Jak wynika z zachodnich danych wywiadowczych, Teheran intensywnie pracuje nad bombą atomową. Iran zaprzecza i twierdzi, że jego program atomowy ma wyłącznie charakter pokojowy, ale nie chce wpuścić do zamkniętych obiektów inspektorów międzynarodowych. Irańscy przywódcy religijni i cywilni z prezydentem Mahmudem Ahmadineżadem na czele grozili w przeszłości Izraelowi "wymazaniem z mapy świata".
- Nasze stanowisko nie zmieniło się w trzech punktach: irańska broń atomowa jest nie do zaakceptowania, zrobimy wszystko, by nie dopuścić do jej powstania, na stole są wciąż wszystkie możliwe opcje - mówił w czwartek Barak. Dodał, że gdyby doszło do izraelskiego ataku, ewentualna odpowiedź Iranu nie musiałaby być dla Izraela "niszcząca".
- Wojna nie jest piknikiem, ale jeśli zostaniemy zmuszeni do działania, to nie zginie 50 tys., 5 tys. ani nawet 500 osób tak długo, jak ludzie pozostaną w swoich domach - tłumaczył Barak. Odniósł się do sytuacji z 1991 r., gdy podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej (na mocy decyzji ONZ siły międzynarodowe pod wodzą
USA zaatakowały wojska Saddama Husajna, które wcześniej zajęły Kuwejt) wystrzelone przez Irak rakiety nie zabiły ani jednego Izraelczyka.
W środę Barak spotkał się w Jerozolimie z gen. Martinem Dempseyem stojącym na czele Połączonych Szefów Sztabów USA. Dempsey podkreślał, że właściwą drogą do nacisków na Teheran są kolejne sankcje i dyplomacja. Amerykanie są przeciwni atakowi Izraela na Iran, bo w i tak niespokojnym regionie mogłoby to wywołać katastrofę. Teheran ma duże wpływy w Iraku i Afganistanie, a także w Libanie (sponsoruje Hezbollah, który stosuje terror) i Autonomii Palestyńskiej (wspiera, także finansowo, rządzący w Strefie Gazy Hamas i innych radykałów).
Izrael, który sam potajemnie zbudował bombę atomową, miał niedawno przeprowadzić na Sardynii ćwiczenia symulujące atak na Iran. Prowadzi też potajemną wojnę z Teheranem - w 2010 r. to zapewne Izraelczycy wpuścili do systemów pracujących w irańskich obiektach nuklearnych wirusa Stuxnet, który nie tylko pozwala na wykradanie danych, ale też umożliwia przeprogramowanie urządzeń.
Być może to izraelskie służby specjalne stoją za wybuchem w jednej z baz wojskowych w Bigdaneh 12 listopada, gdy zginęli ważny generał Gwardii Rewolucyjnej i 20 innych osób. W Iranie to właśnie Gwardia nadzoruje program atomowy.
Ewentualny atak byłby dla Izraela o tyle trudny, że nuklearne laboratoria są rozproszone, a niektóre są ukryte głęboko pod ziemią. Nie wystarczyłby więc pojedynczy nalot.
Zagrożenie ze strony Iranu, który intensywnie rozbudowuje również arsenał rakietowy - w tym pociski, które mogłyby zostać uzbrojone w głowice nuklearne i zaatakować Izrael oraz południowo-wschodnią część Europy - to jeden z powodów, które skłoniły USA i NATO do budowy tarczy antyrakietowej. Jej elementy mają znaleźć się także w Polsce.
I choć Barak mówił w czwartek, że dotychczasowe sankcje Zachodu na Teheran nie przynoszą efektów, to podkreślał: - Bylibyśmy bardzo szczęśliwi, gdyby efekt przyniosły.
Jerozolima liczy na zaostrzenie zachodniego kursu wobec Iranu. Po wtorkowym ataku na ambasadę Wielkiej Brytanii
Londyn wyrzucił irańskich dyplomatów z kraju i wycofał cały personel ambasady z Teheranu. Swoją placówkę zamknęła też
Norwegia, a
Francja i Holandia wezwały ambasadorów do kraju na konsultacje.
Wczoraj UE straciła cierpliwość i zakazała wjazdu na jej teren 180 osobom oraz przedstawicielom instytucji finansowych. Wcześniej zabroniła prowadzenia nowych inwestycji w Iranie, udzielania pomocy technicznej i transferu technologii do tego kraju, zwłaszcza związanych z przerabianiem ropy naftowej i skraplaniem gazu.
Najpoważniejszym ciosem dla Teheranu byłoby wprowadzenie unijnego embarga na irańską ropę, bo oznaczałoby to drastyczny spadek dochodów budżetu. - Myślimy o tym - przyznał w czwartek szef francuskiej dyplomacji Alain Juppé.