-
Izrael dokonuje dziś egzekucji na podstawie poszlak, ale pewnego dnia zrozumiecie, że pogrzebaliście żywcem niewinnego człowieka - mówił Kacaw do dziennikarzy czekających pod jego domem, zanim odjechał do więzienia w Massijahu w pobliżu Tel Awiwu.
- Mosze, kochamy cię! - krzyczeli jego przyjaciele i zwolennicy.
66-letni Kacaw, wywodzący się z prawicowej partii Likud, trafi do części więzienia przeznaczonej dla ortodoksyjnych Żydów - nie ma tam telewizorów, a większość dnia więźniowie spędzają na modlitwie i studiowaniu Tory. Będzie dzielił celę ze skazanym za korupcję byłym ministrem zdrowia i
pracy Szlomo Benizrim, który obiecał, że pomoże mu przyzwyczaić się do więziennego życia.
W tej samej części zakładu siedzi dwóch skazańców, którym Kacaw jako prezydent odmówił ułaskawienia. - Żałuję, że czyniłem to niemal automatycznie; teraz wiem, że wśród skazanych zdarzają się niewinni - mówił w wywiadzie dla "New York Times'a".
Rozpoczęte w 2006 r. śledztwo zmusiło go rok później do podania się do dymisji - na kilka tygodni przed końcem siedmioletniej kadencji. Jego była pracownica twierdzi, że dwukrotnie zgwałcił ją w latach 90., kiedy był ministrem turystyki. Dwie inne kobiety zeznały, że molestował je już jako prezydent.
Początkowo, odchodząc ze stanowiska, Kacaw zawarł porozumienie z prokuraturą: zgodził się przyznać do molestowania, by uniknąć oskarżenia o gwałt. Jednak w 2009 r. nagle zerwał umowę, ogłaszając, że jest niewinny i że będzie walczył o dobre imię.
Nie udało mu się - w grudniu ubiegłego roku został uznany za winnego gwałtu i innych przestępstw seksualnych, a w marcu skazany na siedem lat więzienia i dwa lata w zawieszeniu. Na początku listopada sąd najwyższy odrzucił apelację. Były prezydent ma też zapłacić ofiarom odszkodowanie.
- Mosze Kacaw trafi do więzienia, gdzie będzie traktowany jak inni osadzeni - zapowiedział we wtorek minister ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Icchak Aharonowicz. Dostanie specjalnego strażnika, który będzie pilnował, by nie popełnił samobójstwa.
Po odsiedzeniu jeden czwartej wyroku były prezydent może ubiegać się o skrócenie kary, pod warunkiem że przyzna się do winy i wyrazi skruchę, czego do tej pory uparcie odmawiał.