Proceder miał trwać od 2006 roku. Zdaniem dziennikarza Bloomberg News Bena Elgina, troje byłych pracowników Allot potwierdziło, że wszyscy w firmie o tym wiedzieli. Urządzenia nazywane NetEnforcer, służące do śledzenia przepływów internetowych, kupowała od Allota duńska firma RanTek, która następnie sprzedawała je niejakiemu Husejnowi - stałemu odbiorcy z Iranu.
Iran uznawany jest za największego wroga Izraela i wszystkie izraelskie przedsiębiorstwa obowiązuje surowy zakaz handlu z tym państwem. Zaledwie kilka lat temu irański prezydent powiedział, że Izrael powinien "zniknąć z mapy świata".
Prezes firmy Allot Communications, Rami Hadar, natychmiast zareagował na artykuł Bloomberg News. Oskarżył autora o nierzetelność i zapewnił, że jego firma nie złamała embarga. - Nasza korporacyjna etyka polega na ścisłym przestrzeganiu izraelskiego prawa, także przepisów dotyczących
importu i
eksportu. - podkreślił.
Allot upiera się, że kontrakt z Duńczykami nie przewidywał sprzedaży urządzeń do kraju trzeciego, oraz zapewnił, że NetEnforcer przydaje się jedynie do celów komercyjnych. Rozpoznaje aplikacje, więc może być wykorzystywany do eliminowania spamu i pozycjonowania treści w Internecie. Nie można przy jego pomocy szpiegować maili lub smsów, ani tym bardziej zmieniać ich treści. To miałoby dowodzić, że sugestie Elgina, jakoby technologia Allota mogła być wykorzystywana przez irańskie służby specjalne do śledzenia opozycji i tropienia przeciwników reżimu w sieci są fałszywe.
Jednak cytowany przez dziennikarza Bloomberg News ekspert Ben Wagner z Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji twierdzi, że w Tunezji przed wybuchem zeszłorocznej rewolucji urządzenia działające dokładnie na tej samej zasadzie co NetEnforcer służyły do namierzania w Internecie aktywistów.
Rewelacje Bloomberga poruszyły izraelską opinią publiczną. Opozycyjni posłowie domagali się wszczęcia dochodzenia. Kilka dni temu izraelskie ministerstwo obrony zapowiedziało, że sprawdzi czy informatyczny gigant izraelski, operujący na całym świecie, nie naruszył prawa.
Skutki publikacji poważnie odczuł także sam Allot. Szybka reakcja kierownictwa firmy nie zdołała zapobiec spadkowi wartości firmy. Notowania akcji Allota na nowojorskiej giełdzie były niższe o 5 procent w stosunku do ceny sprzed wybuchu afery.