http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wykradł cały Izrael. Naród wybrany ujawniony

bart
2011-10-24, ostatnia aktualizacja 2011-10-24 17:55

Były pracownik ministerstwa ds. socjalnych wykradł dane osobowe wszystkich siedmiu milionów żyjących mieszkańców Izraela, a nawet dwóch milionów zmarłych. Trafiły do internetu. Policja próbuje wycofać wszystkie kopie.

Izraelczycy
Fot. Ariel Schalit AP
Izraelczycy
SERWISY
Na ślad wykradzionych danych z izraelskiego odpowiednika Peselu izraelska policja trafiła w internecie. Dostęp do pakietów z zastrzeżonego systemu z danymi osobowymi wszystkich obywateli Izraela mógł mieć każdy. Bardzo prawdopodobne, że korzystając z imion, nazwisk oraz dat urodzenia realnych osób przestępcy ukradli wiele tożsamości, by w ten sposób np. wyłudzać od banków pieniądze. Wybór nazwisk mieli przeogromny - w sieci krążyły dane 9 mln osób, czyli każdego żyjącego obywatela Izraela i co najmniej 2 mln zmarłych. Dostęp do danych też nie był trudny - wystarczyło z internetu ściągnąć program o nazwie Argon 2006.

Po drobiazgowym śledztwie okazało się, że do internetu na rozmaite serwery wrzucił je człowiek o imieniu Ari. Wyśledzenie go było trudne, bo haker doskonale zacierał za sobą ślady. Okazało się, że dane otrzymał od jednego z ultraortodoksyjnych Żydów. Dane wcześniej przechodziły z ręki do ręki, sprzedawano je za kilka tysięcy szekli. Izraelska policja starała się usunąć je z sieci i szukała osoby, która je wykradła z systemu.

Okazało się, że to były pracownik ministerstwa ds. socjalnych, który po kawałku kopiował zasoby izraelskiego Peselu i wynosił je z pracy. A nawet stopniowo uaktualniał rejestr, gdy tylko w pracy dostawał nowe dane. Cel dla którego to robił nie jest jasny. Gdy w 2006 r. za nadużycia zwolniono go z pracy, z zemsty przekazał część danych biznesmenowi, który załadował je na swój serwer. Potem przez miesiące lista krążyła wśród ultraortodoksów żydowskich. Mężczyzna oraz tajemniczy haker Ari siedzą w areszcie.

Jedna z kopii rejestru trafiła do pewnego izraelskiego biznesmena, który - jak się okazało w śledztwie - był obsesyjnym kolekcjonerem rozmaitych baz danych o Izraelczykach, m.in. miał listę dzieci adoptowanych w Tel Awiwie i Jerozolimie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':