateli Arabii Saudyjskiej, Egiptu i Syrii. Zdaniem wojskowego
radia sprawca prawdopodobnie jest pracownikiem służb wywiadowczych. Izraelscy
hakerzy, którzy rzekomo wykradli dane, powiedzieli dziennikarzowi "Jedijot Acharonot", że "Omer Cohen" opublikował je bez konsultacji z resztą grupy.
W poniedziałek niejaki "Hannibal" ("Żyd mieszkający gdzieś w świecie") umieścił na Facebooku dane 20 tys. arabskich użytkowników tego portalu. "Hannibal" przechwala się, że jest w stanie włamać się na konta bankowe 10 mln Irańczyków i Saudyjczyków.
Izraelskie
MSZ zapowiedziało użycie siły przeciwko terroryzmowi w sieci. - Uprzedzam wszystkich, którzy napadają lub próbują napaść na Izrael, w tym na jego cyberprzestrzeń, że znajdują się w niebezpieczeństwie i nic ich nie uchroni przed akcjami odwetowymi - odgrażał się w ubiegłym tygodniu wiceminister Dany Ajalon. Następnego dnia hakerzy zaatakowali jego stronę internetową.
Izrael twierdzi, że wzmocnił w ostatnich dniach zabezpieczenia swych sieci komputerowych. W grudniu wojsko zwerbowało ok. 300 młodych ludzi do prowadzenia walki z hakerami. Ale wojsko chroni przede wszystkim siebie.
W maju premier Beniamin Netanjahu ogłosił powstanie specjalnej jednostki do walki z cyberterroryzmem. Po saudyjskim ataku, który obnażył jej nieskuteczność, ktoś z rządu anonimowo tłumaczył prasie, że także ona nie ma za zadanie chronić cywilów, lecz państwo. Zdaniem eksperta cytowanego w dzienniku "Haarec" po siedmiu miesiącach jednostka wciąż istnieje tylko na papierze.
Komisja Knesetu ds. nauki i technologii, która zebrała się następnego dnia po saudyjskim ataku, uznała, że Izrael jest słabo przygotowany do cyberwojny. - Ataki elektroniczne są większym problemem niż rakietowe - stwierdziła przewodnicząca komisji Ronit Tirosh. - Dane są słabo zabezpieczone tak w sklepach internetowych, jak w instytucjach rządowych.