http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Izrael nie chciałby atakować Iranu

Roman Imielski
2011-12-01, ostatnia aktualizacja 2011-12-01 16:51

- Nie powinniśmy angażować się w wojnę, póki nie będzie to niezbędne - powiedział w czwartek minister obrony Izraela Ehud Barak. Wcześniej Jerozolima otwarcie mówiła, że zamierza zbombardować irańskie instalacje nuklearne.

Minister Obrony Izraela Ehud Barak
Fot. DAN BALILTY AP
Minister Obrony Izraela Ehud Barak
Jak wynika z zachodnich danych wywiadowczych, Teheran intensywnie pracuje nad bombą atomową. Iran zaprzecza i twierdzi, że jego program atomowy ma wyłącznie charakter pokojowy, ale nie chce wpuścić do zamkniętych obiektów inspektorów międzynarodowych. Irańscy przywódcy religijni i cywilni z prezydentem Mahmudem Ahmadineżadem na czele grozili w przeszłości Izraelowi "wymazaniem z mapy świata".

- Nasze stanowisko nie zmieniło się w trzech punktach: irańska broń atomowa jest nie do zaakceptowania, zrobimy wszystko, by nie dopuścić do jej powstania, na stole są wciąż wszystkie możliwe opcje - mówił w czwartek Barak. Dodał, że gdyby doszło do izraelskiego ataku, ewentualna odpowiedź Iranu nie musiałaby być dla Izraela "niszcząca".

- Wojna nie jest piknikiem, ale jeśli zostaniemy zmuszeni do działania, to nie zginie 50 tys., 5 tys. ani nawet 500 osób tak długo, jak ludzie pozostaną w swoich domach - tłumaczył Barak. Odniósł się do sytuacji z 1991 r., gdy podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej (na mocy decyzji ONZ siły międzynarodowe pod wodzą USA zaatakowały wojska Saddama Husajna, które wcześniej zajęły Kuwejt) wystrzelone przez Irak rakiety nie zabiły ani jednego Izraelczyka.

W środę Barak spotkał się w Jerozolimie z gen. Martinem Dempseyem stojącym na czele Połączonych Szefów Sztabów USA. Dempsey podkreślał, że właściwą drogą do nacisków na Teheran są kolejne sankcje i dyplomacja. Amerykanie są przeciwni atakowi Izraela na Iran, bo w i tak niespokojnym regionie mogłoby to wywołać katastrofę. Teheran ma duże wpływy w Iraku i Afganistanie, a także w Libanie (sponsoruje Hezbollah, który stosuje terror) i Autonomii Palestyńskiej (wspiera, także finansowo, rządzący w Strefie Gazy Hamas i innych radykałów).

Izrael, który sam potajemnie zbudował bombę atomową, miał niedawno przeprowadzić na Sardynii ćwiczenia symulujące atak na Iran. Prowadzi też potajemną wojnę z Teheranem - w 2010 r. to zapewne Izraelczycy wpuścili do systemów pracujących w irańskich obiektach nuklearnych wirusa Stuxnet, który nie tylko pozwala na wykradanie danych, ale też umożliwia przeprogramowanie urządzeń.

Być może to izraelskie służby specjalne stoją za wybuchem w jednej z baz wojskowych w Bigdaneh 12 listopada, gdy zginęli ważny generał Gwardii Rewolucyjnej i 20 innych osób. W Iranie to właśnie Gwardia nadzoruje program atomowy.

Ewentualny atak byłby dla Izraela o tyle trudny, że nuklearne laboratoria są rozproszone, a niektóre są ukryte głęboko pod ziemią. Nie wystarczyłby więc pojedynczy nalot.

Zagrożenie ze strony Iranu, który intensywnie rozbudowuje również arsenał rakietowy - w tym pociski, które mogłyby zostać uzbrojone w głowice nuklearne i zaatakować Izrael oraz południowo-wschodnią część Europy - to jeden z powodów, które skłoniły USA i NATO do budowy tarczy antyrakietowej. Jej elementy mają znaleźć się także w Polsce.

I choć Barak mówił w czwartek, że dotychczasowe sankcje Zachodu na Teheran nie przynoszą efektów, to podkreślał: - Bylibyśmy bardzo szczęśliwi, gdyby efekt przyniosły.

Jerozolima liczy na zaostrzenie zachodniego kursu wobec Iranu. Po wtorkowym ataku na ambasadę Wielkiej Brytanii Londyn wyrzucił irańskich dyplomatów z kraju i wycofał cały personel ambasady z Teheranu. Swoją placówkę zamknęła też Norwegia, a Francja i Holandia wezwały ambasadorów do kraju na konsultacje.

Wczoraj UE straciła cierpliwość i zakazała wjazdu na jej teren 180 osobom oraz przedstawicielom instytucji finansowych. Wcześniej zabroniła prowadzenia nowych inwestycji w Iranie, udzielania pomocy technicznej i transferu technologii do tego kraju, zwłaszcza związanych z przerabianiem ropy naftowej i skraplaniem gazu.

Najpoważniejszym ciosem dla Teheranu byłoby wprowadzenie unijnego embarga na irańską ropę, bo oznaczałoby to drastyczny spadek dochodów budżetu. - Myślimy o tym - przyznał w czwartek szef francuskiej dyplomacji Alain Juppé.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':